Reklama

Najwięcej zależy od rodziców

20/10/2011 11:14
Zdania są podzielone. Jedni uważają, że koncepcja jest jak najbardziej słuszna, inni wręcz przeciwnie. Jedno jest pewne: wokół reformy szkolnictwa, która zakłada posłanie sześciolatków do pierwszej klasy, panuje duży bałagan

Rozpoczęty niedawno rok szkolny 2011/2012 miał być ostatnim, w którym rodzicom pozwolono zdecydować, czy ich sześcioletnie dziecko ma już iść do szkoły, czy jeszcze ma pozostać w przedszkolu. I choć nie ma jeszcze ostatecznej decyzji, pojawiają się głosy, że za rok niewiele się pod tym względem zmieni – rodzice nadal posiadać będą prawo wyboru. Chęć wydłużenia okresu przygotowawczego Ministerstwo Edukacji Narodowej tłumaczy przede wszystkim tym, że choć wiele szkół jest już gotowych na przyjęcie sześciolatków, to jednak są jeszcze takie, które sobie z tym zadaniem nie poradziły. To właśnie dla nich postanowiono opóźnić o rok decyzję o wprowadzeniu sześciolatków do szkół. W kuluarach mówi się jednak o tym, że na decyzję MEN wpływ mogła mieć akcja „Ratuj Maluchy” (zebrano podpisy 340 tysięcy rodziców opowiadających się przeciwko reformie) oraz… okres wyborczy i chęć przypodobania się wyborcom. Jedno jest pewne, aktualny stan jest najlepszy i dla rodziców, i dla ich pociech, choć ma pewne wady. – Myślę, że najgorsze jest całe to zamieszanie, ciągle coś się zmienia, wielu rzeczy jeszcze nie wiemy, rodzice także żyją w niepewności – powiedziała Mariola Mirr, dyrektor Szkoły Podstawowej numer 2 w Złotowie.

Zdania są podzielone

Aby sprawdzić, jak radzą sobie sześcioletnie dzieci w pierwszych klasach szkół podstawowych wybraliśmy się do „jedynki” oraz „dwójki”. Obydwie placówki – zgodnie z zapewnieniami dyrektorek – solennie przygotowały się do przyjęcia maluchów. I choć pieniędzy z Ministerstwa nie było zbyt wiele, to wystarczyło na wyposażenie sal lekcyjnych w interaktywne tablice oraz specjalne kąciki zabaw. – Spodziewaliśmy się, że szkoły otrzymają większe środki na doposażenie sal lekcyjnych oraz sali gimnastycznej – mówi Maria Monika Klein, dyrektor SP nr 1, która w rozmowie z nami przyznała, że sama naukę rozpoczęła w wieku sześciu lat, i pod żadnym względem w szkole nie odstawała od swoich kolegów. O tym, że warunki do nauki i zabawy są naprawdę dobre przekonaliśmy się na własne oczy. To nie są już te same budynki, które wszyscy pamiętamy. Nowoczesna szkoła podstawowa wygląda zupełnie inaczej. Jest ładnie, kolorowo i przytulnie. Poza komfortowymi warunkami lokalowymi zadbano także o wyżywienie. Maluchy mają zagwarantowane darmowe mleko i owoce lub warzywa, a na chętnych za niewielkie pieniądze czeka pełnowartościowy, dwudaniowy posiłek. To ważne dla tych rodziców, którzy obawiają się, by dziecko, przyzwyczajone do trzech posiłków w przedszkolu, nie chodziło w szkole głodne.

Reforma szkolnictwa pociągnęła za sobą zmiany w podstawie programowej. Teraz te rzeczy, które dzieci miały opanować w przedszkolu, zostały przesunięte do klasy pierwszej. Skrócony został czas, który sześciolatki miały na opanowanie materiału. Teraz mają na to jedynie pół roku, a tuż po tym, gdy nauczą się liter alfabetu, przeskakują od razu na naukę czytania. Jak sobie z tym radzą? – Sześciolatki są bardzo dobrze rozwinięte pod względem emocjonalnym, psychofizycznym i motorycznym, czasami radzą sobie lepiej niż siedmiolatki. Nie ma jednak żadnej reguły, każde dziecko jest inne – twierdzi Mariola Mirr. – Najgorszy był rok 2009, kiedy dzieci w pierwszej klasie uczyły się tego samego, co rok wcześniej w przedszkolu. Maluchy, które systematycznie uczęszczały na zajęcia przedszkolne, nudziły się w szkołach przerabiając to samo po raz kolejny – dodaje.

Ile sześcioletnich dzieci zasiliło w tym roku szeregi pierwszoklasistów? Niewiele. Najwięcej, bo aż jedenaścioro uczęszcza do SP nr 1. Troje dzieci zasiliło szeregi pierwszoklasistów w SP nr 3. Po dwoje dzieci uczy się w „dwójce” oraz w podstawówce Zespołu Szkół Katolickich. Jak sobie radzą? Całkiem nieźle. – Różnica, którą obserwuję, dotyczy głównie tzw. samoobsługi. Czasami któreś z dzieci ma problem z zapięciem guzika czy zamka. Tempo pracy też jest trochę inne, ale nie można zrzucić tego tylko na karb wieku. Niektórzy z młodszych radzą sobie lepiej od siedmiolatków, inni gorzej, wiele zależy też od współpracy z rodzicami – opowiada Teresa Paciejewska, wychowawczyni pierwszej klasy w SP1. Jednak tak było zawsze. - W każdej klasie były dzieci, które odstawały od swoich rówieśników, nie jest to nic nadzwyczajnego – dodaje.
Trzeba jednak pamiętać o tym, że posłanie dziecka do pierwszej klasy było decyzją rodziców, którzy widać uznali, że ich pociechy są na to przygotowane i sobie poradzą. Pytanie, jak będzie, kiedy do szkoły będą musiały iść wszystkie sześciolatki, bez względu na to, czy wydają się być na to gotowe, czy nie. Rodzice, których zapytaliśmy o zdanie z decyzji minister Hall nie są zadowoleni. – Te dzieci są jeszcze za małe, nie chcemy zabierać im dzieciństwa – mówiła jedna z pań.



Nie aż tak kolorowo

Podobne opinie wyrażały nauczycielki w przedszkolu. – To jeden wielki niewypał – podsumowała jedna z nich. Według zapytanych nauczycielek sześcioletnie dzieci często nie są jeszcze na tyle dojrzałe emocjonalnie, aby rozpocząć naukę w szkole. - Wiele dzieci ma problemy z koncentracją, skupieniem uwagi i po prostu z zachowaniem się. Wolą zabawę od nauki, a często wytrzymanie w miejscu dłuższej chwili jest dla nich problemem. Nawet po wyczerpującej gimnastyce one nadal mają siłę dokazywać - dodała. Jak zgodnie twierdzą nauczycielki, z roku na rok jest gorzej, maluchy są co prawda coraz bystrzejsze, ale też coraz bardziej nadpobudliwe i niegrzeczne. – Grupy są bardzo zróżnicowane. Niektóre sześciolatki w przedszkolu chcą i umieją już czytać, inne nie znają nawet graficznego zapisu liczb. Bardzo wiele zależy od rodziców. Jeżeli poświęcają oni dziecku wiele czasu, czytają z nim książki czy zapewniają mu kolorowanki, to dziecko jest mądrzejsze, a nauka przychodzi mu łatwiej. Gorzej, jeżeli zadanie nauki malucha zostawia się jedynie na karku nauczycieli, samemu się do niego nie przykładając, wtedy często pojawiają się problemy. Jedną z pań zapytaliśmy o to, czy byłaby spokojna o swoją grupę, gdyby ta w całości od września miała rozpocząć naukę w szkole. – Nie, myślę, że jeszcze czuły by się zagubione.

- Każde dziecko ma swoje własne niepowtarzalne tempo rozwoju, na które duży wpływ ma jego najbliższe środowisko. Dobrze wiemy, że są dzieci, które dojrzewają do obowiązku szkolnego w wieku sześciu lat, a inne muszą mieć osiem, by zmierzyć się z wymaganiami programowymi szkoły – mówi psycholog Hanna Olencka. - Niestety to nie dzieci są niedojrzałe do obowiązku szkolnego, tylko szkoły nie dojrzały do rozwiązania tego problemu. Brak jest odpowiedniej bazy i organizacji pobytu dziecka w środowisku szkolnym. Przede wszystkim brak w tym zamęcie zwykłego zdrowego rozsądku ze strony rodziców. Znając swoje dziecko powinni wiedzieć, czy  jest ono w stanie unieść ciężar pobytu poza domem, problem współpracy w grupie i zwiększonej samodzielności. Konieczna jest zatem indywidualizacja w podejściu do problemu. Rodzice powinni kierować się nie tylko swoimi ambicjami, ale przede wszystkim zdrowym rozsądkiem i sercem – dodaje.

W całej sytuacji pocieszający jest fakt, że póki co sprawa posłania sześciolatków do szkoły została odroczona, co więcej, niektórzy z rodziców mają nadzieję, że być może nie zostanie wprowadzona w życie wcale. Póki co kto chce, ten pośle sześciolatka do pierwszej klasy, kto nie – ten zdecyduje się na zostawienie malucha rok dłużej w przedszkolu, i wszyscy będą zadowoleni.

Patrycja Koplin, Paweł Pochowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości