Reklama

Ludzie zaryzykowali, spełnimy oczekiwania - deklaruje wójt Marek Buława

21/01/2019 18:15

Nowy wójt zapewnia, że pod jego kierownictwem gmina nie trafi na manowce. – To była ostatnia próba – przyznaje, że gdyby przegrał, więcej nie zabiegałby o przejęcie steru samorządu. Podkreśla, że obce są mu buta i pycha, raczej spokorniał. Z Markiem Buławą rozmawia Piotr Steffen

Może Pan powiedzieć: nareszcie?
Tak. Potwierdziła się zasada, że do trzech razy sztuka. Tym razem się udało.

Jak wygrana w wyborach smakuje po trzykrotnym podejściu?
To jest bardzo dobry smak. Nigdy nie doznałem takiego uczucia.

Bardzo się Pan obawiał, że znowu go nie poczuje?
Tak. Patrząc na to, co przeżyłem osiem i cztery lata temu, brałem pod uwagę możliwość ponownej przegranej. Zwłaszcza w tej trzyosobowej obsadzie kandydatów, gdzie każdy był mocny. Na pewno jednak byłem nieco spokojniejszy niż przy dwóch poprzednich wyborach. Od razu też sobie założyłem, o czym poinformowałem zresztą członków mojego komitetu, że jest to moje ostatnie podejście do wyborów na wójta, jeśli ponownie się nie uda. Gdyby tak się stało, za pięć lat na pewno nie zabiegałbym o stanowisko wójta.

Reklama

W rozmowie przed kilkoma miesiącami stwierdził Pan, że nie musi być koniecznie wójtem, że ma Pan inny pomysł na życie. Jaki był to pomysł?
Miałem miejsce w dotychczasowej pracy, czyli w Powiatowym Urzędzie Pracy, to mi odpowiadało. Ostatnio zajmowałem się tam legalizowaniem pobytów cudzoziemców. Lubiłem to robić i najprawdopodobniej pozostałbym w urzędzie pracy. Z drugiej strony było też inne życie, poza tym zawodowym, i tutaj również miałem pewne zamierzenia. To jednak, co dokładnie miałoby to być, zostawię dla siebie.

Co mówiły osoby, które w gorącym, powyborczym okresie spotykały się z Panem, dzwoniły do Pana? To były tylko gratulacje i serdeczności czy również przestrogi: teraz to się dopiero zaczyna...
To nie były tylko słodkości, również wskazanie tego, co mnie czeka. Odpowiadałem wszystkim, że od czasu, gdy osiem lat temu podjąłem decyzję o kandydowaniu, nic się nie zmieniło i jestem świadomy, na co się zdecydowałem. Na ciężką pracę. Wiem, że na początku nie będzie łatwo. Wiele rzeczy jest dla mnie nowych, jednak jestem młody i gotowy do tego, żeby wszystkiego się uczyć. Będę robił wszystko, żeby spełnić oczekiwania mieszkańców, a jak to wyjdzie, przekonamy się za pięć lat.
Natomiast te gratulacje najczęściej były niezwykle serdeczne. Przede wszystkim życzono mi, żebym zrealizował to, co założyłem, żeby program, który zaproponował mieszkańcom nasz komitet, został zrealizowany. Radość osób, które się ze mną kontaktowały krótko po wyborach, była ogromna. Tych osób było tak wiele, że pierwszy raz zdarzyło mi się, że od intensywnego używania w ciągłym czasie rozładował mi się telefon. SMS–y, MMS–y, Meesenger, WhatsApp – tych informacji było tak dużo, że w powyborczy poniedziałek o godzinie dwudziestej pierwszej postanowiłem, że nie będę ich więcej odbierać. Było mi bardzo miło, to było niezwykłe uczucie, ale musiałem odsapnąć. Powiem szczerze, nie spodziewałem się, że ta życzliwość będzie tak wielka.

Reklama

Zwycięstwa w pierwszej turze też się Pan nie spodziewał?
Nie. Sądziłem, że będzie druga. Wynik 60% w pierwszej turze był dla mnie ogromnym, miłym zaskoczeniem.

Kto miał być Pana kontrkandydatem w drugiej turze, którą Pan przewidywał?
Sądziłem, że będzie to Edziu Kabattek. Byłem tak pewny, że dojdzie do drugiej tury, że prawdę mówiąc już się do niej przygotowywałem.

Jest Pan zaskoczony niskim poparciem dla Andrzeja Ruty?
Nie chcę tego oceniać. To poparcie było, jakie było, mieszkańcy mieli możliwość wyboru spośród trzech kandydatów, a każdy z nich prezentował coś innego.

Reklama

Dlaczego nie sądził Pan, że to Andrzej Ruta będzie kontrkandydatem w drugiej turze?
Z rozmów z różnymi osobami wynikało, że ja i Edziu Kabattek będziemy mieć największe poparcie w pierwszej turze. Tylko z tego snułem taki wniosek. Natomiast biorąc pod uwagę to, co działo się osiem lat temu, kiedy była nas czwórka w pierwszej turze, a wygrał Henryk Dobrosielski, który wcale nie był znany w pewnych środowiskach gminy, wiedziałem, że nic nie jest do końca pewne. Stąd być może w ostatnich dniach przed wyborami przeszło mi przez myśl, że może jednak to pan Andrzej będzie czarnym koniem tych wyborów.

Wybierając Pana mieszkańcy wybrali młodość czy merytoryczność?
Myślę, że wygrała inna jakość. Patrząc na to, że wygrałem ja, ale też mój komitet, z którego wprowadziliśmy do rady jedenaście osób – w tym sporo z mojego przekroju wiekowego – myślę, że zwyciężyła właśnie nowa jakość. Bardzo często spotykałem się w trakcie kampanii z opiniami, że z naszej grupy wypływał pewien entuzjazm, że było widać, iż osoby z naszego grona pełne są pomysłów i mają chęć zrobienia czegoś, a temu wszystkiemu towarzyszyły uśmiechy na twarzach. Nasze spotkania naprawdę bardzo różniły się od tych, które organizowali nasi konkurenci. Na naszych spotkaniach zawsze było też najwięcej osób, co też o czymś jednak świadczyło.

Reklama

Zapytałem o tę merytorykę, ponieważ niejednokrotnie słyszałem, że na ten moment wcale nie był Pan najlepszym kandydatem – niejednokrotnie mówiono wręcz, że pod tym względem najlepszy byłby Andrzej Ruta, który jednak w ocenie wielu przegrał charakterem, osobowością. Sądzi Pan, że w Pana przypadku ludzie „poszli za” osobowością?
Trudno porównywać osoby w tak różnym wieku. Na zdobycie wiedzy i doświadczenia pan Andrzej miał dwukrotnie więcej czasu. Ja z upływem lat też go nabędę. Z drugiej strony, obojętnie, kto z nas zostałby wójtem, i tak wchodziłby tutaj na nowe. Rozpoczynałby kolejny etap życia, swojego i gminy. Nie ma szkoły, w której można nauczyć się być wójtem czy burmistrzem.

W komentarzach pod wspomnianą rozmową z Panem sprzed kilku miesięcy są też głosy powątpiewania w to, czy dotychczasowe doświadczenie i wiedza zdobyte w urzędzie pracy wystarczają do piastowania takiego urzędu i powierzenia Panu funkcji wójta.
Czy Andrzej Duda, będąc wybranym na głowę państwa, miał odpowiednie kwalifikacje, żeby być prezydentem? Uważam, że mam coś, co jest w tym momencie najważniejsze – poczucie odpowiedzialności.

Reklama

Ile wie Pan więcej o tej gminie niż przed ośmioma laty?
To jest, wbrew pozorom, bardzo duża różnica. Przez ten czas sporo rozmawiałem z ludźmi, pokończyłem dodatkowe szkoły, więc ta wiedza została w jakiś sposób przeze mnie nabyta. Znam problemy tej gminy, nie tylko w skali całości, ale też w kontekście problemów poszczególnych miejscowości. Myślę, że zrobimy wiele, żeby w tych kwestiach pomagać mieszkańcom. Owszem, spotkałem się ze stwierdzeniem, że jako komitet jesteśmy największym zaskoczeniem po tych wyborach w skali całego powiatu. Jesteśmy najmłodszą radą, mamy w tym gronie najwięcej kobiet, zaczynamy wręcz od początku, bo poprzednich radnych jest tylko czworo. Ludzie zaryzykowali, postawili na coś zupełnie innego i wierzę, że spełnimy oczekiwania.

Przed kilkoma miesiącami powiedział Pan, że ma więcej pokory – pokory względem kogoś czy czegoś?
Zarówno względem siebie jak i wyborców. Gdy startowałem pierwszy raz, po pierwszej turze czułem, że wygram wybory. Zdawało mi się, że wygrana jest na wyciągnięcie ręki. Przez te lata nauczyłem się tego, że w życiu nie jest tak, jak człowiek sobie planuje, marzy i od razu wszystko ma. Za drugim razem też byłem pewniejszy wygranej niż w tym roku. W tegorocznych wyborach tego przekonania nie było. Wydaje mi się, że dlatego też łatwiej było mi przejść przez ten okres.

Reklama

Miałem jednak okazję spotkać się opiniami, że pokora nie jest Pana przymiotem, raczej pewność siebie, żeby nie powiedzieć pycha i buta. To krzywdząca opinia czy może był okres, kiedy to były trafne spostrzeżenia i być może dlatego dzisiaj mówi Pan o tej pokorze?
Nie uważam tak, nie miałem takich odczuć i nie dlatego mówię o pokorze. Uważam, że jeśli ktoś jest ambitny, dąży do osiągania celów – a ja taką osobą zawsze byłem – nie jest to chyba nic złego. Szczerze mówiąc, nie rozumiem takich komentarzy. Kiedyś jeden z wyborców powiedział mi wręcz, że podziwia mnie za konsekwencję, za to, że dążę do wyznaczonego celu. To tak na serio, bo są też żartobliwe komentarze – jedna z pań powiedziała na jednym ze spotkań wyborczych: wybierzcie go w końcu, bo wiecie, że startuje ostatni raz i więcej nie będzie chciał.

Młodość, która jest atutem, w Pana przypadku może też okazać się przekleństwem, ponieważ już jest Pan porównywany, a pewnie będzie jeszcze bardziej, do wójta gminy Lipka. Jest Pan skazany na te porównania, choć niektórzy twierdzą, że bezzasadne, bo Przemysław Kurdzieko to zupełnie inna liga samorządowca. Jak odnajduje się Pan w tej relacji?
Nie lubię tego porównania.

Reklama

Ono nie jest komfortowe?
Wiele osób mówi, że wybraliśmy Buławę, to gmina Zakrzewo stanie na nogi. Przemek Kurdzieko jest bardzo dobrym gospodarzem, samorządowcem, wiele zrobił dla gminy Lipka, natomiast trudno mi się odnosić do jego umiejętności. Poza tym jak porównywać kogoś z ośmioletnim stażem wójta z kimś, kto jest na początku tej drogi... On miał o tyle łatwiej przez te osiem lat, że były w tym czasie spore możliwości pozyskiwania zewnętrznych pieniędzy, jakich już raczej nie będzie. One z kadencji na kadencję są coraz mniejsze. Jest to wręcz nieuczciwe i nie w porządku, jeśli mieszkańcy już porównują mnie do wójta gminy Lipka. Tym bardziej, że wbrew pozorom, to inne gminy. Jej mieszkańcy mają inne problemy, w sumie bardzo się różnimy. Nie chciałbym, żeby gmina Lipka była dla nas punktem odniesienia.

Ktoś może Panu zarzucić, że obawia się tych porównań, że boi się Pan tej konfrontacji z Przemysławem Kurdzieko, bo czuje Pan, że nie jest w stanie mu dorównać.
Bądźmy uczciwi, nawet przez najbliższe pięć lat nie będę w stanie dorównać gospodarzowi gminy, który po tej kadencji będzie miał za sobą trzynaście lat pracy na stanowisku wójta.

Reklama

Mówię o porównaniach przy zachowaniu proporcji – przez dziesięć lat jest Pan w stanie dokonać tyle, ile sąsiad zrobił przez minione osiem?
Naprawdę nie chciałbym takich porównań, ponieważ te gminy mają swoje, pod wieloma względami odmienne wyzwania. Uważam, że pan Dobrosielski robił wszystko, żeby w gminie Zakrzewo dobrze się żyło i mieszkało.

Z tego co wiem to Wasze relacje nie były wzorcowe przez minione lata. Zawsze tak Pan oceniał poprzedniego wójta czy teraz Pan tak mówi, bo wypada i to zwykła kurtuazja?
Zawsze byliśmy konkurentami w zabieganiu o fotel wójta gminy. Bynajmniej ja zawsze przyjmowałem zasadę, że kończą się wybory i trzeba iść do przodu. Patrząc na osiem lat pracy pana Dobrosielskiego uważam, że starał się robić wszystko dla dobra tej gminy. Nie można mu zarzucić bezczynności.

Reklama

Chociaż w ostatnich kilkunastu miesiącach można było spotkać się z opiniami, iż nie było w nim widać zapału, że mentalnie zbliżał się do końca bycia wójtem.
To nie jest moja ocena, nie do końca się z nią zgadzam. To byłoby krzywdzące. Mam szacunek do poprzedniego wójta, z wdzięcznością podchodzę do tego, jak zachował się po wyborach. Wprowadził mnie na stanowisko, wszystko pokazał, omówił, przewiózł mnie po gminie i zwrócił uwagę na pewne rzeczy. Wyczulił na sprawy, na które, jego zdaniem, szczególnie powinienem zwracać uwagę.

Każdy ma przeciwników, on również pewnie takich miał – niektórzy mogą oczekiwać, że będzie Pan rozliczał poprzedniego wójta z tego co i jak robił.
Absolutnie nie. Przyjąłem zasadę, którą praktykowaliśmy już w okresie kampanii wyborczej, że jeśli ktoś atakował Henryka Dobrosielskiego, nie odnosiliśmy się do tego. Postawiłem kreskę, nie wracam do tego, co było wcześniej, patrzę wyłącznie do przodu.

Reklama

To, co się wydarzy jest w rękach młodego wójta i młodych radnych – nie za dużo tej młodości i braku doświadczenia w zakrzewskim samorządzie? Przynajmniej w jakimś stopniu uzasadnione są obawy tych, którzy boją się, że wyprowadzicie gminę na manowce?
To są oceny ludzi, którzy kompletnie nas nie znają. Nie mają żadnych podstaw, żeby snuć takie obawy. Wygrały osoby, które nie mają może doświadczenia samorządowego, ale mają je w wielu innych dziedzinach. Nie można skreślać ludzi bez dania im szansy wykazania. Gdy na ostatniej komisji omawialiśmy z urzędnikami i panią skarbnik budżet na 2019 rok, ci radni zadawali naprawdę konkretne pytania. Takie, jakie nawet nie pojawiały się wcześniej w ustach radnych ze znacznie większym doświadczeniem. Co również dla mnie było sporym zaskoczeniem.

Na starcie nowy wójt ma oparcie w skarbniczce i sekretarzowej gminy


Na ile realne są twierdzenia, że gminą będą teraz rządzić przewodniczący rady Krzysztof Doroszuk i skarbnik Czesława Wilk – przynajmniej przez pierwszych kilkanaście miesięcy?
Wójt, skarbnik, sekretarz, przewodniczący rady, a także pozostali radni to jest zespół, który musi działać dla dobra gminy. Myślę, że pierwsze tygodnie tej kadencji potwierdzają, że potrafimy współpracować. Słucham innych, ale ostateczna decyzja zawsze będzie należała do mnie.

Sądzi Pan, że pracownicy urzędu są zadowoleni, że akurat z Panem będzie im dane współpracować?
Nie wiem. W trakcie kampanii wyborczej pracownicy urzędu na pewno musieli być bardzo neutralni, nie pokazywać swoich sympatii czy antypatii i wydaje mi się, że tak było. Póki co pracy mam tutaj tyle, że nawet nie miałem okazji na spokojnie z nimi usiąść i porozmawiać.

Ma Pan jakieś personalne zamierzenia: reorganizację, roszady na stanowiskach?
Nie jestem zwolennikiem zmian.

Powołanie zastępcy?
Rozważam taką kwestię.

Dlaczego?
Patrząc nawet na wydarzenie z wczoraj, kiedy w Zakrzewie uczestniczyłem w kolizji, powinien być ktoś, kto w razie potrzeby przejmie obowiązki. Na wypadek, gdyby stało mi się coś poważnego. Jeśli nie ma zastępcy, pewne decyzje nie mogą być podejmowane, sekretarz nie ma pewnych uprawnień.

Kto będzie zastępcą?
To jest otwarty temat.

Krzysztof Doroszuk?
Nie. Ma bardzo dobrą pracę, jest przewodniczącym rady gminy, to na pewno nie będzie on, choć mogę przywołać zabawną sytuację z okresu przed wyborami, kiedy na zebraniu w Starej Wiśniewce rzeczywiście pan Krzysztof był witany jako mój zastępca.

Kiedy podejmie Pan tę decyzję?
W niedalekiej przyszłości. Każda decyzja, jaka będzie przeze mnie podjęta, będzie bardzo przemyślaną, podejmowaną wyłącznie z myślą o dobru mieszkańców.

Od lat rozmowy z mieszkańcami gminy utwierdzają mnie w przekonaniu, że bardzo interesuje ich Pana prywatne życie – w tym sensie, że zastanawiają się, kiedy będzie Pan chciał się ustatkować. Wiem, że były osoby, które nie oddały na Pana głosu, ponieważ wychodziły z założenia, że jest Pan za młody, bez rodziny na utrzymaniu i domu – co wie o życiu, więc jak ma zarządzać gminą?
Nie uważam, że jeśli ktoś nie ma rodziny, nie jest ustatkowany, będzie złym wójtem. Pamiętam, że między sobą również rozmawialiśmy na ten temat, i to niejednokrotnie, zarówno przed wyborami cztery jak i osiem lat temu. Powiem wprost: to jest moja prywatna sprawa. Ludzie wybrali mnie na tę funkcję nie ze względu na to, czy mam rodzinę, czy jej nie mam, ale dlatego, że uważali, iż jestem najlepszym kandydatem na to stanowisko. Ostatnia kampania udowodniła, że dla wyboru wójta nie jest najważniejsze, czy ktoś ma małżonkę, dzieci, swoje mieszkanie, czy mieszka w domu rodzinnym.

Atutem bycia singlem na pewno jest dyspozycyjność.
Poza tym teraz mamy trochę inne czasy. Niektórzy żenią się mając dwadzieścia lat, inni dopiero koło czterdziestki.

Czeka Pan do czterdziestki?
(Uśmiech) Moje prywatne życie nie ma większego znaczenia wobec tego, jak powinienem zarządzać gminą i kierować tym urzędem.

Za pięć lat mieszkańcy gminy będą z wójta Marka Buławy…
Myślę, że będą zadowoleni z efektów pracy mojej, urzędu i rady.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-01-21 20:55:48

    5 lat i go nie ma

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość67 - niezalogowany 2019-01-21 21:14:35

    Strażaków chociaz juz ma z glowy w Zakrzewie. Ciekawe czy będzie chetny zabezpieczyc pieniadze na wóz dla Głomska...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-01-21 21:17:27

    Jeśli pójdzie śladem Dudy to na pewno.Ale na razie jest aktywny tzn. w mediach.Nie wiem jak jest naprawdę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości