Reklama

Koniec grania na nosie?

25/07/2020 18:00

Tak w kontekście ważnego miejsca w centrum Łobżenicy stwierdził burmistrz Piotr Łosoś. Dodaje, że czeka na wniosek właściciela gruntu. Tyle że ten ma zupełnie odmienne zdanie w tej sprawie

Dyskusja dotycząca placu u zbiegu ulic 1 Maja i Dąbrowskiego, gdzie jeszcze w latach 90. stał szachulcowy budynek, wywiązała się podczas ostatniej sesji. Zaczęło się od uwag radnych, że teren, na którym ustawiają się handlujący, nie jest bezpieczny m.in. przez wystające z ziemi przedmioty, np. rurę czy kamienie. Burmistrz dał do zrozumienia, że chce to zmienić.

– Do tej pory właściciel tego terenu grał wszystkim burmistrzom na nosie i robił, co chciał. Nie ma na to dalszej zgody – skwitował Piotr Łosoś.

Reklama

Nie chcę wojny

Pytany przez nas już po sesji burmistrz Łosoś podkreśla, że problem ciągnie się latami.

– Pamiętam, że gdy zaczynałem pracę w Radzie Miejskiej w Łobżenicy wcześniejszy właściciel tego terenu miał dokumentację, by od nowa postawić tam szachulcowy budynek – wspomina. Stało się jednak inaczej. Stary budynek wyburzono, a w jego miejscu pozostał pusty plac.

Przed laty w tym miejscu znajdował się szachulcowy budynek


– Poprzedni burmistrzowie zasypywali piwnicę po tym domu, ogradzali ten teren. Nie chcę iść tą samą drogą i maskować problem. Rozumiem, że właścicielowi działki zmieniły się plany ale czerpie z działki korzyści, wynajmując plac handlującym. Minimum, czego oczekujemy, to uporządkowanie terenu. Po kilku rozmowach wydawało się, że doszliśmy do porozumienia. Ustaliliśmy, że my jako gmina podniesiemy krawężnik przy chodniku od ul. 1 Maja, a pan Struzik nawiezie kruszywa, by wyrównać i utwardzić ten teren. Z naszej strony się wywiązaliśmy. Po jego stronie reakcji brak – mówi Piotr Łosoś. Burmistrz dodaje, że zależy mu, by miejsce było zadbane, bo samorząd przymierza się do rewitalizacji centrum miasta w najbliższych latach.

Reklama

– Nie chcę iść z właścicielem tego terenu na wojnę. W tym miejscu wystarczy nawieźć grysu, może dodać trochę trawy. Ciekawie komponowałyby się też np. drewniane stragany, ustawione tam na stałe, z których mogliby korzystać handlujący. Jeżeli właściciel ma inną propozycję swojej inwestycji, to pilnie czekam. Jestem gotowy nawet do złożenia wniosku do Rady Miejskiej w Łobżenicy o zmiany w planie miejscowym, jeżeli tylko właściciel przedstawi realny pomysł np. budowy obiektu, który poprawi wizerunek tego ważnego dla miasta miejsca. Nie interesują mnie żale do moich poprzedników. Jestem burmistrzem, aby zmieniać otoczenie na lepsze – a nie narzekać, że nie można.  – pomysł przedstawia P. Łosoś. Co jednak, jeżeli nie będzie woli współpracy ze strony właściciela gruntu?

– Sprawę szczegółowo analizuje nasz prawnik. Nie wykluczamy, że wprowadzony zostanie zakaz handlu w tym miejscu. To że teren jest prywatny nie oznacza, że można tam robić, co się chce. Gdyby tak było, w dużych miastach na każdym kroku mielibyśmy podobne sytuacje, gdzie stałyby stragany, a tak się jednak nie dzieje – mówi Piotr Łosoś.

Reklama

Właściciel odpowiada

O komentarz do sprawy zwróciliśmy się również do właściciela terenu. Potwierdza, iż gmina miała podnieść krawężnik, jednak nie na taką wysokość.

– Była mowa o 5 centymetrach, a jest 15 cm. Teraz dopiero zrobiło się niebezpiecznie, bo ludzie potykają o ten krawężnik. Ponadto to sprawia, że musiałbym tam nawieźć masę kruszywa, utrudniając dostęp do wodociągu czy kanalizacji, które tam biegną. Mogłoby to też blokować odpływ tej drugiej. Wystająca rura jest umiejscowiona raczej na gminnym gruncie, a nie na moim – wyjaśnia Andrzej Struzik. Dodaje, że gdy kupił budynek, w akcie notarialnym był zapis, iż jest to obiekt do wyburzenia. Miał także plany, by stawiać tam budynek na wzór starego, szachulcowego domu, zabrakło jednak przychylności ze strony władz gminy i innych instytucji nadzorczych, w tym Wojewódzkiego Konserwatora Ochrony Zabytków.

Reklama

– Chciałem odtworzyć elewację. Był projekt, żeby u góry były dwa mieszkania, a na dole trzy sklepy. Ciągle jednak robiono mi pod górę, walczono ze mną. Nie pozwolono mi np. na montaż dużych witryn sklepowych, gdzie inni dostawali na to zgodę. To utrudnianie się nadal dzieje, bo na naszym placu jest najwyższa w mieście opłata targowa ustanowiona przez naszą radę. Niewiele dalej płacą dużo mniej albo wcale – wyjaśnia właściciel. Dodaje, że pierwotne plany budowy zawisły w powietrzu.

– Gdy byłem młodszy, poważnie brałem to pod uwagę. Teraz pozostawię to w gestii moich następców, spadkobierców. Nie mam takiej sytuacji, że muszę to sprzedawać – wskazuje mężczyzna. Dodaje także, że nie zamierza ingerować w plac.

Reklama

– Nie osiągam z tego tytułu takich dochodów, by tam inwestować. Jeżeli będzie wprowadzony zakaz handlu, stanowczo się temu sprzeciwię – mówi Andrzej Struzik.

Sz. Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-07-25 19:58:05

    Wszystko wskazuje na to że pan Struzik ma rację. Nie zawsze można wykonać swój plan kiedy Urząd miasta rzuca kłody pod nogi przez lata, takie jest życie. Jednak jesteśmy wolnym narodem w którym własność to rzecz święta i nikt narzucając właścicielowi swoją wolę nie może tego zmieniać. Nie może tego robić tylko dlatego że został burmistrzem tym bardziej jeśli ludzie kupujący na straganach nie skarżą się na warunki. W większych miastach powiatowych jak Złotów gdzie jest taki Zielony Ryneczek który mieści się na kamulach pokraweżnikowych o które rzeczywiście można się dosłownie zabić i nikt z tego nic sobie nie robi. Co dziwne teren tego ryneczku największej inwestycji obecnego Burmistrza należy do miasta a to chyba nie znaczy że na miejskim teren ryneczku może być pod psem. W wolnym kraju każdy wie że to co należy do miasta trzeba mu oddać w władanie, natomiast to co ma właściciela zostawić mu bez żadnych podstępów wskazujących na chęć odebrania nie swojego. Pan Łosoś może w miejscu publicznym otworzyć różnorodny ryneczek miejski tak aby klienci od pana Strużka przeszli do nowego lepszego. Oczywiście miasto może żądać od właściciela gruntu uporządkowanie go ale nie może to się odbywać na zasadzie gróźb, bo to bo tamto. Nie wolno samorządom zastraszaniem niszczyć spokoju ludziom którym wcześniej się nie pomagało. Na nic zdaje się tłumaczenie że tamten burmistrz to a tamten tamto lecz teraz to ja szeryf zrobię z tym porządek. Tak nie podchodzi się do ludzi tym bardziej do swoich mieszkańców. Można zaproponować panu Struzikowi wydzierżawienie od niego gruntu uporządkowanie i przeznaczenie pod cel który miasto uzna za właściwy. Urząd miasta dla mieszkańców musi być przyjazny gdyż to w nim z ich wyboru ktoś zostaje burmistrzem. Nie dość że nim zostaje to jeszcze otrzymuje ogromne wynagrodzenie i szczególnie to powinno być źródłem pokory wobec tych którzy mają o wiele mniej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • gość 2020-07-25 22:33:56

    Więcej przemysłowych tuczarnie w gminie panie P. Na tuczarnie dajecie zawsze zgodę mimo że ludzie protestują. Opodadkowac rolasow to się skończy somowola wieprzowa.

    • Zgłoś wpis
  • gość 2020-07-25 23:00:28

    warunkiem sprzedaży działki było od nowa postawić tam szachulcowy budynek a nie zrobić z tego plac handlowy, Szachulec – typ ściany szkieletowej drewnianej, której wypełnienie stanowi glina wymieszana i zarobiona z sieczką, z trocinami lub wiórami czy też zarzucona na plecionkę z witek z łozy lub łodyg trzcin a nie dom handlowy z dużymi witrynami sklepowymi, facet kombinował jak koń pod górę ale nic z tego nie wyszło, każda miejscowość ma koncepcje zabudowy więc nie ma tego że własność prywatna to święta rzecz i wolność Tomku w swoim domku, aby cokolwiek wybudować musisz mieć na to zezwolenia różnych instytucji a nie wolnoamerykanka.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości