
Uwielbiam kryminały i literaturę faktu, a ostatnio książki o trudnej młodzieży, bo przez ostatnie trzy lata byłem kapelanem w zakładzie poprawczym w Szubinie. Literaturę „fachową” też oczywiście czytam:)
To prawda, że w kryminale często leje się krew, ale są tam przede wszystkim zagadki, a to się miło czyta. Zdarza się, że jak zacznę książkę po południu, to kończę ją rano przed wyjściem na mszę świętą. Nie, nie mam po tym problemu z natchnieniem...
Czytam klasyków gatunku jak Agata Christi czy Harlan Coben, ale też Dana Browna, choć o nim się mówi, że przekłamuje prawdę religijną. Wiem jednak, że to jest fikcja literacka, która ma czytelnika wciągnąć. Lubię też poczytać o mafii, stąd w mojej bibliotece „Ojciec chrzestny” i inne książki Mario Puzo. Ostatnio moją uwagę przykuła książka z Biedronki. Ivo Vuco – Synonim zła. Opowiada o człowieku, który trafił do więzienia i czekał na karę śmierci. Niesamowita. 400 stron, ale w jeden dzień było po niej.

Słucham reggae i polskiego rapu. Wiem, że w rapie jest trochę „mięsa” i tak on kojarzy się z ludziom starszym – z przekleństwami, szerokimi porami chłopaków i półnagimi dziewczynami w teledyskach, ale to stereotyp. Ja szukam wykonawców, których utwory niosą ze sobą przekaz. Według mnie bardzo dobry jest Adam Ostrowski znany jako O.S.T.R. W Szubinie udało mi się go poznać i zauważyłem, że jest to wartościowy człowiek. Nie mam tu jego płyty, bo zostawiłem ją bratu, który pisze teksty i nagrywa hip hop. Ja też czasem piszę – moje teksty można przeczytać na Facebooku.
Kiedyś też nagrywałem, gdy była zajawka na Liroya, Wzgórze Ya-Pa 3. Zwłaszcza, że pochodzę z blokowiska. Pamiętam, że sąsiedzi zastanawiali się, jak to się stało, że ten chłopak, który chodził zakapturzony, w szerokich spodniach (taki miałem styl) idzie na księdza. Widać Bóg różnie wybiera, a skoro mnie powołał, to w konkretnym celu. Widać słusznie, bo moje zainteresowania już pomogły mi w pracy z trudną młodzieżą. W kazaniach dla chłopaków w zakładzie używałem fragmentów piosenek i to im się zapisywało w pamięci. Praca z nimi była dla mnie szczytem marzeń.
Disco polo też czasem słucham, ale głównie gdy chcę się pośmiać, poradować.

Mam 191 cm wzrostu, 120 kg wagi i lubię grać w koszykówkę. Co prawda w dzieciństwie miałem uczulenie na kurz, więc byłem zwolniony z wuefu, ale na powietrzu grałem z chłopakami często (kiedyś to było normalne, że po szkole spotykało się z kolegami na boisku). Michael Jordan ze mnie żaden, ale gram regularnie. Niestety, przy mojej wadze wsadu już nie zrobię...
Grałem trochę w piłkę w seminarium, ale słabo mi szło, za to w poprzedniej parafii ministranci stawiali mnie na bramce, bo pół zastawiałem, stojąc.

Zwracając się do wiernych z ambony uwielbiam odnosić się do życia, do moich doświadczeń: rzeczy, które mnie spotkały, poznanych osób lub przeczytanych książek. Szukam opowiadań, które da się rozczytać w świetle ewangelii. Taki postawiłem sobie cel – by człowiek wychodząc z kościoła nie miał w głowie samych zwrotów teologicznych (choć one są potrzebne, a Biblia jest punktem wyjścia i źródłem), ale też odniesienia do życia. Wygłaszając kazania korzystam z historii tych pogubionych chłopaków, z którymi pracowałem. Przytaczam też sytuacje, które miały miejsce w mojej rodzinie. Szubin przyzwyczaił się, że często mówiłem o swoim dziadku. To jest gość. Siła ogromna. Człowiek wielkiej wiary.
Gdy czytam książki, to zakreślam sobie fragmenty, które da się odnieść do ewangelii. Życie jest najważniejsze. Pewnie dlatego tak mocno w pamięci zapisały mi się słowa kanclerza naszej kurii, który na zakończenie wykładów powiedział: „Co ja wam tu będę opowiadał. I tak życie jest bogatsze niż książki”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze