W Szpitalu Powiatowym w Złotowie pracuje 21 osób zatrudnionych na podwójnych umowach: o pracę i na kontrakcie. - Taka jest potrzeba - tłumaczy dyrektor placówki, Jerzy Teusz
U cioci na imieninach
Piątek, godzina 14:30. Szpitalna kadrowa dowiaduje się, że lekarz, który miał pełnić dyżur w weekend, nie może przyjść do pracy. Zachorował. To ostatni moment, by znaleźć kogoś na jego miejsce. – Dyżur musi być obsadzony – mawia Jerzy Teusz. Kadrowa dzwoni więc po prośbie do kolejnych pracowników zakładu. – Od jednego usłyszała, że wyjeżdża, tamtego nie ma w mieście, inny jedzie do cioci na imieniny... I nie ma kto pracować – dyrektor obrazuje sytuację sprzed 10 lat. – Teraz nie ma żadnych problemów, dlatego że pracownik zapłacone ma tylko za wypracowane godziny – dodaje dyrektor, mając na myśli zawierane z pracownikami kontrakty.
Nic mnie nie obchodzi
Obecnie w szpitalu zatrudnionych jest 465 osób, z tego 366 jest na umowie o pracę. Sztywne metody zatrudnienia dyrektor uważa jednak za przeżytek. - Socjalizm chcieliśmy, nie udał się. Ja go nie wspierałem, ale się nie udało. Teraz to samo. Zakład, który ma sztywne metody zatrudnienia nie jest konkurencyjny na rynku – uważa Jerzy Teusz. Dlatego w złotowskiej lecznicy coraz więcej pracowników ma zawarte z zakładem kontrakty. Jednoosobowe firmy prowadzą 92 osoby, z czego 17 to pielęgniarki; większość stanowią lekarze. - Dajmy na to, że na oddziale zatrudniam 20 pielęgniarek. Gdyby były na kontrakcie, to by mi wystarczyło ich 16 i miałbym obsadę – dyrektor wymienia podstawową zasadę zatrudniania pracowników kontraktowych. - Taka pielęgniarka może pracować i 200 godzin, a nie 160 w miesiącu, nie bierze płatnych urlopów, mnie nic nie zaskakuje.
Wystarczy, że pomnożę stawkę razy ilość przepracowanych godzin i już – zdaniem zarządcy szpitala taki system pracy jest dla szpitala lepszy pod względem ekonomicznym. – Nie tylko z punktu widzenia ekonomicznego, ale i organizacyjnego jest to dla nas lepsze – uściśla J. Teusz. Dzięki kontraktom ma się także skończyć problem z obsadą dyżurów pielęgniarskich i lekarskich. - Była tu u nas koleżanka po fachu, którą operowaliśmy i dzień po wyjściu ze szpitala poszła do pracy. Sama mówiła, że jakby była na etacie, to jej się 30 dni wolnego należy, ale jest na kontrakcie... – przykład podany przez dyrektora ma obrazować różnice między etatem a kontraktem. - Ja tu mam pielęgniarkę, która już 1,5 roku bierze pieniądze z ZUS – u nie pracując. I tak można się huśtać. Na kontrakcie tego nie ma. Jak zatrudnia się kogoś na etacie, to kosztów nigdy nie da się przewidzieć. Okazuje się, że ktoś zachorował, trzy tygodnie go nie ma. Ja mu muszę zapłacić, ale na jego miejsce muszę kogoś wziąć i też zapłacić – irytuje się dyrektor szpitala. – I ja nie wiem, czy i kiedy taka osoba wróci do pracy.
Gra w oczko
Skład osobowy personelu szpitala uzupełnia 7 osób zatrudnionych na umowę zlecenie. Jest jednak grupa 21 osób, które pracują w lecznicy na podwójnych umowach: na etacie i na kontrakcie. W tej grupie jest 13 lekarzy, 4 diagnostów, 1 pielęgniarka, 1 pracownik średniego personelu i 2 pracowników administracji – W kilku przypadkach są to cząstki etatu – zauważa J. Teusz. Jak ma się to do podkreślanych przez dyrektora oszczędności? – Jest tak, bo taka jest potrzeba. Lekarz jest na etacie, a dyżury pełni na kontrakcie, bo inaczej nie mógłby tego robić, bo przekraczałby liczbę godzin, które może wypracować – tłumaczy Jerzy Teusz. - Szpital powinien sam mieć możliwość kształtowania własnej polityki kadrowej – dodaje.
Kontrakty co prawda zwalniają usługobiorcę, w tym przypadku szpital, z wielu zobowiązań, jednak częsta praca lekarzy na dyżurach 24–godzinnych czy wypracowywanie w miesiącu ponad 300 godzin musi wpłynąć na jakość świadczonej pracy. - Jak taki pracownik będzie wykazywał zmęczenie, to będziemy ograniczać godziny – J. Teusz ma odpowiedzi na wszystkie pytania. Zdenerwowany pyta: - Jeżeli jest ktoś na etacie, a chodzi i dorabia, to jest dobrze? Moi pracownicy nie są związani tylko z naszym szpitalem - jeździli do Nakła, Bydgoszczy, Piły. Dzisiaj pracownik nie ma już obowiązku informować pracodawcy co robi po godzinach pracy.
Z relacji dyrektora wynika, że od blisko 2 lat nowi pracownicy szpitala przyjmowani są niemal wyłącznie na kontrakty. - Jak Pan mi pokaże dobrych pracowników, którzy będą chcieli pracować na kontrakcie, a będzie taka potrzeba w szpitalu, to zostaną zatrudnieni – oświadcza Jerzy Teusz.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze