Reklama

Nauka w domu? Żadna nowość

25/03/2020 18:00

Dla większości rodziców to absolutnie nowa sytuacja. Większość jest pełna obaw. Dla Joanny Redzimskiej i jej córki to coś normalnego. – To żadne dziwactwo, to znakomita forma nauki – mówi o edukacji domowej

Zosia jest uczennicą siódmej klasy. Od września realizuje obowiązek szkolny poza szkołą. Pozwala na to art. 37 ust.1 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo Oświatowe.

– Zanim zdecydowaliśmy się na taką formę nauki naszego dziecka, zastanawiałam się przez dwa – trzy lata, czy to na pewno dobra decyzja. Z jednej strony obawiałam się, z drugiej widziałam ogromny potencjał tej właśnie drogi edukacyjnej. Bardzo bym chciała, by moje dziecko uczyło się rzeczy, które będą mu przydatne w dorosłym życiu, które je interesują. Marzę, by uczyła się w taki sposób, by sprawiało jej to przyjemność – mówi Joanna Redzimska.

Reklama

By zacząć edukację domową potrzebne są dwie rzeczy: zgoda dyrektora szkoły i opinia pracowników Poradni Pedagogiczno–Psychologicznej. Opinia nie jest wiążąca, za to zgoda dyrektora jest konieczna.

– Ważne jest, aby szkoła, w sensie dyrektor i nauczyciele, z którą rozpoczniemy współpracę w zakresie realizacji obowiązku szkolnego poza szkołą, w pełni akceptowała wybór tej drogi i wspierała w zakresie, w jakim do tego zobowiązuje nasze prawo. Jak do tej pory współpraca ze Szkołą Podstawową nr 1 w Jastrowiu przebiega bardzo dobrze. Mamy potrzebne wsparcie i zrozumienie. Na bieżąco udaje nam się wypracowywać wspólne rozwiązania w sytuacjach nowych dla wszystkich stron – mówi.

Reklama

Joanna Redzimska stworzyła w Jastrowiu Przestrzeń Edukacyjną Zielone Światło. Tu dzieci przychodzą na zajęcia po szkole, tu mają dodatkowe zajęcia, prowadzone alternatywnymi metodami aniżeli w tradycyjnej szkole.

– Głównie uczymy dzieci i młodzież, jak się uczyć. Stosujemy w tym celu myślenie graficzne, notatki graficzne, mapy myśli. Metody zapamiętywania, które rzadko są w szkole stosowane. Dzieci mają spotkania z psychologiem, który uczy, jak radzić sobie ze stresem, zdenerwowaniem, z którym wspólnie pracują nad tym, by być uważnym i skupionym. Szacunek i akceptacja dla inności jest dla nas ważną wartością, którą staramy się przekazać młodzieży. Mamy także naukę wystąpień publicznych, co nie jest rzeczą łatwą, ale niezwykle przydatną w życiu – mówi Joanna Redzimska, która przyznaje, że kilka lat temu katalizatorem do uruchomienia takiej działalności była Danuta Kitowska z Krajenki.

Reklama

– Dzięki niej inaczej spojrzałam na kształcenie i na rolę, jaką my, dorośli, powinniśmy w nim pełnić. Ona nauczyła mnie, jak wyrwać się z okowów ocen i egzaminów, które są dziś głównym filarem, na którym zbudowany jest system oświaty w Polsce. Niestety, rodzice cały czas wierzą, że to świadectwo jest gwarantem wiedzy, jaką posiada ich dziecko. A to nie jest tak. Oceny nie są najważniejsze, najważniejsze jest, by dzieci rozwijały się w tych kierunkach, które je interesują, zdobywając jak najwięcej umiejętności, które będą im przydatne – podkreśla.
Nauka w domowej edukacji ma różne formy. Języka angielskiego i języka polskiego Zosia uczy się w grupie z rówieśnikami i nauczycielami, historii uczy jej babcia – emerytowana nauczycielka, geografii – wujek, też nauczyciel, języka niemieckiego osoba, która na co dzień intensywnie współpracuje z niemieckimi firmami i ma przez to styczność z żywym językiem. Część zajęć, które Zosia ma od początku roku, odbywa się on–line. Zadania Zosia realizuje w chmurze, gdzie w czasie rzeczywistym nauczyciel widzi, jak ta praca przebiega. Od razu jest odpowiedź na pytania, jest dyskusja. Matematyki uczy Zosię mama, a fizyki tata. Do egzaminu z informatyki przygotowywała się sama. Córka pani Joanny ma w tym roku do zdania jeszcze 6 rocznych egzaminów. 4 są już zdane.

Reklama

Dlaczego tak mało osób korzysta z tej formy kształcenia? Joanna Redzimska zna tylko jeszcze jedno dziecko, które kształci się w ten sposób. Jej zdaniem są dwa główne powody. Przede wszystkim przekonanie, że jest to rozwiązanie kosztowne. Fakt, rodzice nie otrzymują finansowego wsparcia do takiej formy nauki, sami muszą ją sfinansować. Tymczasem szkoła, do której jest zapisane dziecko i w której zdaje egzaminy klasyfikacyjne, otrzymuje 60% subwencji oświatowej.

– Większość z nas, rodziców, wysyła jednak swoje dzieci na prywatne korepetycje czy dodatkowe zajęcia. Gdyby chętnych do takiej nauki było więcej, uczniowie mogliby mieć zajęcia w grupach pięcio–, sześcioosobowych. W ten sposób opłacenie nauczyciela byłoby znacznie mniejszym kosztem dla rodziców. Druga sprawa to przeświadczenie rodziców, że jak dziecko pójdzie do szkoły na sześć – siedem godzin, to przez ten cały czas na pewno się tam uczy, spędza bezpiecznie czas. Rodzice boją się, że nauczanie przez internet to tak jakby pozostawić dzieci bez żadnej kontroli. Nie ufają swoim dzieciom. Według nich co innego szkoła, w której na pewno ktoś ich przypilnuje – uważa Joanna Redzimska, która podkreśla, że domowa edukacja to również nauczanie dzieci odpowiedzialności.

Reklama

– Zosia na każdy tydzień przygotowuje check listę, uwzględniającą zajęcia i obowiązki, które musi zrobić. Uczy się zarządzać swoim czasem. We wrześniu wspólnie ze swoją mamą stworzyła kalendarz google z rozpisanymi wszystkimi lekcjami. Od października zarządza nim już sama. Sama ustala spotkania z nauczycielami, sama pilnuje terminów i też sama się tłumaczy, gdy coś pójdzie nie tak. Czy wszystkie założenia i cele udaje się realizować? – Oczywiście, że nie. Nie zawsze jest różowo. Właśnie tutaj widzę swoją rolę. Jestem po to, żeby zmobilizować, zachęcić, przypomnieć i pomagać, kiedy nie wszystko się udaje. Te drobne potknięcia, małe porażki są potrzebne, żeby się rozwijać. Błędy są potrzebne w procesie uczenia.

Mama nastolatki uważa, że w aktualnej sytuacji zasypywanie uczniów przez e–dziennik dziesiątkami zadań nie jest dobrym rozwiązaniem.
– Nie zdziwię się, jak będą do tego podchodzili z dużą niechęcią, tym bardziej, że otrzymają ogromną dawkę materiałów, które ich niekoniecznie interesują. Nie powinniśmy panikować. Wszystko nadrobią we właściwym czasie – mówi ze spokojem.

Reklama

Mariusz Leszczyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-03-25 20:05:13

    No dobrze, ale co z budowaniem relacji społecznych? Nie zapominajmy, że szkoła nie jest tylko po to, aby tylko „wkuwać”, to tam powstają przyjaźnie, konflikty z rówieśnikami, itd. Wydaje mi się, że to właśnie w szkole człowiek rozwija swoje kompetencje społeczne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    J. Redzimska - niezalogowany 2020-03-26 00:07:26

    Jasne, że w szkole też dzieci uczą się komptencji społecznych, chyba nawet tych umiejętności najbardziej..., ale poza szkołą również. Mają swoje zainteresowania i pasje... i tam też spotykają ludzi, rówieśników. Spotykają się na zajęciach, na wspólnych treningach . Dzieci które realizują obowiązek szkolny poza szkołą też nawiązują przyjaźnie, też spierają się ze swoimi rówieśnikami, również budują relacje społeczne ...w inny sposób. Nie lepszy, nie gorszy, po prostu inny. Przecież to nie są dzieci wykluczone ze społeczeństwa :) Czy edukacja domowa jest idealnym rozwiązaniem dla wszystkich? Oczywiście że nie, tak jak tradycyjny system nie jest idealny dla wszystkich. Warto wiedzieć, że jest opcja, bardzo rozsądna opcja :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-03-26 07:24:52

    No tak to wyburzmy szkoly a dzieci niech siedza w domach -matolow do lopaty potrzeba!!!! Pani ktora jest taka zachwycona tym sposobem nauczania proponuje udac sie na badania !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości