Reklama

Młodzi żeglarze z Lędyczka

25/05/2016 09:00
Adam Cieślik jak własną kieszeń poznał m.in. jeziora Borowno, Sławianowskie Wielkie czy Zaleskie. Od niedawna swoją pasją - żeglarstwem zaraża innych

„Samodzielność, opanowanie, precyzyjność” – Mateusz Kusznierewicz, najlepszy polski żeglarz XX wieku i dwukrotny medalista olimpijski, odwołując się do własnych doświadczeń w wielu wywiadach podkreślał cechy, których człowiek nabywa na wodzie. Szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Takich, w których można liczyć wyłącznie na siebie i swoje umiejętności.

By opuścić bezpieczny ląd trzeba jednak czegoś więcej niż talent i przygotowanie. Trzeba pasji. I kogoś, kto potrafi nią trwale zarazić. Adama Cieślika.

Reklama

Pasja przyszła później

W przypadku naszego rozmówcy przygoda z żeglarstwem nie zaczęła się od wielkich marzeń o samotnych rejsach i czasie spędzonym na jachcie. Jej tło było zdecydowanie bardziej pragmatyczne.

Patent żeglarza jachtowego można było zdobyć przy okazji kursu na ratownika wodnego, na który się zapisałem, a że wszystko było za darmo, trudno było z tej opcji nie skorzystać

– jak się okazuje pasja naszego rozmówcy narodziła się w wyniku zapobiegliwości uzupełnionej ambicją. Wtedy, w 1982 roku, Adam Cieślik nie przypuszczał nawet, że już trzy lata później wraz z innymi zapaleńcami prężnie działać będzie w zakładowym klubie żeglarskim Metalplastu.

Reklama

To było wieku temu, a łódź, którą wtedy mieliśmy na stanie, do dziś pływa. Przekazaliśmy ją Hufcowi ZHP Złotów

– opowiada mieszkaniec Lędyczka, który w czasie rozkwitu pasji jak własną kieszeń poznał m.in. jeziora Borowno, Sławianowskie Wielkie czy Zaleskie. Żeglarstwo zawsze było jednak dla niego tylko przygodą.

Nigdy nie pływałem sportowo, w grę wchodziła wyłącznie rekreacja

– zaznacza pan Adam, dodając, że w tamtym czasie nie był zrzeszony w żadnym klubie. Rok 2012 przyniósł zmiany. I nasz rozmówca, i jego żona oraz córka zostali członkami człuchowskiego Yacht Klubu. Starsze pociechy państwa Cieślik nie połknęły bakcyla, żeglarstwo wciągnęło jednak najmłodszą Zuzannę.

Reklama

Nie mogło być inaczej

W wodzie nawet niespełna roczny maluch może się czuć bezpiecznie. Zwłaszcza gdy w ramionach trzyma go tata. Właśnie taka fotografia znajduje się w domowym archiwum rodziny Cieślików. Dziewczynka ze zdjęcia to Zuzia.

Pan Adam przyznaje, że kiedy córka podrosła co prawda zachęcał ją do żeglowania, żadnych nacisków jednak nie wywierał. Podobnie było w przypadku Wiktora Górniaka.

U nas tak naprawdę zaczęło się od wymiany opon w warsztacie Adama, który zagaił wtedy, czy przypadkiem nasz syn nie zechciałby spróbować swoich sił w żeglarstwie

Reklama

– wspomina Łukasz Górniak. Entuzjazm jego małżonki był, delikatnie mówiąc, średni[[pay]].

Nie chciałam, żeby Wiktor pływał, bo wcześniej nie miał nic wspólnego z wodą, więc bałam się o niego

– przyznaje pani Ewelina. Okazało się jednak, że Adam Cieślik ma niebywałą umiejętność przekonywania, zatem... Stało się.

Trening w Człuchowie (fot. Ewelina Górniak)

Chrzest bojowy

W człuchowskim Yacht Klubie nie pozwolono, by młodych adeptów żeglarstwa obleciał strach. Na ten „pozwolić” sobie mogły jedynie mamy, które pierwszy trening oglądały z brzegu. Wiktor i Zuzia z emocji prędko musieli przestawić się na intuicję.

Reklama

Na środku jeziora od razu, bez zbędnego gadania z motorówki przesadzono ich na żaglówki

– wspomina pani Ewelina.

Na początku trochę się bałem...

– przyznaje Wiktor. O nieszczęściu jednak nie mogło być mowy – nad wszystkim czuwali instruktorzy. Czuwają i dziś, z tą jednak różnicą, że nasi rozmówcy dziś świetnie radzą sobie w sytuacjach kryzysowych.

Mieliśmy specjalne treningi z wywracania łódek

– wyjaśnia Wiktor.

Podczas flauty

– dopowiada pan Adam.

To było super!

– Zuzię rozpiera energia. Nie zawsze jednak jest aż tak fajnie. Z praktyką współgrać musi teoria, nauka podstawowej terminologii to zatem obowiązek. „Brudna robota” – również. Pływanie to bowiem nie tylko przyjemność, w końcu o łódki trzeba dbać. Doskonale wie o tym również Marcelina Kotwica, osiemnastolatka, która żeglować zaczęła cztery lata temu.

Reklama

Cała trójka do Człuchowa kursuje dwa razy w tygodniu – w weekend.

Zabawa? Nie tylko

Tam gdzie zaczyna się rywalizacja motywacja do nauki i pracy wzrasta. Nasi rozmówcy, choć żeglują rekreacyjnie, nie ukrywają, że każde trofeum cieszy. Zuzia i Wiktor pierwsze sukcesy w regatach osiągają w najpopularniejszej, młodzieżowej klasie żeglarskiej optimist. Marcelina pływa już dwuosobową łódką juniorską – startuje w klasie 420–tek. Jest załogantką – jej zadaniem jest prostowanie żaglówki za pomocą ciężaru własnego ciała. Kto zna Marcelinę ten zdaje sobie sprawę, że przy tak drobnej sylwetce nie jest to zadanie łatwe. Braki w kilogramach można jednak nadrobić – talentem. Dowód? Osiemnastolatka, z uwagi na predyspozycje, już po pierwszym treningu została zapisana na regaty.

Reklama

Kolejnym atutem w żeglarstwie są odwaga i hart ducha. Marcelinie żadnej z tych cech z pewnością nie brakuje, nie znaczy to jednak, że na wodzie obywa się bez sytuacji stresowych.

Jeśli czegoś się obawiam to wywrotki i tego, że sprzęt się zablokuje

– wyjaśnia osiemnastolatka.

Wiktor nie przepada za sytuacjami, gdy mocno dmucha, nie lubi też znacznych przechyłów łodzi.

Przy silnym wietrze syn nie pali się do zejścia z pomostu, ale jak już się znajdzie w żaglówce, to wszystko jest w porządku

– zaznacza jego mama. Zresztą...

Reklama

Żeglarze nie płaczą

– dodaje. Nawet, gdy dostają w głowę bomem*, a o to na początku nie trudno.

Nie ma dla nich złej pogody

– to kolejny fakt.

Nie mogą wypływać tylko przy sprzyjającej aurze. Muszą nauczyć się radzić sobie w każdej sytuacji

– dopowiada Adam Cieślik.

A to w przyszłości procentuje. Pewnością siebie, samodzielnością i opanowaniem. Dalej – młodzi żeglarze podczas regat uczą się przyjmowania porażek z pokorą, budują też w sobie poczucie, że warto pracować na sukcesy.

Póki co na koncie gromadzą je Zuzia, Wiktor i Marcelina.

Reklama

W aucie mamy jeszcze trochę miejsca, więc gdyby ktoś zechciał spróbować swoich sił w żeglarstwie, które w wielu przypadkach staje się przygodą życia, to zapraszamy

– zachęca Adam Cieślik. Jak mu nie wierzyć?

*Bom – poziome drzewce otaczające z obu stron żagiel zaczepione do masztu. Do bomu mocowany jest lik (brzeg) dolny żagla. Bom umożliwia ustawienie żagla pod właściwym kątem w stosunku do wiatru [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości