Reklama

Los przedszkola przesądzony

01/07/2015 00:00
Jeśli do okoneckiego przedszkola miejskiego w nowym roku szkolnym rodzice zapiszą mniej niż 70 dzieci, prowadzenie tej placówki gmina powierzy Stowarzyszeniu Przyjaciół Szkoły Aktywna Trójwieś. Dotychczas na liście znajdują się 64 nazwiska

Brakuje sześciorga dzieci – przynajmniej teoretycznie. Praktycznie natomiast może się okazać, że zdecydowanie więcej, albowiem – jak przyznała burmistrz Małgorzata Sameć – niektórzy z rodziców zapisali swoje dzieci do dwóch placówek. Z jednej trzeba będzie zrezygnować – jeśli padnie na przedszkole miejskie, to może się ono znaleźć w opałach. Dlatego też podczas czwartkowego wspólnego posiedzenia komisji stałych gminy radni z Okonka zdecydowali, że w trakcie sesji podejmą uchwałę intencyjną w sprawie przekazania przedszkola wspomnianemu Stowarzyszeniu. W pewnym sensie sprawdzonemu, ponieważ od 2012 roku z powodzeniem prowadzi ono szkołę w Pniewie wraz z oddziałem przedszkolnym.

To jednak ostateczność, jak podczas środowego spotkania z mieszkańcami gminy zapewniała Małgorzata Sameć – swego rodzaju zabezpieczenie. - Jeśli będziemy mieć siedemdziesięcioro dzieci, ta uchwała zostanie unieważniona – zapewnia burmistrz. Jeśli natomiast będzie ich mniej – zmieni się organ prowadzący przedszkole. Powodem są oczywiście finanse. - Ekonomia jest nieubłagana – w rozmowie z mieszkańcami przypominała Małgorzata Sameć. Przedstawiła też kalkulacje, które nie pozostawiły gminie wyboru. Wskazują one na to, że jeśli do przedszkola miejskiego ostatecznie trafi pięćdziesięcioro dzieci, to dotacja przekazywana przez gminę na każdego malucha przebywającego w przedszkolu niepublicznym (to 75% kosztów utrzymania jednego dziecka w przedszkolu publicznym) wyniesie 1.012 zł. Jeśli natomiast w „miejskim” uczyć się będzie czterdzieścioro dzieci, wspomniana dotacja ukształtuje się na poziomie 1.260 zł (obecnie wynosi ona niespełna 600 zł miesięcznie na jedno dziecko). - Gminy na to nie stać – Małgorzata Sameć nie pozostawia złudzeń.

Reklama


Małgorzata Sameć wyszła do mieszkańców - nie tylko ze spotkaniem, ale i zza stołu prezydialnego
 

Zmiany nie dotkną dzieci…

…ani rodziców – zapewniała mieszkańców Małgorzata Sameć. Burmistrz uspokajała również, że przedszkole, nawet jeśli dojdzie do jego przekazania Stowarzyszeniu, wciąż pracować będzie w tych samych godzinach, a więc od 6.00 do 16.30, pracujący rodzice mogą więc być spokojni. Także o finanse – tak jak do tej pory będą oni płacić jedynie za posiłki (dziś jest to 5,50 zł za dzień).

Reklama

Reperkusje takiego kroku odczują natomiast nauczyciele, którzy zatrudnienie w oparciu o Kartę Nauczyciela zamienią na zatrudnienie w oparciu o Kodeks Pracy.

Ambitne plany

Podczas środowego spotkania z mieszkańcami Małgorzata Sameć mówiła nie tylko o problemach – przedstawiła też zadania, które udało się zakończyć w nowej kadencji. Oddanie do użytku budowanej latami hali sportowej w Lotyniu oraz okoneckiego kortu tenisowego, wykonanie nowego pokrycia dachowego szkoły w Pniewie, wymiana nawierzchni oraz obrzeży placu zabaw przy szkole podstawowej w Okonku – oto sukcesy. Ma być ich więcej – burmistrz omówiła również inwestycje, które ma zamiar zrealizować. W ramach budżetu obywatelskiego, a więc z inicjatywy mieszkańców: zagospodarowanie terenu przy przedszkolu miejskim (43 tys. złotych), zagospodarowanie terenu przy siedzibie okoneckiego koła Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów (11 tys. złotych) oraz budowa boiska do piłki nożnej i siłowni zewnętrznej przy ulicy Kolejowej (30 tys. złotych), w maju odbył sie już Ogólnopolski Turniej Rycerski. Ponadto gmina planuje m.in. odbudować wiatę w Łomczewie, która spłonęła w ubiegłym roku, zmodernizować remizę OSP w Podgajach, a także rozbudować sieć wodociągową i kanalizacyjną w obrębie ulic Lipowej, Niepodległości, Chojnickiej, Kowalskiej, Spółdzielców i 2-go Lutego w Okonku. - Jeśli urodzą się Państwu inne pomysły, oczywiście realne, to prosimy o podpowiedzi – poprosiła burmistrz.

Reklama

Tematy chodnikowo-drogowe

Głównie w tym obszarze poruszali się mieszkańcy, którzy uaktywnili się w części spotkania, podczas której można było zadawać pytania. Radosław Wilczyński chciał wiedzieć m.in., kiedy nawierzchnia przy ulicy Leśnej doczeka się remontu. - Na pewno nie w ciągu tego roku, a może i nie w ciągu kolejnego – Małgorzata Sameć sprawę postawiła jasno, dodając, że przy tej ulicy w pierwszej kolejności trzeba zadbać o kanalizację deszczową.

Henryk Wróbel prosił z kolei, by burmistrz ustaliła, czy drogą prowadzącą od kościoła w kierunku cmentarza, tzw. cmentarną, mogą poruszać się rowerzyści. Oznakowanie wskazuje na to, że tak, mimo wszystko jednak, jak opowiadał, sam został tam kiedyś zatrzymany przez funkcjonariuszy policji, którzy mieli twierdzić, wyłączenie rowerzystów z zakazu nie zostało odpowiednio uzgodnione, zatem nie obowiązuje. - Wolno tam w końcu jeździć rowerem czy nie? - chciał wiedzieć mężczyzna. Małgorzata Sameć obiecała sprawę wyjaśnić.

Reklama


Mimo, że w spotkaniu uczestniczyło sporo osób, chętnych do zadawania pytań nie było wielu

Najbardziej rozległa dyskusja wywiązała się w kontekście niedrożnych studzienek kanalizacyjnych. O ich przepchanie prosił jeden z mieszkańców. - Parę lat już się tego nie robi. Woda nie odpływa, bo wszystko zapchane. Aż dziw, że jeszcze nic nie zalało – mówił. Na ten wniosek odpowiedział dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. - Nieczyszczenie studzienek spowodowało niedrożność całej instalacji – objaśnił Henryk Matuszczak, dodając, że sprzęt, którym zakład dysponuje, nie jest w stanie jej oczyścić. Jak powiedział – do tego potrzebny jest specjalistyczny sprzęt, za pracę którego zapłacić trzeba nie mniej niż 250 zł za godzinę. Jednego z obecnych na sali mężczyzn zadziwiła ta odpowiedź. - To jak to czyszczono, kiedy nie był Pan dyrektorem? Kiedyś burzówki były czyste, a teraz kwiatki rosną – skwitował.

Reklama

Kolejna wypowiedź dotyczyła chodników. - Te z polbruku mają się prawo niszczyć. To kret podkopie, to osiądzie po deszczu, to krawężniki się wykrzywią... - wyliczył, po czym zalecił, by naprawiać chodniki bez wielkich inwestycji. - Wystarczy taczka, łopata i piasek. Zapadło się, to trzeba wyciągnąć kostkę, podsypać i na nowo ułożyć – polecił. Z sali padł też inny pomysł: - Pani burmistrz mówiła o planowanych dochodach straży miejskiej. Możemy z tych teoretycznych mandatów obliczonych na kwotę 400 tys. zł połowę przekazać na chodniki i połowę na przepychanie studzienek. Proste – podsumował mężczyzna.

***

Kolejne spotkanie z mieszkańcami Małgorzata Sameć zapowiedziała na połowę września.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości