Złotowski TBS wybuduje blok przy rynku. Pewnie ostatni i to w formie deweloperskiej. - Raczej nie ma odwrotu, bo koszty wykonania pod klucz są bardzo duże - mówi prezes Staśkowiak
Blok bezcenny
Dwadzieścia siedem mieszkań z piwnicami i pięć garaży powstać ma na osiedlu przy rynku. Złotowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego ma koncepcję architektoniczną bloku i przygotowuje projekt branżowy. - Rozpiętość cenowa za taki projekt waha się od 30 do 170 tys. złotych. Ja uważam, że powinniśmy się zmieścić w kwocie do 80 tys. złotych – ocenia prezes ZTBS Artur Staśkowiak. [[reklama]]
Na dziś prezes nie otworzył listy zgłoszeniowej na mieszkania, bo nie wie, ile będą one kosztować. – Cena zależy od wsparcia właściciela. Będziemy o tym rozmawiać – twierdzi. O ile będzie o czym rozprawiać. Złotowianie szukają tańszych czterech kątów, budowanych w formie TBS-owskiej. Dotąd cena takiego mieszkania przygotowanego pod klucz zamykała się w kwocie ok. 2800 zł za metr, teraz jednak ZTBS proponuje ludziom lokale budowane w formie deweloperskiej, czyli gołe ściany. A takie na rynku są.
Państwo nie pomoże
Prezes Staśkowiak tłumaczy, że o formie TBS-owskiej budowy mieszkań można zapomnieć, od kiedy w maju 2009 roku zlikwidowany został Krajowy Fundusz Mieszkaniowy. Przez to TBS-y nie mogą liczyć na preferencyjne kredyty z Banku Gospodarstwa Krajowego.
Potwierdza to Dariusz Stachera, dyrektor Departament Budownictwa Społecznego BGK: - BGK nie ma możliwości udzielania kredytów preferencyjnych (na zasadach nierynkowych), ponieważ powodowałoby to stratę Banku.
Alternatywy dla KFM-u rząd nie ma. W 2010 roku przekazał na ten cel BGK 7 mln złotych. -Bank przeznaczył je na pokrycie różnicy pomiędzy oprocentowaniem rynkowym a stopą preferencyjną kredytu, co pozwoliło na zakwalifikowanie do udzielenia kredytów „na starych zasadach” w kwocie ok. 28 mln zł – mówi D. Stachera.
Mimo to w 2011 roku w ramach realizacji zadań zlikwidowanego KFM BGK udzielił 27 kredytów preferencyjnych na łączną kwotę ok. 129 mln zł.
ZTBS wówczas przygotowany do budowy nie był, a teraz źródeł finansowania szukać musi w kredytach udzielanych na zasadach rynkowych.
Prezes Staśkowiak: - Będziemy rozmawiać z właścicielem na temat finansowania. Musi być pełne wsparcie, poręczenie właściciela na całość inwestycji.
Mowa tu o mieście Złotów, które, podobnie jak inne samorządy, ma obowiązek organizowania i wspierania budownictwa społecznego.
Blok nasz ostatni
- Tym budynkiem chcemy zamknąć teren przy rynku – mówi burmistrz Złotowa Stanisław Wełniak. Zadaniem prezesa Staśkowiaka jest znalezienie finansowania na budowę dwudziestu siedmiu mieszkań. Pewne pomysły już ma. Artur Staśkowiak: - Jest taki program 50 na 50. Połowę wpłaca osoba zainteresowana, a 50% jest w takim systemie jak dotąd, czyli spłacane w czynszu. W momencie spłaty to mieszkanie automatycznie przechodzi na własność. Okres spłaty to 15-20 lat. [[nowa_strona]]
Propozycję dla TBS-ów ma także BGK: - Szczególnie ciekawą ofertą są obligacje, ponieważ procedura, zgodnie z ustawą, odbywa się bezprzetargowo, warunki cenowe są atrakcyjne i konkurencyjne w stosunku do kredytu bankowego, a instrument jest ustawowo wyłączony z kalkulacji ograniczeń zadłużenia samorządów. Okres wykupu jest długi i wynosi nawet do 25 lat. Źródłem spłaty są czynsze. BGK może być agentem emisji, ewentualnie gwarantem emisji (np. spłaty części odsetek, choć tutaj bank widzi raczej rolę funduszy/spółek poręczeniowych), nabywcą obligacji, instytucją standaryzującą poszczególne emisje, tj. zapewniającą spójność konstrukcji instrumentu.
Jakiego budownictwa?
Pozostaje pytanie, czy w mieście znajdą się chętni na zakup tego typu mieszkań od TBS-u, w końcu konkurencja na rynku deweloperskim jest spora. Inna kwestia dotyczy samego TBS-u. Jeśli nie będzie on budował nowych mieszkań, to pod znakiem zapytania stoi sens jego istnienia. – Będzie on tylko zarządzał – mówi burmistrz. Czy to nie za mało? [[reklama]]
Obecnie ZTBS administruje 67 mieszkaniami. Zysk netto za rok 2011 to nieco ponad 16 tys. złotych. - Jesteśmy małym TBS-em i staram się, aby funkcjonowało to w miarę płynnie i nie przysparzało miastu kosztów – mówi A. Staśkowiak, co do pracy którego mieszkańcy, jak i członkowie rady nadzorczej, mieli uwagi. Jerzy Teusz, przewodniczący rady nadzorczej: – Rozmawialiśmy z prezesem i wskazaliśmy rzeczy, które, naszym zdaniem, wymagają poprawy.
Jedną z nich jest dostępność prezesa (pisaliśmy o tym przed kilkoma tygodniami). To rada nadzorcza zobowiązała A. Staśkowiaka do wyznaczenia godzin dyżurów (w pierwszą i ostatnią środę miesiąca od 16 do 18), natomiast burmistrz wymógł na nim przystąpienie do inwestycji po blisko półtorarocznej pracy na tym stanowisku. Teraz prezesa głowa w tym, by budynek powstał, a mieszkania znalazły nabywców. Chodzi również o jego głowę.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze