Pochwałom pod adresem burmistrza nie było końca. Stefan Kitela stwierdził, że to dzięki niemu gmina odzyskała, zdawałoby się, utracone pieniądze
Podczas omawiania informacji z realizacji tegorocznych inwestycji burmistrz Stefan Kitela zahaczył o sprawę zwrotu pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego za kanalizację i wodociągowanie. Zaznaczył, że jeszcze do niedawna mało kto się spodziewał, że fundusze te wpłyną do gminy w związku z zamieszaniem przy realizacji tej inwestycji. Jednak, jak mówił, jego zabiegi, poświęcenie, zaangażowanie, rozmowy z ważnymi ludźmi spowodowały, że pierwsze pieniądze zostały przekazane na konto gminy. - To był prawdziwy majstersztyk – wszedł burmistrzowi w słowo przewodniczący rady Piotr Jończyk. I własnymi słowami poświadczył to, co wcześniej o swoim trudzie mówił Stefan Kitela.
Stałem się przedmiotem Na sesję zostali również zaproszeni prezesi Pilskiego Stowarzyszenia Śmieciowego, do którego Krajenka przystąpiła. Odpowiadali na pytania zadane z sali. Kilka z nich zadał mieszkaniec Krajenki Dariusz Żurek. Pytał m.in., skąd się wzięła stawka za śmieci, którą przyjdzie płacić. Komu, jego zdaniem, będzie się opłacało segregować śmieci, skoro jest taka mała różnica między stawkami? Jeśli komuś przyjdzie do głowy segregować makulaturę, to musi najpierw z gazet i zeszytów wyjąć zszywki. Poza tym kubki, np. po jogurtach, muszą być umyte, a butelki po oleju wypłukane. - Czy jeśli ktoś tego nie zrobi, będzie musiał zapłacić karę? – pytał Dariusz Żurek. Z kolei radna Joanna Wienke zasugerowała, aby rodzina powyżej czterech osób za każdą kolejną osobę płaciła stosunkowo mniej. - Okazało się, że ja stałem się przedmiotem, a nie podmiotem, o niczym sam nie mogę zadecydować – stwierdził radny Piotr Gniot. – Dlaczego, chcąc założyć kompostownik, muszę go najpierw zarejestrować? Przecież to wygoda dla mnie i dla tych, którzy musieliby te odpady odbierać. Po co komplikować ludziom życie? – pytał.
[[reklama]]
Komu będzie chciało się myć Przedstawiciele PSŚ tłumaczyli, że nikt nikogo za brudny kubek nie będzie karał, po prostu automatycznie osoba ta przejdzie na stawkę za śmieci niesegregowane. Z kolei nad propozycją radnej Wienke obiecali się zastanowić. Prezesi stwierdzili, że docelowo każdy ma płacić tyle za śmieci, ile ich wytworzył. Samochody do ich odbioru będą wyposażone w odpowiednie wagi, teraz firmy nie stać na to. Trudno nie zgodzić się z tym, że byłoby to najsprawiedliwsze, tylko w takim razie idea, którą się kierowano przy konstruowaniu nowej ustawy śmieciowej, wzięłaby w łeb. Według nich ustawodawcy chodziło o to, że każdy, obojętnie ile wytwarza śmieci, będzie musiał zapłacić, żeby nikomu nie opłaciło się wywozić ich do lasu czy rowów. Tymczasem jest zrozumiałe, że w tej sytuacji będzie chciał wytworzyć ich jak najmniej.
Smutny koniec festiwalu Spośród zaproszonych gości głos zabrała Maria Polańska. Mówiła o festiwalu czerwonokrzyskim. - Przez dwadzieścia sześć lat przez Krajenkę przewinęła się cała plejada gwiazd: Kunicka, Wodecki, Skaldowie, Eleni i wielu innych. W jury brali udział sławy świata muzycy: Aleksander Nowacki, Krzysztof Sadowski, Piotr Kałużny. Mamy jedyny taki amfiteatr, gdzie drzewa wyrastają wprost ze sceny, cytuję słowa piosenkarki Ewy Śnieżanki – mówiła inicjatorka powstania festiwalu czerwonokrzyskiego. Mówiła też o młodych, którzy przewinęli się przez festiwal, o tych, którzy stąd trafili na sceny w całym kraju. Dziękowała również byłemu burmistrzowi Januszowi Szczerbiakowi, obecnemu Stefanowi Kiteli, dyrektorom KOK, w tym Karolowi Adlerowi oraz wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji festiwalu. Chociaż ze słów Marii Polańskiej bezpośrednio to nie wynikało, to dało się odczuć, że ma żal, iż festiwal w takiej formie, jak dotychczas, się skończył. Tak też pewnie odczuł to Karol Adler, dyrektor KOK-u, który zapewniał, że tak nie jest. Tłumaczył, że idea, którą się kierowano dwadzieścia sześć lat temu, mimo że piękna, nie trafia już do ludzi. Mówił, że wielokrotnie zwracał się do Polskiego Czerwonego Krzyża o wsparcie, nie tylko materialne. Za każdym razem jego prośby pozostawały bez echa. - Ten festiwal się nie skończył. W tym roku uczestniczyła w nim ponad setka dzieci z naszej gminy. On zawsze będzie „krajeński”. Pani Mario, rok temu próbowaliśmy wspólnie wskrzesić ideę tamtego festiwalu. Wiem, ile razy Pani dzwoniła, jak się dobijała, wszystko to pozostawało bez echa. Ta organizacja nie chce się włączyć w jego organizację – mówił. Wspomniał też o kosztach, jakie ponosiła gmina. Kiedyś wspomagali ją w tym sponsorzy, dzisiaj o nich coraz trudniej. - Festiwal się nie skończy nigdy – zakończył, a Piotr Jończyk dodał, że zapewne będzie trwał do końca świata i jeden dzień dłużej. Na koniec sesji burmistrz Stefan Kitela poinformował, że chętni mogą składać w urzędzie deklaracje dotyczące ustawy śmieciowej, bez wysyłania ich pocztą. Sesję z uwagą obserwowali uczniowie krajeńskiego gimnazjum. Dla niektórych była to zapewne pierwsza lekcja demokracji.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze