Ryk silników i bezdroża. Rośnie w Polsce grupa kierowców amatorów, którzy chcą doskonalić i sprawdzać swoje umiejętności w sportowej jeździe wyczynowej
W terenie jest trudniej
Nie trzeba mieć umiejętności Roberta Kubicy, aby wziąć w nich udział. Nie trzeba też posiadać drogiego auta, aby zostać zawodnikiem. Wpisowe nie wiąże się z dużym wydatkiem (jest to na ogół kilkadziesiąt złotych od załogi). Najwięcej trzeba zainwestować w pełen bak paliwa. Rajdy skierowane są do wszystkich kierowców i nie tylko, bo na taki rajd zabiera się ze sobą przyjaciół i rodzinę. Jest to forma spędzenia czasu w gronie najbliższych.
Rajd terenowy odbywa się najczęściej po bezdrożach w ciężkim terenie, gdzie samochody muszą pokonywać przeróżne nawierzchnie. Etapy mogą się składać z odcinka dojazdowego i odcinka specjalnego, na których umieszczone są kontrolne punkty drogowe, tzw. waypointy.
Marek Kowalski z Zakrzewa od ponad 6 lat pasjonuje się rajdami terenowymi. Woli ścigać się w terenie, gdzie jest prawdziwa przeprawa przez trudne odcinki. Ważny jest samochód, ale czynnik ludzki, według mieszkańca naszego powiatu, jest zdecydowanie ważniejszy.
4. września na torze krosowym w Złotowie zawodnik mający łaza wygrał na oryginalnym silniku z kierowcą vitary, o pojemności 2,5 litra, w dodatku to była benzyna. - Umiejętności są szalenie ważne – zauważa rajdowiec.
Gdzie jeździ się trudniej: w lesie czy na utwardzonej nawierzchni? - W terenie jest trudniej. Są blisko drzewa, rowy, dodatkowo nie każdy samochód ma taki sam rozstaw opon. Nie każdy sobie poradzi - zauważa M. Kowalski. - Skaczemy po koleinach i wtedy są największe problemy – dodaje.
[[reklama]]
Zakrzewski rajdowiec jeździ obecnie seryjnym samochodem. Są w nim lekkie przeróbki, ale bez wielkich przekształceń. - Żeby zbudować prawdziwy samochód rajdowy potrzebne są pieniądze i czas – zauważa. Na rajdach najczęściej można spotkać właśnie seryjne samochody z małymi przeróbkami: suzuki vitara, nissan terano czy patrole. Każdy startuje w tym, co lubi i na co go stać. – Jeździmy na rajdy do Strzelczyków (za Szamocinem), gdzie spotykają się załogi profesjonalne i zupełnie amatorskie. Na ostatnich zawodach było ponad 60 załóg. Są kategorie - w zależności od mocy samochodów. Można spotkać samochody o sile 100 i powyżej 200 km, ale są i auta powyżej 300 km. Jesteśmy podzieleni na dwie grupy. Jedna jedzie na jeden oes, druga oczekuje swojej kolejki, a każda z nich przejeżdża go dwa razy. Po trudach rywalizacji wszyscy wracają na bazę, gdzie jest przygotowana zabawa integrująca kierowców. Najlepsze odbywa się następnego dnia.
Król błota
Właściciele samochodów z największymi mocami silnika próbują przejechać najbardziej błotniste tereny. - Przednia zabawa. Kto przejedzie idealnie zostaje królem błota. Ja niestety nie próbuję, ponieważ nie mam takiego sprzętu – mówi pan Marek.
Wcześniej jeździł z kolegą Andrzejem Kubińskim, aktualnie jeździ z synem. Na czym polega rola juniora? - Na krzyczeniu – uśmiecha się zakrzewianin. A tak na poważnie wyjaśnia, że syn odbija m.in. obrączki na o-esach.
[[reklama]]
Amatorów jazdy po trudnych terenach w powiecie złotowskim nie brakuje. - Jeździ Birecki, Gruba, są panowie z Radawnicy: Konak i Łoboda – mówi pan Marek.
Czym są rajdy dla niego? – Zdecydowanie oderwaniem od rzeczywistości, poznaniem fajnych ludzi. Wielu rzeczy można się wzajemnie od siebie nauczyć – wyjaśnia.
Rajdy to przyjemność, ale i koszty. Sama opona to wydatek rzędu 500 zł, o paliwie nie wspominając… Dlatego M. Kowalski wybiera rajdy, na które może sobie pozwolić. - Flaków sobie nie wyrywamy, to ma być głownie pasja – uśmiecha się kierowca.
Nie jest niebezpiecznie? - Kask, jako nakrycie głowy, jest obowiązkowy. Gdy leżeliśmy w Drezdenku na boku kaski zabezpieczyły nas przed poważniejszymi obrażeniami. Wpadliśmy w lesie w koleiny i, mimo że mamy fotele sportowe, obijaliśmy się o siebie i wnętrze samochodu. Kask był niezbędny.
Co jeszcze ciągnie ludzi do rajdów? Jak mówi mieszkaniec Zakrzewa, podczas rajdu bywa ciekawie. Nie ma się pewności, co się za chwilę wydarzy. - Zrobię żonie samochód i też wystartuje. Może będzie lepsza ode mnie – patrzy na swoją drugą połówkę, uśmiechając się...
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze