Ten model ursusa 360 powstał w połowie lat 80. minionego wieku. Z części, które w tamtych czasach znacznie trudniej było dostać, złożył go Jan Zając.
Kupował części, przynosił do domu i element po elemencie złożył w całość. Dosłownie w domu to skręcał, bo wtedy nie mieliśmy jeszcze garażu. Dopiero poszczególne podzespoły były montowane na podwórzu
– wspomina 23-letni Wojciech. To właśnie syn pana Jana postanowił po latach powtórzyć dzieło ojca. W tamtych czasach był to ponoć pierwszy ciągnik w Węgiercach.

Chłopak przyznaje, że najwięcej pracy było przy silniku
Przez lata ojciec uprawiał ziemię, ale że nie było jej wiele, poszła w dzierżawę, a ciągnik w odstawkę. Całe lata stał bez kabiny w krzakach, ząb czasu solidnie go drasnął. Gdy Wojciech skończył technikum, wpadł na pomysł odrestaurowania rolniczego sprzętu. To było siedem lat temu, a prace skończył kilka miesięcy temu.
Silnik ma zrobioną kapitalkę, był rozmrożony. W zimę stał z wodą i cały popękał. Skrzynię też ma zrobioną, podobnie blacharkę. Kupiliśmy kabinę, założyliśmy ledowe oświetlenie, jest też nowe ogumienie
Reklama
– chłopak wylicza, że cała ta kilkuletnia przyjemność mogła kosztować około dziesięć tysięcy złotych. Koszty były jednak rozłożone na lata, więc ubytki z portfela aż tak bardzo nie bolały.

Chyba jest oczywistym, po kim chłopak odziedziczył mechanizacyjną smykałkę
Wojciech przyznaje, że w zasadzie nie miał żadnego problemu z dostaniem części.
Internet to skarb, wszystko można przez niego kupić
– mówi chłopak. Dużo trudniejsza była praca, jaka czekała na wykonanie.
Najtrudniej było przy silniku
– przyznaje.
Mam gdzieś chyba jeszcze takie fajne zdjęcie, jak z ojcem siedzimy w garażu i ten silnik we dwóch składamy
– bo Wojciech nie kryje, że ojciec wspierał tę rodzinno-sentymentalną inwestycję. Nie tak czynnie jak junior, który sobie przypisuje jakieś 80% tego mechanizacyjnego sukcesu, ale świadom jednak, że bez doświadczenia i wsparcia ojca, łatwo by nie było.
Ojcowsko-synowski duet wyrobił się w planowanym czasie i ich sprzęt mógł być ozdobą tegorocznych Dni Pola, które w czerwcu odbyły się w Złotowie.

Tak odpicowana maszyna prezentowała się podczas niedawnych Dni Pola
To solidna konstrukcja, nie powstała jedynie w celach prezentacyjnych. 360 jeździ, a nawet pracuje na dziesięciu hektarach rodzinnej ziemi Zająców.
W sezonie to właściwie pracuje cały czas. Jak jest jakieś wesele, też go zawsze odpicuję i na bramę wyjeżdżam
– Wojtek mówi o innym, cennym przeznaczeniu. Ile spala to czerwone cudo?
Ciężko powiedzieć. Wiaderko!?
– mówi z uśmiechem. Chłopak przyznaje, że gdy cacko zostało ukończone, tacie zakręciła się łza w oku. Czemu nie ma się co dziwić. Bo dokonanie syna tym bardziej zasługuje na uznanie, że z chłopaka wcale nie jest żaden mechanik, a technik rolnik. Póki co, bo obecnie Wojciech kształci się na ostatnim roku studiów z zakresu budownictwa, a rolnicza mechanizacja to zwykłe hobby. Podobnych dokonań ma zresztą więcej, bo pracując nad rodzinną 360-tką, odrestaurował również dwie inne maszyny. Jedną w Tarnówce, drugą, po sąsiedzku, w Węgiercach.
To dwa typowe ciapki. Te dopiero żylety wyszły
– opisuje efekty pracy. Jeśli ktoś ma jakiś ciągnik do skręcenia...

Ciągnik nadaje się na każdą okoliczność
Fot. P. Steffen, archiwum W. Zająca
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najbardziej wspaniała jest współpraca ojca z synem to ważniejsze od ciągnika nawet najdroższego ;)
Słaby artykuł. Ursus c360 to popularny kiedyś ciągnik i normalną rzeczą był i jest jego remont:)
a pojedzie nim dookola swiata?!
Spelnia swietna role na bramy podczas wesela :)
To ten co do szamba wpadł? :d Nie do poznania :)
Najbardziej wspaniała jest współpraca ojca z synem to ważniejsze od ciągnika nawet najdroższego ;)
Słaby artykuł. Ursus c360 to popularny kiedyś ciągnik i normalną rzeczą był i jest jego remont:)
a pojedzie nim dookola swiata?!