Idzie przez życie jak burza. Z Krajenki trafiła do Londynu, gdzie studiuje i pracuje. Skoczyła już ze spadochronem, a przed nią inne ekstremalne sporty
Z małego miasteczka w wielki świat.
Monika Gierszewska z Krajenki stała się sławna - w ubiegłotygodniowym dodatku do Gazety Wyborczej „Duży format” jest duży artykuł o niej i jej kolegach, o karierach, jakie zrobili w Anglii.
Dwa dni po zdaniu matury w I Liceum Ogólnokształcącym im. M. Skłodowskiej-Curie w Złotowie Monika wyjechała na studia do Londynu. Zrobiła licencjat z zarządzania biznesem i finansami na Uniwersytecie Westminster, niedługo kończy studia magisterskie z innowacji w biznesie Birkbeck College.
Będąc jeszcze w liceum o profilu lingwistycznym przyjechała w wakacje do brata do Londynu. Chyba już wówczas dojrzała w niej decyzja, że właśnie tu chce się dalej kształcić. Zaczęła zbierać informacje dotyczące angielskich wyższych uczelni, sposobu rekrutacji, odpłatności. Kiedy ukończyła szkołę średnią, uczelnia i kierunek były już wybrane. Dla Moniki pomoc finansowa, jaką otrzymała jako studentka, była nie lada zaskoczeniem. – Polacy myślą, że student z zagranicy zdany jest tylko na siebie. Nic bardziej mylnego, otrzymałam stypendium socjalne (do 1.500 funtów na rok) oraz stypendium naukowe za bardzo dobre wyniki w nauce - tłumaczy.
No ale Londyn to nie Krajenka i życie tu drogie. Z samych stypendiów nie da się wyżyć. Wynajęcie pokoju to około 100 funtów, opłaty - kolejne 50, jedzenie – 120, bilet miesięczny na środki miejskiej komunikacji – 120 funtów. A gdzie ubrania, kosmetyki, rozrywki…
By na to zarobić Monika zaczęła pracować w Londynie już na pierwszym roku studiów. Jej zdaniem, jest to o wiele łatwiejsze niż w Polsce. W Anglii zdecydowanie mniej czasu spędza się na uczelni niż naszym kraju. Tym bardziej, że angielskie uniwersytety mają swoim studentom wiele prac do zaproponowania. Monika zajmowała się analizą efektywności uczelnianych programów do internetowej nauki, doradzała też studentom, jak założyć własną firmę. - Stypendium i te zarobki starczają na skromne życie. Magisterium w systemie zaocznym, które musiałabym zrobić w rok, mam rozłożone na dwa lata. Zajęcia odbywają się wieczorami, więc od pewnego czasu pracuję na cały etat – twierdzi mieszkanka Krajenki.
Relacje student – wykładowca.
Nie tylko ilość zajęć na uczelniach brytyjskich była dla niej zaskoczeniem. Największym był fakt zwracania się do kadry akademickiej na „ty”. Ten partnerski stosunek ma także inny wymiar, profesor dla studenta jest niemal zawsze dostępny, w każdej chwili można zgłosić się do niego po poradę, skontaktować się za pomocą poczty elektronicznej. Z uczelnianej strony internetowej można ściągnąć dokładny program zajęć, artykuły, slajdy, które wcześniej profesorowie tam wrzucają. - Kiedyś jednego z wykładowców poniosło i zaczął na nas krzyczeć. Jego kariera na tej uczelni zakończyła się, napisaliśmy skargę do rektora i został usunięty. U nas w Polsce byłoby to nie do pomyślenia – oświadcza Monika.
W tygodniu zajęć z kadrą uczelnianą jest tylko 12 godzin, resztę student musi osiągnąć własną pracą. Zdaniem Moniki polskie uczelnie również opuszczają ludzie bardzo dobrze wykształceni, ale co z tego, skoro trudno znaleźć pracę w wyuczonym zawodzie. W Anglii jest zupełnie inaczej. Monika od miesiąca pracuje w dużej firmie, zajmuje się innowacjami w urządzeniach przenośnych, tabletach itp.
Na młodą i atrakcyjną Polkę bardzo szybko zwrócił uwagę przystojny Brytyjczyk. Na Wielkanoc przywiozła go do Krajenki, miasteczko bardzo mu się spodobało. - Uwielbiam Krajenkę, ma swój urok. Zawsze miło jest tu wrócić na wakacje, odwiedzić rodzinę i znajomych, odpocząć. Jest pięknie, zielono i widać, że Krajenka i Złotów są zadbane i się rozwijają – przyznaje.
Z liceum najmilej wspomina prof. Lubinę, który zaraził ją miłością do języka angielskiego i dzięki któremu zdała maturę z angielskiego na 98 procent. - Pan Lubina, zamiast standardowych zajęć, dodatkowo organizował konkursy, zabawy, śpiewanie i oglądanie filmów po angielsku, co naprawdę pomogło w rozwinięciu języka. Zawsze staram się go odwiedzić w szkole jak przyjeżdżam do Złotowa – oświadcza.
Bardzo dobrze wspominam też Wiesławę Polanin, która rozwinęła w niej pasję do poznawania świata i różnych kultur. Nauczycielka pomagała jej przygotować się do narodowej Olimpiady Geograficznej, dzięki której miała zapewniony wstęp na polskie uczelnie. Mimo to wybrała studia za granicą. - Muszę też wspomnieć moje ukochane dziewczyny. Jest nas 6, znamy się prawie całe życie i zawsze jak przyjeżdżam organizujemy „Sabat Krajeński”. Jedna z moich przyjaciółek wyszła za mąż za mojego brata, dzięki temu mamy jeszcze bliższy kontakt. Jedna z koleżanek wyjechała do Norwegii, więc tu niestety kontakt jest rzadszy, ale reszta jest w Krajence, Złotowie i Pile. Mam bardzo bliski kontakt z moimi braćmi w Polsce, Tomkiem w Krajence i Adrianem w Poznaniu – wspomina Monika.
Uwielbiam ekstremalne sporty
Ale studia i praca w Londynie to nie wszystko. Monika lubi przygodę, sporty ekstremalne i podróżowanie, poznawanie nowych miejsc i kultur. Skoczyła ze spadochronem, uwielbia jazdę na nartach, na skuterach wodnych, surfowanie. W wakacje zamierza nauczyć się nurkować i surfować z latawcem-spadochronem (kite-surfing). Dużo czyta, lubi chodzić do teatru, na musicale i przedstawienia taneczne. Uczy się tańczyć i ćwiczy jogę.
- Dużo zawdzięczam moim rodzicom, którzy wychowali mnie, wmawiając, iż wszystko jest możliwe do osiągnięcia, jeśli się tylko chce. Moja mama [Jolanta Surma, pracująca w Powiatowym Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Złotowie – przyp. red.] zawsze była dla mnie wzorem do naśladowania - prowadziła biznes, ale także zajmowała się domem i wychowywaniem nas. W tym czasie rozwijała się artystycznie. Także tata był dla mnie inspiracją, kiedy zaczął swoją magisterkę w wieku 50 lat. Zrozumiałam, że musimy i możemy rozwijać się przez całe życie – mówi dziewczyna.
Monika Gierszewska to przykład spełnionych marzeń, które osiąga się tylko dzięki uporowi i ogromnej pracy. No i odrobinie szaleństwa.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze