Wiem, że są tacy, którzy zarzucają mi, że wszędzie się pcham, nie znając szerszego kontekstu mojej pracy. Wiele z funkcji, które pełnię, powierzono mi z tego względu, że angażowałem się w to, co robię. „Wybierają cię wtedy, kiedy jesteś aktywny” – tak to rozumiem. To było dostrzegane. Dzisiaj wcale nie ma zbyt wielu ludzi, którym się chce robić coś więcej niż tylko to co muszą. Sporo jest natomiast takich, którzy zazdroszczą tego, że ktoś inny swoją pracą coś osiągnął. A czy ja to lubię? Mógłbym żyć i bez tego. Kilka lat temu przeżyłem coś, co zupełnie zmieniło moją optykę patrzenia na świat. Funkcje, stanowiska, władza? Nie mają żadnego znaczenia w obliczu śmierci.
Pod koniec lat 90-tych zostałem sołtysem Piesna i jestem nim do dzisiaj. Głębiej w struktury gminnego samorządu wciągnął mnie ówczesny burmistrz Stanisław Jendrzejewski. To były czasy, gdy sołtysi nie byli aż tak aktywni jak teraz. Ja się widocznie wyróżniałem, interesowałem, bo zostałem zaproszony do współpracy z funkcjonującym wtedy zarządem gminy. Mówiono o mnie sołtys – sołtysów. W następnych wyborach, gdy po raz pierwszy burmistrzem został Eugeniusz Cerlak, do kandydowania na radnego namówił mnie ustępujący z tej funkcji w naszym okręgu Mirosław Pepliński. Było nas wtedy kilkunastu kandydatów. Zaufaniem obdarzono mnie i tak jestem radnym już czwartą kadencję.
Reklama
To nie była łatwa droga, nie spadło mi to z nieba. Zaczynałem jako wiceprzewodniczący i przewodniczący komisji rolnej, później wiceprzewodniczący rady. Był jednak taki moment, kilka lat temu, gdzie mocno naraziłem się czołowym działaczom Platformy Obywatelskiej. Wykorzystali oni Górkę Klasztorną do celów własnej promocji, a ja mocno i publicznie się temu sprzeciwiłem, mówiąc im to prosto w oczy. Wiele osób dobrze to pamięta. Po tym wydarzeniu próbowano mnie zniszczyć, ośmieszyć - degradując z tych funkcji, z których się dało. To uświadomiło mi też, jak bardzo ta wielka polityka jest obecna tu na dole – tylko po co? Do czego to potrzebne? Przez cztery lata byłem szeregowym radnym i też było dobrze. Jak już mówiłem, nigdzie się nie pcham. To, że teraz zostałem przewodniczącym RM, to była wola radnych.
Nie jest tajemnicą, że rozmowy na temat tego kto, jaką funkcję obejmie toczą się najpierw poza salą sesyjną i pierwszą po wyborach sesją. Naturalnym wyborem wydawał się Edward Starszak, pełniący tę funkcję od kilku kadencji. Jednak radni chcieli zmiany na tym stanowisku. Co więcej - sam były przewodniczący otwarcie powiedział w rozmowie ze mną, że chce odpocząć od tej funkcji. Później rozmawiałem jeszcze z pozostałymi radnymi i postanowiłem się zgodzić. Miałem w końcu doświadczenie w samorządzie. Jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że Edwarda Starszaka zastąpić nie będzie łatwo. Powiedziałem to nawet po zaprzysiężeniu, że bardzo wysoko podniósł poprzeczkę swoją pracą i wiedzą na temat samorządu. Dlatego zabiegałem, żeby szefował najważniejszej z komisji, która zajmuje się sprawami budżetu. Chciałem, żeby tak doświadczony człowiek był obok mnie.
Reklama
I tu wracamy do politykowania na takim szczeblu jak nasz. Po co? Po co takie rozgrywki? Nie chcę żadnej wojny w radzie, bo do tej pory bardzo dobrze się nam współpracowało, chyba za dobrze... Odnoszę jednak wrażenie, że to co się wydarzyło, nie było przypadkowe, że znowu ktoś próbuje mi zaszkodzić, zdyskredytować, zlinczować. Za co? Argumentacja, że kogoś dopuszczam do głosu, a nie powinienem, do mnie nie trafia, bo każdy ma się prawo wypowiedzieć w punkcie, który zresztą nazywa się „Wolne głosy i wnioski”. Nie doszło do żadnych nadużyć i to nie tylko moje zdanie, ale też sporej grupy radnych. A gdyby było inaczej – to tak jak zapowiedziałem - będę interweniował. Inna sprawa to raport komisji rewizyjnej w sprawie świetlic. Dlaczego tylko w stosunku do mnie napisano o niegospodarności, złym dopilnowaniu świetlicy i terenu wokół niej?
W wywiadzie prasowym ze mną zaraz po wyborach dziennikarka użyła stwierdzenia, że zostałem już sołtysem, radnym, przewodniczącym rady – to teraz czas na zostanie burmistrzem. To mi zresztą nawet swego czasu proponował jeden z komitetów, ale jak widać nie podjąłem się tego. Nie należę do żadnej partii, zawsze startowałem z własnego komitetu. Być może przez tamto stwierdzenie, przez głosy, które słyszy się w terenie, jestem postrzegany jako kandydat i stąd to wszystko.
Reklama
Na tę chwilę mogę śmiało powiedzieć, że nie. Nie dam się też zniszczyć.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kapeja jest nie wiarygodny tak jak Panowie w tych smiesznych sukienkach czarnych koniec kropka jak ma ziemie to niech zajmie sie ziemia a nie pcha sie w polityke malo mu
Pan Rydzyk Gdzie P.Kapeja działa czy w tej Górce to jego sprawa jego wiary to jego czas , A ty do czego się nadajesz nie napisałeś .
Kapeja to sie nadaje na Ksiedza tyle tam dziala w tej Gorce
Kapeja to sie nadaje na Ksiedza tyle tam dziala w tej Gorce
Tak trzymaj!
Kapeja jest nie wiarygodny tak jak Panowie w tych smiesznych sukienkach czarnych koniec kropka jak ma ziemie to niech zajmie sie ziemia a nie pcha sie w polityke malo mu
Pan Rydzyk Gdzie P.Kapeja działa czy w tej Górce to jego sprawa jego wiary to jego czas , A ty do czego się nadajesz nie napisałeś .
Kapeja to sie nadaje na Ksiedza tyle tam dziala w tej Gorce