Reklama

Makabryczne cięcie

02/02/2015 08:16
Ludomira Ostrowska, znana w Jastrowiu obrończyni przyrody, od lat głośno sprzeciwia się wycinaniu i okaleczaniu rosnących w mieście drzew. Znów protestuje i pyta, dlaczego w Jastrowiu pozwala się na dewastację natury

- Niedawno przy ul. Narutowicza dokonano makabrycznej dewastacji ośmiu drzew oraz wycięto w pień piękne, dorodne lipy przy ul. 1 Maja, naprzeciwko przychodni – informuje nas jastrowianka, słowa popierając materiałem zdjęciowym. Ludomira Ostrowska, od niedawna należąca do powiatowego koła Polskiego Klubu Ekologicznego, nie pierwszy już raz staje w obronie drzew, które – jak zaznacza – same się nie obronią. - Od trzydziestu lat drzewa są bestialsko cięte i nie sposób tego ukrócić – kobieta nie waha się użyć mocnych słów. Nie waha się też uderzyć w urzędników, których zresztą, jak przyznaje, za każdym razem informuje o krokach, jakie zamierza powziąć (w ubiegłym roku jedną ze spraw skierowała do prokuratury, ostatecznie została ona jednak umorzona). - Władze samorządowe powinny chronić przyrodę, a tymczasem ich podejście szkodzi mieszkańcom – uważa była pracownica urzędu miejskiego. Nasza rozmówczyni, nie raz i nie dwa dyskutująca z Piotrem Kozłowskim, pracownikiem magistratu odpowiedzialnym za ochronę środowiska czy burmistrzem Piotrem Wojtiukiem, uważa, że urzędnicy powinni zmienić podejście do osób, jak ona, artykułujących różne problemy. - Jeżeli mieszkaniec zgłasza jakieś uwagi, to nie powinien być traktowany jak wróg, ale jak osoba, która chce dobrze – zauważa, dodając, że każde niewłaściwe (jej zdaniem) przycięcie drzew mocno przeżywa. - Póki żyję, będę chronić przyrody, bo to jest obowiązek każdego człowieka – przypomina. I nie zgadza się z Piotrem Kozłowskim, który uważa, że drzewa, o których mowa, zostały przycięte i wycięte zgodnie z przepisami prawa. - To nieprawda – odpowiada i zadaje pytanie: - Dlaczego w naszym mieście jest przyzwolenie na tego typu dewastacje przyrody, która jest naszym wspólnym dobrem?

Był wniosek, jest zgoda

Piotr Kozłowski odpowiada na zarzuty Ludomiry Ostrowskiej. W przypadku lip, które rosły naprzeciwko przychodni, wyjaśnia, że drzewa znajdowały się na terenie prywatnym. Właściciel, mający zamiar postawić na działce budynek, wystąpił do urzędu z wnioskiem o wydanie decyzji na wycinkę drzew. - Zgodę otrzymał – zaznacza urzędnik, dodając, że w dokumencie zobowiązano go do zamiennych nasadzeń. Dalej – ul. Narutowicza. Tam drzewa z własnej inicjatywy mieli przyciąć mieszkańcy znajdujących się w sąsiedztwie domów. - Robią to od lat – zaznacza Piotr Kozłowski. - Nie blokujemy ich działań, bo ludzie sami najlepiej wiedzą, co jest dla nich uciążliwe i czego im potrzeba. Drzewa są często w kiepskim stanie zdrowotnym, z murszejącym pniem, odchylone od osi pionu. Mogą grozić wywrotem na drogi lub budynki. Rozbudowane korony znacznie zwiększyłyby zagrożenie bezpieczeństwa. Poza tym zacieniają i nawilgacają budynki. Otrzymujemy wiele skarg i próśb o podcięcie koron od mieszkańców i zarządców budynków. Musimy dbać o komfort życia mieszkańców gminy – wyjaśnia.

[[reklama]]

Prośby, o których mowa, nie zawsze łatwo zrealizować. Przykład: część alei przy ulicach Konopnickiej, Mickiewicza, Zawiszy czy Puławskiego w 2008 roku zostało wpisanych do rejestru zabytków, co oznacza, że aby usunąć tam jakiekolwiek drzewo potrzebna jest zgoda konserwatora zabytków. - W latach poprzednich dosadziliśmy w tych miejscach kilkadziesiąt drzew, aby odbudować aleje i zachować ich układ. - zaznacza nasz rozmówca.

Co można, a czego nie?

Ludomira Ostrowska wspomniany wcześniej komfort najwyraźniej pojmuje inaczej. Zaznacza, że ustawa o ochronie przyrody nie pozwala na kształtowanie koron drzew, których wiek przekracza dziesięć lat, a te rosnące przy Narutowicza, jak mówi, z pewnością liczyły więcej. Piotr Kozłowski wyjaśnia: ten sam dokument dopuszcza wykonywanie zabiegów w obrębie koron w trzech przypadkach: usuwania gałęzi obumarłych, nadłamanych lub wchodzących w kolizje z obiektami budowlanymi lub urządzeniami technicznymi, kształtowanie korony drzewa, którego wiek nie przekracza dziesięciu lat oraz utrzymywanie formowanego kształtu korony drzewa. To właśnie w oparciu o trzeci wariant przycinane są korony drzew przy wymienionych ulicach. - Z reguły takich zabiegów dokonuje się późną jesienią lub zimą, kiedy nie ma liści – Piotr Kozłowski wskazuje praktykę i dodaje, że przycinane są one w cyklach co trzy, cztery lata i doskonale sobie radzą. Na dowód zaprasza do obejrzenia drzew m.in. przy ulicach Mickiewicza, Konopnickiej czy 2 lutego, gdzie faktycznie mocno je wcześniej przycięto, dziś jednak gałęzie pięknie odbiły, a drzewa radzą sobie świetnie.

Wytycznych brak

Czy w pojęciu ""kształtowane korony"" mieści się kompletne usuwanie gałęzi, pozostawianie praktycznie samego pnia? Nie odpowiemy, bo ustawa o ochronie przyrody nie wskazuje zabiegów niedozwolonych. Czym zatem powinni kierować się zajmujący się przycinaniem drzew? W żadnej ustawie tego nie zapisano, z całą pewnością możemy jednak odpowiedzieć: zdrowym rozsądkiem.

Patrycja Kajewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama