Rolnik, społecznik, działacz, chórzysta - czy w przyszłości również polityk? Dzisiaj takich celów się wypiera, ale niczego nie wyklucza. Na początek może więc samorząd? Z Arkadiuszem Tomke rozmawia Piotr Steffen
Marzy Ci się polityczna kariera? Bez przesady. Skąd pytanie?
No jak? Od 2009 roku działasz w Związku Młodzieży Wiejskiej, gdzie jesteś członkiem zarządu powiatowego i wojewódzkiego, a od kilku tygodni jesteś w gronie młodego zaplecza PSL, w Forum Młodych Ludowców. Prowadzisz też wojewódzki profil FML na Facebooku. Po prostu lubię społeczną działalność.
W FML jesteś prezesem powiatowym, a nawet wiceprezesem w strukturach województwa. To chyba nie jest przypadek. Wstąpiłem tam po to, żeby poznać ludzi. Kontakty dają możliwość zmieniania czegoś, wpływania na różne rzeczy, również na naszym, gminnym czy powiatowym poletku. Poza tym wstąpiłem, żeby w terenie było widać nie tylko asystentów posłów, ale też młodych ludzi, którzy chcą czegoś dokonać.
Co masz do asystentów posłów? Czyżby zastrzeżenia do pracy Tadeusza Michty? Jak z perspektywy młodego człowieka, sympatyzującego z PSL, postrzegasz jego funkcję? (Uśmiech) No to się wkopałem... A mówiąc serio... Żeby być asystentem na pewno trzeba trochę w życiu popracować i zapracować na takie stanowisko.
To nie była chyba do końca szczera odpowiedź. Taka musi wystarczyć.
[[reklama]]
Jesteś członkiem zarządu powiatowego ZMW, założyłeś też gminne koło ZMW, gdzie jesteś prezesem. W sierpniu miną cztery lata jego istnienia. Wtedy mówiliście, że bierzecie sprawy we własne ręce – co zrobiliście? Przede wszystkim działamy jako młodzież osowska, choć nie tylko. Głównie organizujemy imprezy, z których są jakieś pieniądze, za które coś kupujemy, np. zestaw nagłaśniający na salę wiejską i na imprezy plenerowe czy stół do tenisa stołowego. Na początku w gminnym kole było was trzydziestu. Ilu zostało? Część, jak to zazwyczaj bywa, wykruszyła się. Ale taka aktywna dziesiątka, która chce coś zrobić, została. Gdy jest do wykonania większa praca, inni też czasami nas wspierają.
Od początku za ZMW stał starosta, więc byliście świadomi, że będziecie postrzegani jako młode zaplecze Goławskiego i PSL. Tobie to przeszkadzało? Nie. Choć przyznaję, że będąc na krajowym kongresie PSL denerwowało mnie, gdy widziałem jako pierwszy sztandar za PSL-owskim ten należący do ZMW. Nie jest tajemnicą, że koło powstało z inicjatywy Ryszarda Goławskiego, natomiast zapewniam, że na naszych spotkaniach rzadko rozmawiamy na tematy polityczne. Z drugiej strony, dlaczego mieszkając na wsi mamy wspierać inne partie, które ze wsią nie mają wiele wspólnego. [[nowa_strona]] Więc co przez te blisko cztery lata zrobiliście dla starosty, a co Goławski zrobił dla was? Nie można oceniać tego w takich kategoriach. Starosta niczego od nas nie oczekiwał, my od niego również. ZMW to po prostu pewna tradycja. Dlatego wstąpiliśmy. Kiedyś działało w nim wielu naszych rodziców. ZMW to takie logo sprawdzonego produktu. My po prostu działamy.
Czy jako ZMW, czy jako FML, macie w ogóle na cokolwiek wpływ? Wpływu może nie mamy, ale jak już wspomniałem, mamy możliwości. Na długotrwałe działanie, które może przynieść określone korzyści. Jako młodzi ludzie możemy też zapewnić dopływ świeżej krwi, doprowadzić do tego, że do rad gmin, powiatów, województw, a może również do parlamentu zaczną ciągnąć młodzi ludzie. No i wierzę, że moja obecność w tych strukturach pomoże wyciągnąć coś z przysłowiowego tortu dla gminy czy powiatu. Wierzę w to, że powiat będzie widzialny z perspektywy Warszawy. I jest już widzialny. Gdy miałem okazję rozmawiać z Januszem Piechocińskim, odniósł się do Wielkopolski i powiatu złotowskiego. Trochę o nas wiedział, więc nie jesteśmy tam obcy.
Będę się upierał, że Twoje wstąpienie do FML jest dowodem tego, że jednak ciągnie Cię do polityki. Nie. Podobnie jak ja, jest tam sporo ludzi, którzy wstąpili dla pracy, a nie po to, żeby pchać się na stołki.
Naprawdę w to wierzysz? Ja to wiem. Jestem świadomy, że ludzie mają polityczne ambicje, ale na pierwszym planie faktycznie jest działanie, a nie polityczne idee. Ja takich politycznych ambicji nie mam, przynajmniej dzisiaj. Choć nie mogę oczywiście wykluczyć, że gdy ktoś mi kiedyś coś zaproponuje, nie odmówię politycznego zaangażowania. Faktem jest jednak, że niestety dzisiaj bycie politykiem jest krępujące. Często mają oni opinie oszustów i łapówkarzy.
[[reklama]]
Ryszard Goławski widzi w was siłę lokalnych struktur PSL? Namawia was do partyjnej przyszłości? Tak. Życie publiczne i udział w nim zawsze będą mnie interesowały, ale nie czuję potrzeby robienia politycznej kariery. Owszem, pewnie będę też w PSL-u, ale nie interesują mnie zarządcze funkcje, a zwykła społeczna działalność. Mój dziadek, Wojciech Niklarz, też był ludowcem, wtedy jeszcze ZSL-owcem. Ojciec także był, a mama jest w PSL, zatem tę ludowość mamy chyba w genach.
Wspomniałeś o tacie, który kilka lat temu zginął w wypadku. On kierował waszym rodzinnym gospodarstwem. Razem z rodzeństwem i mamą radzicie sobie? Po czterech latach chyba można powiedzieć, że dajemy radę. Mama, ja, brat wspólnymi siłami jakoś ciągniemy to wszystko. Zresztą robimy to z myślą o tacie. Żeby, patrząc z góry, był z nas dumny.
Niedawno skończyłeś studia. Póki co wypierasz się polityki. Jeśli jednak nie ona, to co? Właśnie praca na gospodarstwie, może jakaś agroturystyka. Mamy u nas co robić. Poza tym są społeczne pasje, nie tylko ZMW czy FML, ale sołectwo czy chór Złote Buki, gdzie śpiewam. Śpiew to moja największa pasja. A żyć będę pewnie z rolnictwa. Ta decyzja w zasadzie już zapadła. Po to kształciłem się w tym kierunku na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu.
Może samorządowa działalność? Nie wykluczam.
Rada Gminy Lipka? Owszem, ale na pewno nie wystartuję z Osowa. Jeśli już, to z Lipki, bo nie chcę wchodzić w paradę mamie, która, z tego co wiem, będzie chciała kandydować do rady z okręgu Osowa również na następną kadencję.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze