To było w 2003 roku. Po wylądowaniu w Republice Południowej Afryki uderzyło mnie gorąco, a uszy inne niż w Polsce dźwięki. A gdy zobaczyłem tamtejsze ptaki, to zapragnąłem wrócić do pasji z młodości – ornitologii. Bo ptakami interesowałem się już w szkole podstawowej. Niestety dostępność fachowej literatury była wówczas niewielka. Pierwsze dwutomowe wydanie „Ptaków Polski” Sokołowskiego dostałem na imieniny, gdy poznałem przyszłą żonę.
Wolne miasto stworzyli potomkowie osadników holenderskich, którzy uciekli z Kapsztadu po zajęciu go przez Brytyjczyków. Ruszyli na północny wschód nie wiedząc, że wjeżdżają na terytoria Zulusów, z którymi toczyli krwawe walki. Do historii przeszła bitwa nad Krwawą rzeką. Na noc osadnicy ustawili tam swoje wozy w zamknięty krąg i z niego się bronili. A że dysponowali bronią palną i trzema działami, a ich przeciwnicy dzidami, to zginęły ponad 3 tys. Zulusów. I nikt z Burów. Rzeka spłynęła krwią, stąd nazwa.
ReklamaVryheid było solą w oku korony brytyjskiej, doszło do walk w miejscowości Dundee, na szczęście dla Burów w Afryce odkryto pokłady złota i Brytyjczycy dali się porwać tej gorączce.
Na obrzeżach domku naszych przyjaciół jest trzcinowisko. Zamieszkują je różne grupy ptaków z rodziny wikłaczy. Jako pierwsze zafascynowały mnie małe, czerwone kulki – wikłacze ogniste. Przyciągały moją uwagę tym bardziej, że były w okresie godowym. Coś niesamowitego. Czułem podniecenie i chęć utrwalenia tego obrazu, bo być może już nigdy czegoś takiego nie zobaczę. To była taka zachłanność nauczyciela geografii, który chciał mieć co pokazać uczniom.
Reklama
Nie do końca. Czasami byłem na siebie zły, że nie miałem choćby najmniejszego aparatu. W Durbanie wstaliśmy o 3 nad ranem, by zobaczyć przepływające delfiny. Płynęły, owszem, ale bardzo daleko od nas. Próbowałem je filmować, ale nie udało się. Trochę później żegnaliśmy się z Kapsztadem i spacerowaliśmy nad Atlantykiem, zobaczyliśmy przepływające blisko nas delfiny. A ja nie miałem aparatu… Słusznie ktoś powiedział, że najlepszy jest ten aparat, który masz przy sobie.

Ryszard Pacholik
Po upadku apartheidu biali obawiali się, że czarni będą się na nich odgrywać. Dlatego sprzedawali swoje domu za grosze i uciekali do Australii, Europy, gdzie się dało. Nasi przyjaciele zostali i kupili wówczas dwa mieszkania w dzielnicy żydowskiej, blisko oceanu. Na marginesie dodam, że tamtejsi Żydzi przybyli tam na początku XX wieku z terytorium dawnej Polski, a dzisiejszej Litwy.
ReklamaNie odczuwałem tam jednak żadnego dyskomfortu. Ani wtedy, ani dziś, a byliśmy tam z żoną cztery razy. A przepraszam, mieliśmy jedno negatywne zdarzenie. Szliśmy z żoną po parku w Kapsztadzie. Na luzie, raz za nami, raz przed nami pojawiał się wyrostek. Nie zwracaliśmy na niego uwagi, a on w pewnym momencie, będąc przed nami, odwrócił się, złapał za żony łańcuszek i go zerwał. Ale że chwycił też za koszulę, więc łańcuszek tylko spadł na chodnik. Przechodnie wokół rzucili się do nas z pytaniem, czy coś nam się stało.
Po upadku apartheidu w konstytucji RPA postanowiono, że w kraju obowiązywać będzie jedenaście języków urzędowych. Byliśmy tam na przełomie listopada i grudnia 2003 roku, a w grudniu właśnie były wybory prezydenckie. Wie pan, jaki był problem z prezentacją kandydatów? Najczęściej jednak używa się tam angielskiego albo afrikaans. Afrikaans to wywodzący się z języka holenderskiego zlepek wielu narzeczy.
Reklama
Burowie są zakochani w przyrodzie i wiele robią, by ją chronić. Poza tym, że znaczną część kraju pokrywają parki narodowe i państwowe rezerwaty, to wiele prywatnych osób na własną rękę chroni naturę. Byliśmy w prywatnym rezerwacie liczącym kilka tysięcy hektarów. Ogrodzonym, ale wewnątrz niego zwierzęta żyją na wolności, dziko. Można tam wynająć domki, które pozwalają oglądać zwierzęta np. u wodopoju. W pobliżu Vryheid na wzgórzu także jest namiastka rezerwatu (Vryheid Mountain Nature Reserve). To miejsce głównie dla białych, którzy oglądają tam dziką przyrodę. Znajomi naszych przyjaciół także mają duże gospodarstwo hodowlane zwierząt dziko żyjących. Ludzie przyjeżdżają tam na safari i strzelają z aparatu czy kamery.
Tak. Widzieliśmy nosorożce białe (są one rzadkością) podczas zalotów. Stado antylop, które rodziły. Nasz przewodnik podszedł do nowo narodzonego cielątka i wziął je na ręce. Mogliśmy je zobaczyć w pierwszych chwilach życia. Niesamowite. Samica na chwilę odeszła, ale potem wróciła, bo nic się nie stało. To rewelacja móc coś takiego zobaczyć z niewielkiej odległości i to sfilmować. To w Afryce nauczyłem się, że zawsze trzeba mieć ze sobą zapas kaset (kilkanaście lat temu) czy kart pamięci (obecnie) i zapasowe baterie. Trzeba być zawsze gotowym.
Reklama
To ani jedno, ani drugie. Dumny jestem z dźwięku. To śpiew kukułki rdzawopierśnej. W języku afrikaans nazywa się ona Piet-my-Vrou, bo takie słowa można w jej śpiewie usłyszeć. Proszę sobie wyobrazić, że w Polsce jest jeden gatunek kukułki, a tam jest ich siedemnaście! Prawdziwe bogactwo. Ten śpiew mam ustawiony jako dzwonek w telefonie.
Ale najbardziej w głowie utkwiło mi inne nagranie. Chodzi o pokaz tańca Zulusów. Nasza przyjaciółka Ewa kieruje nowym oddziałem zajmującym się leczeniem chorych na HIV. Na jego otwarcie władze szpitala zaprosiły panią minister, dla której przygotowywano występ. Tyle że jej to nie zainteresowało, więc Ewa wpadła na pomysł, by ci tancerze wystąpili dla nas. Można to zobaczyć na moim profilu na YouTubie.
Reklama

Bogactwo ptasich gatunków oczarowało geografa z Lipki. Faunę Afryki podgląda na co dzień dzięki internetowym kamerom
Ewa za to zapłaciła, ale mi było głupio, że niczego dla tych młodych tancerzy nie mam. Wyjąłem więc wszystkie pieniądze w złotówkach, które miałem przy sobie i im dałem. Taki oryginalny prezent. Cieszyli się jak dzieci, ale ich szef zebrał to wszystko i stwierdził, że zrobią z tego wystawkę.
Wie pan, po pierwszym powrocie z Afryki przestudiowałem około 960 gatunków ptaków tam żyjących. Czytałem opisy, oglądałem zdjęcia, słuchałem odgłosów. Nie było łatwo, bo literatura na ten temat była dość uboga, a to co zdobyłem było po angielsku. Dlatego dziś chętnie dzielę się z innymi swoją wiedzą i doświadczeniami. Internet to znacznie ułatwia. Podam przykład. Kiedyś sfilmowałem w Afryce dużego brązowego ptaka. Pół roku próbowałem ustalić, co to za gatunek. Pisałem nawet do wydawnictwa, które wydało przewodnik po ptakach Afryki. Nic. W końcu odpowiedź podał mi student z Kapsztadu, ale gdy chciałem już ten film opublikować, to odezwał się ponownie, że się pomylił. A to był wikłacz olbrzymi, w okresie godowym niezwykle kolorowo ubarwiony, a ja go „złapałem” w okresie przejściowym. Trochę to trwało, ale musiałam to wiedzieć. Teraz mam znacznie łatwiej, pokażę coś panu.
Reklama
Przykładam to do zdjęcia ptaka i po chwili słyszymy odgłosy przez niego wydawane. Widzi pan oczami wyobraźni tego poruszającego się ptaka, który stara się zwabić samicę? A teraz buduje gniazdo i rozwala inne, by podebrać materiał… Kiedyś zaprosiła mnie do szkoły moja była uczennica. Pokazałem ten sprzęt dzieciom podczas zajęć w świetlicy - nie mogły uwierzyć.
Nie do końca. Po Polsce, po najbliższej okolicy także jeżdżę podglądać ptaki. Po to rodzina kupiła mi terenowe suzuki, bo w osobówce uszkodziłem miskę olejową, gdy pojechałem do Potulic. Są tam sztuczne stawy stworzone po wybraniu torfu i ptactwo wodne tam ciągnie.
ReklamaMuszę powiedzieć, że ptaków jest tutaj coraz więcej. Gdy przyjechałem do Lipki w 1976 roku, żurawia widywało się bardzo rzadko. Teraz na zlotowisku w Potulicach zbiera się ich po kilkaset sztuk. Udało mi się np. sfilmować żurawia wysiadującego jajka. Piękna sprawa. Czasem nie trzeba nawet wychodzić z domu, by podglądać życie ptaków. O, tutaj w żywopłocie gniazdo uwiły sobie kosy. I tak sobie przez okno obserwowałem, jak samica wysiaduje jajka i potem opiekuje się młodymi. Afryka jest bogatsza w gatunki i bardziej kolorowa, ale Polska także jest bardzo ciekawa.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Ryszardzie, polecam odwiedzic Rezerwat Przyrody Stawy Milickie w okolicach Trzebnicy-Milicza. Prawdziwa ostoja ptakow wodnych.
...Podziwiam takich prawdziwych pasjonatów! Gratuluję i ...zazdroszczę
Panie Ryszardzie, polecam odwiedzic Rezerwat Przyrody Stawy Milickie w okolicach Trzebnicy-Milicza. Prawdziwa ostoja ptakow wodnych.
...Podziwiam takich prawdziwych pasjonatów! Gratuluję i ...zazdroszczę