Matematycy już tak mają, że problem to dla nich wyzwanie, któremu trzeba stawić czoła i pokonać je. W moim przypadku, kiedy przed rokiem po raz pierwszy wystartowałam w konkursie na dyrektora liceum, wiedziałam, że po 20 latach stania przy tablicy to jest ten moment. Powiedziałam sobie: albo zostanę osobą zarządzającą tą szkołą, albo zmieniam pracę, odchodzę. Żeby było jasne – moim celem nie było stanowisko, władza. Było mi żal koleżanek i kolegów, którzy nie mieli nic do powiedzenia. Nie mieli żadnego wpływu na to, co dzieje się w szkole. Żal też było, że mamy coraz mniej oddziałów, ludzie odchodzą, renoma szkoły spada. Jednak przyznam, że sama, bez wsparcia rodziny, koleżanek i kolegów z pracy, przyjaciół i znajomych nie zdecydowałabym się wystartować w konkursie. Dziękuję im za to, że dodawali i dodają mi siły. Owszem, były też głosy, że będę grabarzem tej szkoły. Jednak podczas studiów z zarządzania oświatą, gdy na ten temat rozmawiałam z wykładowcą, stwierdził on, że nie sztuką jest poprowadzić szkołę, która jest idealnie poukładana. Prawdziwa praca rozpoczyna się tam, gdzie pojawiają się problemy i jeśli zrobi się wszystko, by je rozwiązać, to nikt rozsądny nie nazwie mnie grabarzem, nawet gdyby coś nie wyszło, a opinii innych nie warto słuchać.
To nie była dobra sytuacja dla naszego liceum. Z jednej strony – jest dyrektor, z drugiej – powiat zostawił otwarty nawias ułatwiający przekształcenie placówki. Obecne rozstrzygnięcie to stabilizacja na stanowisku zarządzającego i duża szansa na uratowanie „Kościuszki”. A trening? Te kilka miesięcy mocno dało mi w kość, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wiem, że w tak krótkim czasie nie da się odbudować dawnego prestiżu szkoły, ale swojej decyzji nie żałuję. Świetnie się czułam, gdy przed tygodniem wychodziłam z rozmowy konkursowej na dyrektora. To też dodaje energii do działania.
Reklama
Jakie są, Pani zdaniem, powody tego, że „Kościuszko” podupadł?
A sposoby, by odmienić tę trudną sytuację?
Co sądzi Pani o pomyśle, by to samorząd prowadził szkołę średnią? Ten temat jest jeszcze aktualny?
Czynników jest co najmniej kilka. Na pewno nie pomagał wprowadzony w 1999 roku model struktury szkół 6+3+3, czyli 6 lat szkoły podstawowej, 3 - gimnazjum i 3 - liceum. Gimnazja zastąpiły liceum, gdzie wcześniej to po szkole średniej młodzież ruszała z domu w świat. Teraz dzieje się tak już po gimnazjum. Nie pomogła też zmiana nazwy: Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych, która zatarła tradycje związane z liceum ogólnokształcącym w tym mieście. W pewnym momencie za bardzo się też ukierunkowaliśmy. Kojarzono w okolicy, że w Łobżenicy można pójść tylko do klasy wojskowej albo z ratownictwem medycznym, przez co straciliśmy wielu zdolnych uczniów, którzy siebie w tych profesjach nie widzieli. Brakowało również otwartości na środowisko lokalne. To że podlegamy powiatowi nie powinno oznaczać, że zapominamy o Łobżenicy. Od kilku lat trwa też ostra walka o każdego ucznia ze szkołą średnią w Wyrzysku. Jeszcze jeden czynnik to niż demograficzny. Jednak najwięcej zła wyrządziła powtarzana od ponad roku plotka, że szkoła będzie zamknięta. Nie, tak się nie stanie.
Reklama
Zaczynamy od rzeczy może banalnej – zmiany nazwy. Nie chcę dokładnie deklarować, jak będzie ona brzmiała. W planach pojawia się m.in. Szkoła Średnia im. T. Kościuszki w Łobżenicy. Naszych uczniów i nas – nauczycieli znów widać na wielu lokalnych uroczystościach, inicjatywach, imprezach. By było wiadomo, skąd jesteśmy, że działamy, istniejemy – ubieramy koszulki, gdzie podkreślone jest słowo „liceum”, bo tak byliśmy i nadal przez wielu jesteśmy kojarzeni. Do liceum właśnie wracamy w ofercie edukacyjnej na rok szkolny 2017/18, podkreślając jak wielu mamy absolwentów, którzy osiągnęli w życiu sukces. Nie rezygnujemy też z klasy zawodowej. Staramy się przyciągać do nas już uczniów klas szóstych. Odwiedzali LO m.in. przy okazji dni kariery zawodowej czy dni otwartych. W maju wspólnie chcemy zorganizować „Łobżenicki Dzień Sąsiada”. Organizujemy konkursy, gdzie trzeba wykazać się wiedzą i przyciągamy uczniów nie tylko z najbliższej okolicy. Nawiązaliśmy kontakty z Krajenką, Zakrzewem, zachęcamy w Rudnej do tego, by łączyła nas nie tylko wspólna parafia, ale i szkoła średnia. Bardzo dobrze współpracujemy z miejscowym gimnazjum oraz miejscowym samorządem, radnymi powiatowymi i starostą pilskim - im też zależy, żeby w tym mieście istniała szkoła średnia. Docieramy także do ludzi, którzy mury liceum dawno już opuścili, czego dowodem może być koncert walentynkowy. 10 plakatów w mieście i nasi uczniowie, którzy chodzili i zapraszali niemal jak Magda Gesler sprawiło, że mieliśmy tu 14 lutego tłumy. Co ważne, wszystkie wydarzenia dzieją się w takich godzinach, by nie zakłócać procesu dydaktycznego. To ważne dla jakości kształcenia. Z kolei po lekcjach uczniowie naszej szkoły mogą rozwijać się podczas zajęć dodatkowych, które prowadzi doświadczona, dobra kadra. Nieoceniona jest też bardzo prężna rada rodziców, której także zależy na losie tej szkoły.
Znam w Polsce miejsca, gdzie takie rozwiązania się sprawdziły, więc mogę przypuszczać, że i u nas byłoby podobnie. Jednak póki co temat jest nieaktualny. Powiat nie zgodził się, by wraz z oddaniem zarządu nad szkołą przekazać jej majątek, na czym gminie zależało.
Reklama
Odwiedzający ją nauczyciele szkół podstawowych, metodycy są zdania, że mamy świetne warunki, ogrom pomocy dydaktycznych i dobrą kadrę. Szkoła specjalna nie jest zagrożona. Od nowego roku szkolnego powstaną co najmniej dwa nowe oddziały. Większym problemem może być, czy się pomieścimy, czy nie będzie potrzebny kolejny remont, na co w powiecie może nie być pieniędzy.
Mam super rodzinę. Owszem, od kiedy zarządzam szkołą i jestem dyrektorem dom jest postawiony na głowie, a lodówka często świeci pustkami – jednak nikt mi tego nie wypomina. Wiem, że w mężu, dwóch córkach, teściowej, siostrach, całej rodzinie mam ogromne wsparcie. Po godzinach spędzonych w szkole padam na pysk, ale jestem szczęśliwa. Nigdy nie sądziłam też, że mam wokół siebie tylu życzliwych mi oraz temu co robię ludzi. Dziękuję im za to. Nie sądziłam też, że aż tylu osobom zależy na tym, jaka przyszłość czeka nasze liceum. W końcu w przyszłym roku obchodzić będziemy 70–lecie jego powstania. Niektórzy już pytają, czy będzie zjazd absolwentów. Nie można ich zawieść!
Reklama
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szkoda, że pani dyrektor nie wspomniała jak potrafiła mścić się na uczniach i jak uczyła matematyki. Do sali wchodziła trzaskając drzwiami, już było wiadomo, że ma nerwa. Do dzisiaj mam koszmary i nie lubię matematyki, a to za sprawą tej osoby.
Szkoda, że pani dyrektor nie wspomniała jak potrafiła mścić się na uczniach i jak uczyła matematyki. Do sali wchodziła trzaskając drzwiami, już było wiadomo, że ma nerwa. Do dzisiaj mam koszmary i nie lubię matematyki, a to za sprawą tej osoby.