Błysk fleszy, kamery, dziennikarze. Powitanie iście królewskie. Tak przyjęła Gruzja Mieczysława Jezierskiego z Jastrowia. Dlaczego właśnie w ten sposób?
Niezwykłą przygodę przeżył Mieczysław Jezierski wraz z małżonką podczas wycieczki do Gruzji. Okazało się, że mieszkaniec Jastrowia jest milionowym turystą w tym kraju. Przyjęcie, jakie mu zgotowano, przypominało przyjazd jakiejś bardzo ważnej osobistości.
To była podróż z przyjaciółmi Jadwigą Harbuzińską–Turek i jej mężem. Dlaczego Gruzja i Batumi? Przy wspólnej, sylwestrowej lampce wina wybrano Bułgarię, ale panu Mieczysławowi wydała ona się za mało atrakcyjna. Poszperał w internecie i padło na Gruzję, na Batumi. Przyznaje, że być może wpływ na to miała piosenka z czasów jego młodości „Batumi, ech Batumi” Filipinek. [[reklama]]
- Po przylocie, podczas odprawy paszportowej wyjątkowo długo mnie sprawdzano, oglądano paszport na wszystkie sposoby, prześwietlano, robiono mi kilka razy zdjęcie, gdzieś dzwoniono. Zacząłem się poważnie martwić. Potem otoczyło mnie mnóstwo fotoreporterów, kamery telewizyjne. Nie mogłem się przepchać, nie wiedziałem, co jest grane. Przywitano nas słodyczami, były też narodowe tańce gruzińskie. Nie wiedziałem jednak, że to wszystko jest na moją cześć – wspomina pan Mieczysław.
Mężczyznę poprowadzono przed oblicze jakiś ważnych osób, którzy trzymali certyfikat z nazwiskiem Mieczysław Jezierski. Zdołał jeszcze odczytać napis „Milion”.
Okazało się, że gość z Jastrowia był milionowym turystą w tym roku na ziemi gruzińskiej. Oprócz certyfikatu, dyrektor departamentu kultury i turystyki wręczył mu bon na siedmiodniowy pobyt w przyszłym roku w hotelu Sheraton w Batumi. Dodatkowo biuro podróży Itaka zafundowało przelot samolotem w obie strony z pół ceny. Poza tym w czasie tegorocznego pobytu zafundowano Mieczysławowi Jezierskiemu i małżonce cztery wycieczki po Gruzji. - Przez dwa dni w telewizji leciał program z moim mężem, coś jak u nas TVN 24. Jak wchodziliśmy do sklepu, to ludzie pokazywali go palcami: „O, pan z telewizji” - mówili. Mąż był tam gwiazdą – opowiada żona Krystyna.
Zdaniem państwa Jezierskich Gruzja to bajeczny kraj, do tego cudowne otoczenie: morze Czarne i Mały Kaukaz, w dali Duży Kaukaz. [[nowa_strona]]
Ich zdaniem ten dosyć egzotyczny dla nas kraj jest za mało odkryty przez Polaków. Gruzini są sympatycznym narodem, bardzo przyjaźnie nastawionym do gości, szczególnie Polaków. I nie ma w tym nic sztucznego, jak to się dzieje na przykład w krajach arabskich, gdzie każdego turystę traktuje się jako żywy portfel. - Byliśmy u jednej rodziny na obiedzie. Zastanawialiśmy się, czy wypada zapytać gospodarza o najbardziej znanego Gruzina – Stalina. Po kilku lampkach wina, a napój ten pije się tam przy każdej okazji, zebraliśmy się na odwagę. Okazało się, że dla starszego pokolenia Stalin jest wciąż kimś wielkim. Młodsze pokolenia już tak nie uważają i są w tej sprawie podzielone – tłumaczy Mieczysław Jezierski.
Zdaniem gospodarzy w Gruzji są dosyć duże skrajności, jeśli chodzi o poziom życia. Samo Batumi jest miastem budów, stawia się tu dziesiątki bardzo nowoczesnych hoteli. Co dziwne, całe to zamieszanie spowodowane z budowami w ogóle nie utrudnia życia mieszkańców i, co ważne, turystów. Każda budowa jest ogrodzona wysokim płotem, na którym wisi wizualizacja obiektu. – Jest to jeden wielki plac budowy, ale zero uciążliwości. Organizacja jest bez zarzutu. Co jeszcze rzuciło się nam w oczy, to niemal sterylna czystość na ulicach. Tam każdy opadnięty liść jest natychmiast sprzątany – mówią zachwyceni. Nocą miasto jest pięknie oświetlone, oświetlone są nawet budynki dopiero co budowane. – Dużo miast na świecie widziałem, ale tak pięknego miasta nocą nigdzie. To jest po prostu bajka – dodaje pan Mieczysław. [[reklama]]
W Gruzji sporo się pije, ale nie można unieść kieliszka bez toastu. Czasami taka przemowa trwa kilkanaście minut, do czego Polacy raczej nie przywykli. Ten kto wznosi toast nazywa się Tamada. Co drugi toast piło się za przyjaźń polsko–gruzińską i, zdaniem moich rozmówców, nie było to wyreżyserowane. Gospodarze są bardzo gościnni, jakby wyznawali polską zasadę: „Gość w dom, Bóg w dom”.
Państwo Jezierscy nie mogą się już doczekać przyszłego roku, kiedy powrócą do Gruzji. Na razie muszą im wystarczyć wspomnienia.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze