- Jestem ja, moja żona, syn, jego żona i ich córka - to wszystko co zostało z Garasimczyków - martwi się pan Stanisław. - Będziemy się pomału szykowali do zejścia z tego świata - mówi były komendant KPP w Złotowie
Ja, arystokrata
- Teraz to mogę mówić, bo kiedyś nie można było, że moi dziadkowie pochodzili z Krasnodębskich. Na Białorusi, to hu hu, pół świata do nich należało – chwali się jowialny staruszek, rozsiadając się za stolikiem przykrytym ceratą z wizerunkami jeleni. Zresztą całe pomieszczenie, do którego wchodzi się przez garaż, wypełnione jest trofeami i literaturą myśliwską. Łowiectwo to pasja byłego komendanta złotowskiej policji. - Jak ja bym w policji powiedział, że mam korzenie arystokratyczne, to by powiedzieli: wypieprzaj chłopie – śmieje się rubaszni.
Na Złotowszczyznę urodzony w 1940 roku w Wołkowysku mężczyzna trafił rok po wojnie. Wówczas Wołkowysk należał do Polski, dziś leży na terytorium Białorusi. Stanisław Garasimczyk rodzinne tereny wspomina z rozrzewnieniem: - Siostra nosi nazwisko Szabałowska. To był silny ród na tych fyrtlach, o których mówię.
Mało nas
Ród jest nadal silny, tyle że niewielu jego członków nosi nazwisko Garasimczyk. – Zostało nas pięciu. Jestem ja, moja żona, syn, jego żona i ich córka – wylicza emerytowany od 14 lat komendant. – Sam coś węszyłem w komputerze i patrzę – pięć. [[reklama]]
Sprawdzam, czy pan Stanisław ma rację, bo może gdzieś w Polsce są jego zapomniani członkowie rodziny? W popularną wyszukiwarkę nazwisk moikrewni.pl wpisuję jego nazwisko. Pojawia się mapa Polski, a na niej zaznaczony na żółto powiat złotowski. Czytam legendę: kolor żółty oznacza, że na danym terenie mieszka od jednej do pięciu osób o takim nazwisku. Wokół powiatu biała plama. - Mam jeszcze córkę, ale niestety, wyszła za mąż i nosi nazwisko Skałecka – 72-latek drapie się po siwiźnie. Sam zastanawia się, dlaczego jego nazwisko zanika.
Stanisław Garasimczyk: - To wynika chyba z lenistwa taty albo i potomków moich. No nie wiem. Trochę córek się rodziło, to też prawda.
W rzeczywistości ojciec złotwianina zginął podczas II Wojny Światowej. Stanisław miał dwa tygodnie, gdy jego rodzic, z zawodu kowal, opuścił dom. [[nowa_strona]] Zejść ze świata
Niewiele brakowało, by po wielu latach ostatni członkowie rodziny Garasimczyków opuścili... własne nazwisko. - Była kiedyś rozmowa z synem, czy nie przyjąć nazwiska mamy i teraz by już nikogo prawie nie było – przyznaje senior rodu. W porę jednak interweniowali jego krewni. - Wujek mój ze Słupska mówił, że ojciec by się w grobie obrócił. Jak wy możecie? No dobra, to zostaliśmy Garasimczykami – opowiada, gładząc pomarszczone czoło. Tamta decyzja odwlekła w czasie śmierć nazwiska. Nic nie wskazuje na to, by osób je noszących miało przybyć. – No, nie ma powodów do radości. Żona już mi nie urodzi. Syna kiedyś naganiałem nawet, ale on już chyba o tym nie myśli – pan Stanisław nie ma złudzeń. Przyznaje, że zastanawia się nad losem Garasimczyków. - Smutny jestem, wpada człowiek w nostalgię, ale co ja wydumam? No co będzie? Będziemy się pomału szykowali do zejścia z tego świata. Ja mam 72 lata do cholery... [[reklama]]
Po chwili ciszy Stanisław Garasimczyk podnosi wzrok i z roziskrzonymi oczami dzieli się myślą: - Mam wnuczkę Patrycję i ona się Garasimczyk nazywa. Chyba że po wyjściu za mąż zostanie przy swoim nazwisku?
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze