Buntowo. Wraz z radnym Rady Gminy Złotów Jerzym Lisowskim, korzystając z uprzejmości jednego z mieszkających tam gospodarzy, obchodzimy jego włości. Oglądamy wart grubo ponad 100 tysięcy złotych sprzęt, wykafelkowaną chlewnię, równiutko ogrodzony warzywniak, te bardziej domowe i typowo gospodarskie zwierzęta. Słuchamy o planach, które ich właściciele zamierzają wcielić w życie, o tym co już udało się zrobić. Mając w pamięci standardy, które niegdyś właściwe były gospodarstwom, ciekawie zaglądam w każdy kąt i jedna myśl nie przestaje mnie opuszczać – na przestrzeni ostatnich lat polska wieś przeszła prawdziwą ewolucję, żeby nie powiedzieć – rewolucję. Zmieniło się praktycznie wszystko – począwszy od klasy sprzętu, który pod względem wyposażenia dziś śmiało mógłby konkurować z najnowocześniejszymi modelami aut, skończywszy na nowych, nieznanych jeszcze dekadę temu odmianach gatunkowych roślin. Nie tylko solidnego parku maszynowego, hektarów urodzajnej ziemi i żyłki do interesów w dzisiejszych czasach trzeba jednak rolnikowi, by utrzymać się w grze. Potrzeba pieniędzy i to nie tylko tych koniecznych do finansowania bieżących potrzeb, ale przede wszystkim tych, po które będzie można sięgnąć, kiedy rolnik znajdzie się w podbramkowej sytuacji.
Nie jest kolorowoJak informuje inspektor ds. gospodarki gruntami, produkcji roślinnej i zwierzęcej Zdzisław Gwizdała, powstałe wskutek ujemnego przezimowania roślin szkody dotyczą aż 4 tysięcy 400 hektarów ziemi. Póki co, jako że protokoły są w fazie przygotowania trudno jest oszacować, na jakim poziomie uplasują się finansowe straty. Rolnicy z Buntowa i bez tego doskonale wiedzą jednak, jakiego rzędu koszty musieli dodatkowo ponieść. Zgodnie twierdzą, że obsianie jednego hektara, wliczając w to wydatki poniesione na paliwo, zakup materiału siewnego, amortyzację sprzętu i własny czas, wyniesie ich ok. 1000 zł/ha - biorąc pod uwagę tylko materiał siewny i paliwo trzeba policzyć ok. 500 zł. Przemnażając wyższą z sum przez liczbę hektarów otrzymamy naprawdę potężne kwoty. Łatwo obliczyć, że jeden z rolników, który stracił 10 z 32 ha upraw (głównie pszenżyta i pszenicy) łącznie będzie musiał wysupłać z kieszeni ok. 10 tys. zł. Drugi z naszych rozmówców ponownie był zmuszony obsiać 13 (z ponad 50) ha ziemi. Kolejny z rolników musiał zaczynać od zera, wymarzło u niego 100% upraw, całe 23 ha. Mróz doszczętnie zniszczył pszenicę, pszenżyto, jęczmień ozimy, dotknął nawet należące do niego łąki. Jak podaje Z. Gwizdała, niskich temperatur w gminie Złotów w sporej części nie wytrzymał także rzepak. - 1/3 upraw zimowych została ponownie zaorana – informuje.
Jak czytamy na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w tym roku na dokonanie ponownego obsiewu użytków rolnych łącznie wydatkowanych ma zostać 140 mln zł. Co ważne jednak, nie każdy na skorzystanie z tych pieniędzy może liczyć, jest bowiem pewien haczyk – otóż poziom szkód musi być wyższy niż 30% średniej rocznej produkcji rolnej w gospodarstwie rolnym. Jakich form wsparcia rolnicy, którzy spełniają to kryterium, mogą się spodziewać? Po pierwsze, poszkodowani mogą się ubiegać o przyznanie jednorazowej pomocy na dokonanie ponownego obsiania powierzchni upraw. Stawka została ustalona na poziomie 100 zł dopłaty do 1 ha uprawy żyta, pszenżyta, jęczmienia, pszenicy, rzepaku lub rzepiku, trwałych użytków zielonych i ozimych upraw nasiennych (co ważne, wielkość udzielonej w ramach de minimis pomocy nie może przekroczyć równowartości 7,5 tys. euro dla jednego rolnika w okresie 3 kolejnych lat obrotowych). Rolnicy z wyciągniętej do nich ręki nie do końca są zadowoleni, ich zdaniem wielkość pomocy jest nieadekwatna do strat, które ponieśli. – Co to jest 100 zł dla rolnika? – retorycznie pyta jedna z naszych rozmówczyń. – Biorąc pod uwagę zniszczone uprawy, zakup materiału siewnego, to ta pomoc ma się nijak do nakładów finansowych, które musieliśmy ponieść, ale dobre i 100 zł – podsumowuje następny rolnik.
Pomocy, o której mowa, na wniosek rolników (wraz z którym dostarczyć trzeba będzie protokół z oszacowania strat lub oświadczenie o powierzchni upraw wymagających ponownego obsiewu, potwierdzone przez gminną komisję ds. szacowania szkód w uprawach rolnych), udzielać będzie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jak informuje Małgorzata Borysiuk, kierownik Biura Powiatowego ARiMR, rolnik powinien zabrać ze sobą także dokumenty dotyczące wszystkich zaświadczeń o pomocy de minimis, jakie otrzymał w roku 2012 oraz w przeciągu dwóch poprzedzających go lat obrotowych albooświadczenia o wielkości pomocy de minimis w rolnictwie, otrzymanej w okresie, o którym mowa bądź też oświadczenie o jej nieotrzymaniu, informacji dotyczących wnioskodawcy i prowadzonej działalności gospodarczej oraz wielkości i przeznaczenia pomocy publicznej otrzymanej w odniesieniu do tych samych kosztów kwalifikujących się do objęcia pomocą, na pokrycie których ma być przeznaczona pomoc de minimis.W nioski przyjmowane będą do 1 czerwca. Póki co tylko 34 rolników z terenu powiatu złotowskiego zdecydowało się złożyć wspomniane dokumenty (przypomnijmy, do samej gminy Złotów wpłynęło 171 wniosków) – udokumentowane przez nich łączne straty dotyczą powierzchni ok. 862,23ha . Nie jest to oczywiście jeszcze liczba ostateczna, część rolników zamierza bowiem jeszcze do drzwi ARiMR zapukać. Niezbędne dokumenty (formularz wniosku oraz oświadczenie o powierzchni upraw rolnych wymagających ponownego obsiewu) można pobrać ze strony internetowej www.arimr.gov.pl.
Ministerialny program przewiduje również udzielenie rolnikom pomocy w formie kredytów na wznowienie produkcji oraz poręczeń i gwarancji spłaty tych kredytów. Jeżeli chodzi o kwestię oprocentowania, ma się ona w dwojaki sposób. Rolnicy, którzy w czasie gdy wystąpiły szkody mieli ubezpieczone co najmniej 50% swoich upraw (z wyłączeniem łąk i pastwisk) bądź co najmniej 50% liczby zwierząt gospodarskich mogą liczyć na oprocentowanie w wysokości 0,1%. Ci natomiast, którzy swoich upraw nie ubezpieczyli, muszą się liczyć z oprocentowaniem rzędu 3,5%. Jak się okazuje jednak, nawet niska stopa procentowa do korzystania z tej opcji pomocy wielu nie zachęca. – Kredyt przecież trzeba oddać – nasz rozmówca twardo stąpa po ziemi. – Gdyby chodziło o pomoc bezzwrotną to inna sprawa – uzupełnia. Drugi z panów również podchodzi do tematu sceptycznie. – A co jak za dwa lata też będzie klęska? Z czego wtedy spłacimy? – pyta jego małżonka. - Trzeba być bardzo ostrożnym – przestrzega. – Kredyt to żadna pomoc – kolejny z naszych rozmówców jest tego samego zdania. Zresztą jest jeszcze druga strona medalu – nawet jeśli którykolwiek z rolników zdecydowałby się wziąć kredyt preferencyjny, mała jest szansa na to, że jego wniosek się zakwalifikuje. Jest tutaj bowiem pewien haczyk – niestety w procesie decyzyjnym pod uwagę bierze się nie tylko produkcję roślinną, ale i zwierzęcą. Zazwyczaj bywa więc tak, że produkcja zwierzęca niweluje straty w produkcji roślinnej i rolnika odsyła się z kwitkiem. - Kryteria oceny są chore – otwarcie mówi jeden z rolników. – To jest tak, że najpierw podaje się opinii publicznej informację o pomocy, a potem ustala się kryteria, którym rolnik nie jest w stanie sprostać. Z góry jesteśmy skazani na niepowodzenie – ocenia. – Kredyty byłyby pomocą, gdyby były dla nas dostępne. W tej chwili informacja, którą przekazały media narobiła szumu medialnego i nic poza tym – mówi kolejny z naszych rozmówców, krytykując kryteria, jakie bierze się pod uwagę podejmując decyzję o przyznaniu/nieprzyznaniu kredytu. – Normalnie funkcjonujące gospodarstwo musi się nastawić na produkcję dwukierunkową: roślinną i zwierzęcą. […] Czy temu, kto ma krowy, świnie, nie wymarzło na polu? Wymarzło. To tak jakby popsuł się Pani samochód i w serwisie odmówiono naprawy, bo ma Pani w domu w lodówkę. Co ma piernik do wiatraka? – pyta retorycznie.
Jak informuje Z. Gwizdała, w roku 2011 na 110 wniosków do otrzymania kredytu zakwalifikowano jedynie 9 z nich, złożonych głównie przez sadowników. – W dużej części te pieniądze dostali pseudorolnicy – otwarcie mówi jeden z rolników – my kolejny raz czujemy się oszukani.
„Góra” ma z głowy – pukać do samorządów
Rolnicy mają jeszcze jedną furtkę. Mając na uwadze poniesione przez siebie straty mogą szukać ratunku w gminie, KRUS-ie i ANR. Po pierwsze mogą wnioskować do wójta o zastosowanie ulg w podatku rolnym za 2012 rok, po drugie mogą prezesa KRUS prosić – na indywidualny wniosek zainteresowanego – o odroczenie terminu płatności składek na ubezpieczenie społeczne i rozkładania ich na dogodne raty, a także umarzanie w całości lub w części bieżących składek, po trzecie wreszcie, mogą składać wniosek do prezesa ANR o odroczenie, rozłożenie na raty, umarzenie w całości lub części agencyjnych należności.
Patrycja Koplin
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze