Jedni są szczerze zbulwersowani, drudzy nie widzą powodów, by protestować z powodu braku konsultacji w kwestii zamknięcia kościoła, trzeci w ogóle nie chcą sprawy komentować. O ile z argumentami każdej ze stron można polemizować, o tyle pewien fakt wydaje się być niezaprzeczalny - kościół, zamiast scalać, podzielił społeczeństwo
11. marca w trakcie niedzielnej mszy ks. Adam Andrzejczak, proboszcz radawnickiej parafii, poinformował wiernych o zamknięciu jednego z dwóch znajdujących się we wsi kościołów. Proboszcz wyjaśnił, że decyzja ta umotywowana jest złym stanem technicznym świątyni p.w. św. Stanisława i – zgodnie z oceną specjalisty – zagraża bezpieczeństwu przebywających tam osób. Okazało się, że instalacja elektryczna działa wadliwie, remontu wymaga również dach wieży kościoła. Do czasu uporania się z tymi problemami – zgodnie z przepisami prawa budowlanego, które na właścicieli lub zarządców obiektów nakłada obowiązek przeprowadzania okresowych kontroli bezpieczeństwa – z kościoła nie powinno się korzystać. – Decyzja, którą podjąłem wynikała z troski o bezpieczeństwo wiernych i dlatego kwestia czasowego zamknięcia nie mogła być poddana konsultacjom czy dyskusji – powiedział nam ks. Andrzejczak zapytany o to, dlaczego nie przeprowadził żadnych konsultacji społecznych w tej sprawie. - Ja też ubolewam nad tym, że kościół trzeba zamknąć, chciałbym oczywiście, żeby wszystkie kościoły były w idealnym stanie, ale niestety środki finansowe mamy ograniczone – kontynuował proboszcz, dodając, że oprócz dwóch kościołów w Radawnicy ma pod opieką także świątynie w Kamieniu i Kiełpinie.
Na pytanie, kiedy w kościele p.w. św. Stanisława zostaną wznowione nabożeństwa proboszcz odpowiada krótko: po remoncie. Czy są jakieś prognozy dotyczące przypuszczalnego choćby terminu rozpoczęcia prac? Nie, ks. Adam Andrzejczak tłumaczy bowiem, że jako iż parafia znalazła się w sytuacji niespodziewanej, póki co środków na ten cel nie ma. Proboszcz nadmienia jednak, że aby pozyskać fundusze niezbędne do wykonania wskazanych prac planuje przekazać dochód z corocznie organizowanego festynu parafialnego właśnie na ten cel.
„Nie” dla wykluczenia
Do części społeczeństwa tłumaczenie o obowiązku zamknięcia kościoła nie trafia. - Nawet jeśli nie było innego wyjścia, to chcielibyśmy w decyzji, tak ważnej dla wszystkich wiernych, uczestniczyć. Dlaczego nie mogliśmy podjąć jej wspólnie? – pyta jeden z członków rady parafialnej. Gdyby proboszcz wcześniej poinformował nas o kontroli, chętnie byśmy mu w rozmowach z rzeczonym specjalistą towarzyszyli – mówi. - Może sytuacja nie jest aż tak tragiczna, może udałoby się wynegocjować pewien czas zwłoki, w którym udałoby się usunąć najpoważniejsze usterki? - zastanawia się. Zapytany o pieniądze nasz rozmówca odpowiada, że być może ludzie, którym leży na sercu los świątyni sięgnęliby do własnych kieszeni, a ci, którzy środków nie mają, ofiarowaliby własną pracę. - Nie raz już w ten sposób działaliśmy – zapewnia, dodając, że wspomniany dach kościoła p.w. św. Stanisława był reperowany właśnie nakładem własnym społeczeństwa. Jego wersję potwierdza inny członek rady parafialnej. - Za czasów poprzedniego proboszcza wiele spraw doprowadziliśmy do porządku – wspomina. - W wiele inicjatyw się angażowaliśmy, każdy dawał to co miał i jakoś sobie radziliśmy – zapewnia, dodając, że w tej chwili, choć stara się być blisko kościoła i dotyczących go spraw, ma poczucie, że proboszcz nie szuka kontaktu z wiernymi. - Kiedyś częściej się spotykaliśmy, rozmawialiśmy na ważne dla nas tematy, w tej chwili ostatni raz widzieliśmy się, poza kościołem oczywiście, na spotkaniu opłatkowym. Nasz rozmówca jest zdania, że proboszcz jest dobrym księdzem, stara się wypełniać posługę jak najlepiej, wygłasza ładne kazania, jednak jeśli chodzi o sprawy typowo gospodarcze – chyba nie do końca sobie radzi. - Brakuje rozmów, stałego kontaktu – tego nasz rozmówca jest pewien. - Jak tak można zamknąć kościół bez konsultacji z radą? - pyta. - To dla mnie bardzo dziwne. - Proboszcz powinien się liczyć z opinią społeczeństwa, ponieważ to my, wierni, tworzymy naszą parafię, my tu zostaniemy na zawsze, więc chcielibyśmy wiedzieć, jakiego rodzaju decyzje, dotyczące nas wszystkich, są podejmowane – argumentuje członek rady.
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że to nie pierwszy raz kiedy część parafian czuje się pominięta. Jak opowiada, podczas jednej z wizyt biskupa członkowie rady parafialnej zwrócili uwagę na zły stan techniczny kościoła p.w. św. Stanisława i poprosili, by kuria przysłała do Radawnicy ekspertów, którzy oceniliby kondycję świątyni. Prośba została uwzględniona, eksperci rzeczywiście do Radawnicy przyjechali, jednak rada nie została o tym fakcie poinformowana. - Chcieliśmy w rozmowach uczestniczyć, w końcu sami wnioskowaliśmy o podjęcie tego typu kroków, a dowiedzieliśmy się po facie – wspomina mężczyzna.
Wiadomość, której się spodziewano
Nie wszyscy parafianie są informacją, usłyszaną podczas ogłoszeń duszpasterskich, zbulwersowani. - Mieliśmy świadomość, jaki jest stan tego kościoła i liczyliśmy się z tym, że decyzja o jego zamknięciu może zapaść – mówi nam jedna z mieszkanek Radawnicy, dodając, że od pierwszej chwili nie widziała w niej nic niestosownego. Radawniczanka zwraca również uwagę na to, że utrzymywanie dwóch kościołów w jednej wsi nastręcza nie lada trudności. Jej zdanie podziela inny mieszkaniec wsi. - Parafia jest mała i finansowo biedna, utrzymywanie dwóch kościołów to bardzo ciężkie zadanie – opowiada nadmieniając, że jego zdaniem decyzja o zamknięciu jest ze wszech miar zasadna. - Nie czuję się nią dotknięty – mówi.
Informacja
Póki co odbywająca się do tej pory w kościele p.w. św. Stanisława niedzielna msza do odwołania będzie odprawiana w kościele p.w. św. Barbary. Godzina, o której rozpoczynać się będzie nabożeństwo (8.00) pozostaje bez zmian.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze