Reklama

Nawet 1000 zł w plecy na hektarze

29/05/2012 08:30
Do Urzędu Gminy Złotów wpłynęło dokładnie 171 wniosków o oszacowanie strat w uprawach rolnych powstałych wskutek wymarznięć. Najbardziej ucierpiały te usytuowane w południowej części gminy Złotów

Buntowo. Wraz z radnym Rady Gminy Złotów Jerzym Lisowskim, korzystając z uprzejmości jednego z mieszkających tam gospodarzy, obchodzimy jego włości. Oglądamy wart grubo ponad 100 tysięcy złotych sprzęt, wykafelkowaną chlewnię, równiutko ogrodzony warzywniak, te bardziej domowe i typowo gospodarskie zwierzęta. Słuchamy o planach, które ich właściciele zamierzają wcielić w życie, o tym co już udało się zrobić. Mając w pamięci standardy, które niegdyś właściwe były gospodarstwom, ciekawie zaglądam w każdy kąt i jedna myśl nie przestaje mnie opuszczać – na przestrzeni ostatnich lat polska wieś przeszła prawdziwą ewolucję, żeby nie powiedzieć – rewolucję. Zmieniło się praktycznie wszystko – począwszy od klasy sprzętu, który pod względem wyposażenia dziś śmiało mógłby konkurować z najnowocześniejszymi modelami aut, skończywszy na nowych, nieznanych jeszcze dekadę temu odmianach gatunkowych roślin. Nie tylko solidnego parku maszynowego, hektarów urodzajnej ziemi i żyłki do interesów w dzisiejszych czasach trzeba jednak rolnikowi, by utrzymać się w grze. Potrzeba pieniędzy i to nie tylko tych koniecznych do finansowania bieżących potrzeb, ale przede wszystkim tych, po które będzie można sięgnąć, kiedy rolnik znajdzie się w podbramkowej sytuacji.

Nie jest kolorowo

Jak informuje inspektor ds. gospodarki gruntami, produkcji roślinnej i zwierzęcej Zdzisław Gwizdała, powstałe wskutek ujemnego przezimowania roślin szkody dotyczą aż 4 tysięcy 400 hektarów ziemi. Póki co, jako że protokoły są w fazie przygotowania trudno jest oszacować, na jakim poziomie uplasują się finansowe straty. Rolnicy z Buntowa i bez tego doskonale wiedzą jednak, jakiego rzędu koszty musieli dodatkowo ponieść. Zgodnie twierdzą, że obsianie jednego hektara, wliczając w to wydatki poniesione na paliwo, zakup materiału siewnego, amortyzację sprzętu i własny czas, wyniesie ich ok. 1000 zł/ha - biorąc pod uwagę tylko materiał siewny i paliwo trzeba policzyć ok. 500 zł. Przemnażając wyższą z sum przez liczbę hektarów otrzymamy naprawdę potężne kwoty. Łatwo obliczyć, że jeden z rolników, który stracił 10 z 32 ha upraw (głównie pszenżyta i pszenicy) łącznie będzie musiał wysupłać z kieszeni ok. 10 tys. zł. Drugi z naszych rozmówców ponownie był zmuszony obsiać 13 (z ponad 50) ha ziemi. Kolejny z rolników musiał zaczynać od zera, wymarzło u niego 100% upraw, całe 23 ha. Mróz doszczętnie zniszczył pszenicę, pszenżyto, jęczmień ozimy, dotknął nawet należące do niego łąki. Jak podaje Z. Gwizdała, niskich temperatur w gminie Złotów w sporej części nie wytrzymał także rzepak. - 1/3 upraw zimowych została ponownie zaorana – informuje.

Reklama
Jeszcze tydzień

Jak czytamy na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w tym roku na dokonanie ponownego obsiewu użytków rolnych łącznie wydatkowanych ma zostać 140 mln zł. Co ważne jednak, nie każdy na skorzystanie z tych pieniędzy może liczyć, jest bowiem pewien haczyk – otóż poziom szkód musi być wyższy niż 30% średniej rocznej produkcji rolnej w gospodarstwie rolnym. Jakich form wsparcia rolnicy, którzy spełniają to kryterium, mogą się spodziewać? Po pierwsze, poszkodowani mogą się ubiegać o przyznanie jednorazowej pomocy na dokonanie ponownego obsiania powierzchni upraw. Stawka została ustalona na poziomie 100 zł dopłaty do 1 ha uprawy żyta, pszenżyta, jęczmienia, pszenicy, rzepaku lub rzepiku, trwałych użytków zielonych i ozimych upraw nasiennych (co ważne, wielkość udzielonej w ramach de minimis pomocy nie może przekroczyć równowartości 7,5 tys. euro dla jednego rolnika w okresie 3 kolejnych lat obrotowych). Rolnicy z wyciągniętej do nich ręki nie do końca są zadowoleni, ich zdaniem wielkość pomocy jest nieadekwatna do strat, które ponieśli. – Co to jest 100 zł dla rolnika? – retorycznie pyta jedna z naszych rozmówczyń. – Biorąc pod uwagę zniszczone uprawy, zakup materiału siewnego, to ta pomoc ma się nijak do nakładów finansowych, które musieliśmy ponieść, ale dobre i 100 zł – podsumowuje następny rolnik.

Pomocy, o której mowa, na wniosek rolników (wraz z którym dostarczyć trzeba będzie protokół z oszacowania strat lub oświadczenie o powierzchni upraw wymagających ponownego obsiewu, potwierdzone przez gminną komisję ds. szacowania szkód w uprawach rolnych), udzielać będzie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jak informuje Małgorzata Borysiuk, kierownik Biura Powiatowego ARiMR, rolnik powinien zabrać ze sobą także dokumenty dotyczące wszystkich zaświadczeń o pomocy de minimis, jakie otrzymał w roku 2012 oraz w przeciągu dwóch poprzedzających go lat obrotowych albooświadczenia o wielkości pomocy de minimis w rolnictwie, otrzymanej w okresie, o którym mowa bądź też oświadczenie o jej nieotrzymaniu, informacji dotyczących wnioskodawcy i prowadzonej działalności gospodarczej oraz wielkości i przeznaczenia pomocy publicznej otrzymanej w odniesieniu do tych samych kosztów kwalifikujących się do objęcia pomocą, na pokrycie których ma być przeznaczona pomoc de minimis.W nioski przyjmowane będą do 1 czerwca. Póki co tylko 34 rolników z terenu powiatu złotowskiego zdecydowało się złożyć wspomniane dokumenty (przypomnijmy, do samej gminy Złotów wpłynęło 171 wniosków) – udokumentowane przez nich łączne straty dotyczą powierzchni ok. 862,23ha . Nie jest to oczywiście jeszcze liczba ostateczna, część rolników zamierza bowiem jeszcze do drzwi ARiMR zapukać. Niezbędne dokumenty (formularz wniosku oraz oświadczenie o powierzchni upraw rolnych wymagających ponownego obsiewu) można pobrać ze strony internetowej www.arimr.gov.pl.

Reklama
Pic na wodę, fotomontaż

Ministerialny program przewiduje również udzielenie rolnikom pomocy w formie kredytów na wznowienie produkcji oraz poręczeń i gwarancji spłaty tych kredytów. Jeżeli chodzi o kwestię oprocentowania, ma się ona w dwojaki sposób. Rolnicy, którzy w czasie gdy wystąpiły szkody mieli ubezpieczone co najmniej 50% swoich upraw (z wyłączeniem łąk i pastwisk) bądź co najmniej 50% liczby zwierząt gospodarskich mogą liczyć na oprocentowanie w wysokości 0,1%. Ci natomiast, którzy swoich upraw nie ubezpieczyli, muszą się liczyć z oprocentowaniem rzędu 3,5%. Jak się okazuje jednak, nawet niska stopa procentowa do korzystania z tej opcji pomocy wielu nie zachęca. – Kredyt przecież trzeba oddać – nasz rozmówca twardo stąpa po ziemi. – Gdyby chodziło o pomoc bezzwrotną to inna sprawa – uzupełnia. Drugi z panów również podchodzi do tematu sceptycznie. – A co jak za dwa lata też będzie klęska? Z czego wtedy spłacimy? – pyta jego małżonka. - Trzeba być bardzo ostrożnym – przestrzega. – Kredyt to żadna pomoc – kolejny z naszych rozmówców jest tego samego zdania. Zresztą jest jeszcze druga strona medalu – nawet jeśli którykolwiek z rolników zdecydowałby się wziąć kredyt preferencyjny, mała jest szansa na to, że jego wniosek się zakwalifikuje. Jest tutaj bowiem pewien haczyk – niestety w procesie decyzyjnym pod uwagę bierze się nie tylko produkcję roślinną, ale i zwierzęcą. Zazwyczaj bywa więc tak, że produkcja zwierzęca niweluje straty w produkcji roślinnej i rolnika odsyła się z kwitkiem. - Kryteria oceny są chore – otwarcie mówi jeden z rolników. – To jest tak, że najpierw podaje się opinii publicznej informację o pomocy, a potem ustala się kryteria, którym rolnik nie jest w stanie sprostać. Z góry jesteśmy skazani na niepowodzenie – ocenia. – Kredyty byłyby pomocą, gdyby były dla nas dostępne. W tej chwili informacja, którą przekazały media narobiła szumu medialnego i nic poza tym – mówi kolejny z naszych rozmówców, krytykując kryteria, jakie bierze się pod uwagę podejmując decyzję o przyznaniu/nieprzyznaniu kredytu. – Normalnie funkcjonujące gospodarstwo musi się nastawić na produkcję dwukierunkową: roślinną i zwierzęcą. […] Czy temu, kto ma krowy, świnie, nie wymarzło na polu? Wymarzło. To tak jakby popsuł się Pani samochód i w serwisie odmówiono naprawy, bo ma Pani w domu w lodówkę. Co ma piernik do wiatraka? – pyta retorycznie.

Jak informuje Z. Gwizdała, w roku 2011 na 110 wniosków do otrzymania kredytu zakwalifikowano jedynie 9 z nich, złożonych głównie przez sadowników. – W dużej części te pieniądze dostali pseudorolnicy – otwarcie mówi jeden z rolników – my kolejny raz czujemy się oszukani.

Reklama

„Góra” ma z głowy – pukać do samorządów

Rolnicy mają jeszcze jedną furtkę. Mając na uwadze poniesione przez siebie straty mogą szukać ratunku w gminie, KRUS-ie i ANR. Po pierwsze mogą wnioskować do wójta o zastosowanie ulg w podatku rolnym za 2012 rok, po drugie mogą prezesa KRUS prosić – na indywidualny wniosek zainteresowanego – o odroczenie terminu płatności składek na ubezpieczenie społeczne i rozkładania ich na dogodne raty, a także umarzanie w całości lub w części bieżących składek, po trzecie wreszcie, mogą składać wniosek do prezesa ANR o odroczenie, rozłożenie na raty, umarzenie w całości lub części agencyjnych należności.

Reklama

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości