Co ludzie dzisiaj czytają? Co zostawiają jako zakładki w książkach? Dlaczego "Przypadki" Greya wyparły "Anię z Zielonego Wzgórza"?- Z Elżbietą Muszczek z biblioteki w Augustowie, która obchodziła 35-lecie pracy, rozmawia Ryszard Mikietyński
Pamięta Pani swój pierwszy dzień w pracy?
Dokładnie pamiętam. Miałam wówczas osiemnaście lat, tak naprawdę nie wiedziałam, co w życiu robić. Mój tata wrócił z Krajenki i powiedział, że słyszał, iż szukają bibliotekarki do Głubczyna. Złożyłam podanie i przyjęli mnie.
Ale to nie było chyba na zasadzie: „jak nic innego nie ma, to zostanę bibliotekarką”?
Nie, skąd. Ja się bardzo z tego powodu cieszyłam. Powiem nawet, że byłam dumna. Uwielbiałam książki, czytałam je namiętnie. Z tym, że praca moja zaczęła się od tego, że budynek był niemal pusty i trzeba było wszystko od początku zorganizować. To było mieszkanie po panu Pikuliku - niedawno właśnie wspominał, jak te trzydzieści pięć lat szybko minęło.
Książki znajdowały się gdzieindziej i trzeba je wszystkie przenieść.
Ale myślała Pani: na razie jestem bibliotekarką, ale tak naprawdę chcę zostać kimś innym. Kim Pani chciała tak naprawdę zostać?
Nie miałam specjalnie marzeń. Praca od razu mi się spodobała, mimo że było różnie, byłam nawet palaczem, wszyscy pamiętają „wojnę” o piec. I tak zleciało trzydzieści pięć lat. Niczego nie żałuję, bardzo polubiłam tę pracę.
To już niemal dwa pokolenia. Kim był przeciętny czytelnik wówczas, a kim jest teraz?
Kiedyś to był starszy, dojrzały człowiek. Dzisiaj czytają głównie dzieci i młodzież. Mam na myśli statystykę, bo są osoby, które czytają zawsze. Ogólnie więcej czytają kobiety.
Jak Pani sądzi, dlaczego tak jest? Mężczyźni są zapracowani, nie mają czasu?
To chyba nie tak. Kobiety są w zdecydowanej większości marzycielkami, w książkach szukają swojego wymarzonego świata.
A może czytają, ale nie są ujęci „w statystykach”, bo podbierają książki żonom? Może się wstydzą.
Nie wiem, być może też tak jest.
Jest jakaś taka książka, którą chętnie i wówczas, i teraz się wypożycza?
Jednej takiej nie ma, ale wypożyczane są głównie lektury. Kobiety, podobnie jak kiedyś, czytają romanse.
„Ania z Zielonego Wzgórza” nie jest taką książką?
Dziś tej książki nikt nie czyta. Nie te czasy, nie ten świat. Biedna dziewczynka, gdzieś tam w świecie, to nie jest interesujący dla nich temat. Dziewczyny czytają Meyerową i jej książki o wampirach, czytają Greya, czyta się to, co jest aktualnie na topie, o czym piszą kolorowe czasopisma. Nie jest przypadkiem, że dzisiaj każda aktorka, każdy piosenkarz pisze książkę. Prywatne życie celebrytów bardzo interesuje ludzi. Z kolei mężczyźni, którzy wypożyczyli Greya, mówią, że to jest książka oderwana od życia, że miesza kobietom w głowach.
Jest książka, na którą musiała Pani robić zapisy?
Nie. Zresztą ja takich zapisów nigdy nie prowadziłam. Wiem, kto na jaką książkę czeka i staram się mu ją zostawić. Dzisiaj czeka się na wspomnianego Greya. Takie czasy.
Kiedyś była audycja w radiu o tym, co ludzie stosują jako zakładki w książkach. Były rożne ciekawe rzeczy: grzebienie, widelce, karty, a nawet banknoty.
Niestety, na banknoty nigdy nie trafiłam. Ludzie najczęściej jako zakładki stosują karty świąteczne, z życzeniami, widokówki. Nie wyobrażam sobie w książce widelca, bo jak się oddaje do biblioteki, to powinno się to zauważyć. Pewnie taki był z niego czytelnik albo książka się nie podobała.
[[reklama]]
Niszczą ludzie książki?
Niszczą, pojawiają się plamy z kawy, tłuszczu. Ale jest też duża „wina” wydawców. Dawniej książka był zszywana i nie tak łatwo było ją zniszczyć. Dzisiaj strony są klejone, jak się książkę mocno „rozłoży”, to się odklejają.
Doradza Pani swoim czytelnikom, co warto przeczytać?
Naturalnie. Najczęściej przychodzą do mnie i mówią: „da mi pani coś poczytać”. Najczęściej trafiam w gusta, bo swoich czytelników znam.
Zdarzyło się, że przyszedł ktoś z pretensjami: „co mi Pani poleciła”?
Tak. Ale było również tak, że ktoś przyszedł zachwycony. Ilu ludzi, tyle gustów. Coraz więcej czyta się kryminałów. Pewnie to dzięki „Millenium” Stiga Larsona. Wraca się też do klasyki, Agaty Christie.
To chyba fajna praca: siedzi sobie Pani, dużo wolnego czasu, czyta Pani sobie do woli…
Oj, to całkiem nie tak wygląda. Wypożyczanie książek to ułamek naszej pracy, ja tu w bibliotece w ogóle nie czytam, bo nie mam czasu. Każdą książkę trzeba opracować, założyć kartę, opisać ją, zakatalogować.
Są cegły, których dzisiaj już nikt nie wypożycza?
Tak, głównie podręczniki dla studentów. Kilka lat temu był szał na biznes i zarządzanie. Studiowało sporo młodzieży, bo uczelnia blisko, w Pile. Skończyła się moda na te studia, a książki leżą.
Lubi Pani swoją pracę i jest szczęśliwa. Czego życzyć Pani na najbliższe lata?
Więcej pieniędzy na nowości, chociaż władze gminy robią, co mogą. No i ciągle nowych czytelników.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze