Plakat i Facebook to oręż księdza w krzewieniu wiary. Ksiądz Rafał Ochojski wie, że w internecie jest "wiele syfu", ale jest to też przestrzeń do głoszenia nauk Kościoła. - Bo prawdy Ewangelii są niezmienne - mówi misjonarz
Grzech jest czadowy
Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Złotowie. Z przeszklonej gabloty na wiernych wychodzących z niedzielnej mszy spogląda plakat. Na ciemnym tle widać postrzępioną chmurkę dymu i napis „grzech jest czadowy”. Pierwsza reakcja? Zdziwienie. Pochwała grzechu w kościele? - Trudno mi powiedzieć, ile osób się zgorszyło, ile osób przeczytało i ucieszyło się, że coś takiego wywiesili w kościele – śmieje się ksiądz Rafał, autor plakatu. Misjonarz przekonuje, że w tej i innych pracach chodzi o zwrócenie uwagi na rzeczy istotne. Dlatego pod chmurką jest mniejszy napis: „bo tak samo jak czad wchodzi w Twoje życie, zatruwa je, niszczy i zabija”. Podobnych plakatów ksiądz Rafał zrobił kilkadziesiąt. Jedne mówią o grzechu, inne zachęcają do przystępowania do sakramentów, promują powołania kapłańskie. Zdaniem autora nie jest to reklama Kościoła. - Ludzie mają podejść i zobaczyć, że jest tam coś więcej. Na swego rodzaju prowokacje ksiądz ma zgodę przełożonych. – Głębia przekazu z tych plakatów trafia do ludzi – zaświadcza proboszcz parafii, ks. Dariusz Chabraszewski.
Cud w konfesjonale
Środa, godzina 6:15. Zakonnicy modlą się wspólnie. Wśród nich ksiądz Rafał. Krótko ostrzyżony, z trzydniowym zarostem rozmawia z Bogiem. Za moment wyjdzie do ludzi, ale ta chwila jest tylko jego i współbraci. Podtrzymywanie więzi zakonnych jest jednym z nakazów Misjonarzy Świętej Rodziny.
Kilkadziesiąt minut później misjonarz idzie do świątyni. Dużo wcześniej z planu wie, czy będzie spowiadać, czy ma odprawić mszę świętą. – Zawsze idę do kościoła 10 minut wcześniej, bo to jest ważne spotkanie – 30–latek obraca srebrną obrączkę z modlitwą Ojcze Nasz, założoną na mały palec lewej dłoni. Być może pomaga mu się to skupić, gdy opowiada o tym, co dzieje się w konfesjonale. - Są sytuacje, kiedy ktoś przychodzi z wielkimi problemami i ja wtedy czuję się taki malutki... – mężczyzna instynktownie ścisza jeszcze przed chwilą pełen energii głos. - Ale kiedy rozmawiamy, to w konfesjonale dzieją się cuda. Pan Bóg kieruje tą rozmową. Ludzie czasem wychodzą i dziękują za pomoc płacząc.
Ksiądz Rafał podkreśla, że sprawowanie sakramentów to jego główne działanie. Ale w konfesjonale dzieje się jeszcze coś. Próbując zmierzyć się z problemami wiernych ksiądz ma wizję kolejnego plakatu. - Nagle pojawia mi się w głowie obraz – to jest to, co można przedstawić w takiej formie – oczy misjonarza zdradzają jego pociąg do grafiki. Sam uczy się stosować ją do celów duszpasterskich. - W seminarium jeden ze współbraci pokazał mi, jak nanosić napis na zdjęcie i od tego się zaczęło. Ale dziś nie siadam do komputera i nie robię plakatu, bo dawno niczego nie trzasnąłem. To wynika z konkretnego problemu – zapewnia ksiądz, a ja przyglądam się jego ubraniu. Biały t–shirt, na nim zielonkawa koszula, ciemne dżinsy. I oryginalne okulary.
Rowerem do człowieka
Te same okulary ksiądz Rafał nosi w kościele i w szkole. Ubiera je też na rower. – Mam rower Giant Rainer – to świetna maszyna, nie do zdarcia i bardzo mi pomaga – zakonnik jeździ na nim od 2009 roku. Dostał go od dziesiątki przyjaciół z okazji święceń kapłańskich. Po porannej mszy Rafał Ochojski zmienia się nie do poznania. Zdejmuje sutannę i zakłada spodnie bojówki, buty trekkingowe i koszulkę. Czasami tę z napisem OCHRONA. Nad napisem widnieją mniejsze „Michał Archanioł to mwoja...”. Spod niej wygląda koloratka. Szkoła już czeka. Ksiądz sięga po wcześniej spakowany plecak. W nim notatnik, piórnik, czasami głośnik, żeby z komórki puścić uczniom piosenkę znalezioną w sieci. – Rekwizytów używam od czasu do czasu, bo najważniejszy jest przekaz – podkreśla mój rozmówca, cały czas żywo gestykulując. Jego innowacyjność doceniają inni. Bożena Ksycka, dyrektor Zespołu Szkół Katolickich: - Tym ksiądz Rafał zdobywa uczniów. Jest dzisiejszy, bo używa takiego sprzętu jak uczniowie.
Tylko czarny Giant księdza jest tematem tabu. - Mój rower stoi przed szkołą, a dzieciaki grają tam w piłkę. Jak piłka uderza w rower, to jest cisza... hhh… księdza rower. Czasem im grożę palcem, mówiąc, że jak ktoś w niego uderzy, to zostawię go z religii. Śmieją się, bo mnie znają – misjonarz uśmiecha się na to wspomnienie. Ale rower to coś więcej niż środek transportu. Dzięki niemu ksiądz Rafał spotyka ludzi. Zatrzymuje się, rozmawia. - Czasami jest to wielkie zdziwienie, bo nie wszystkich udało mi się jeszcze spotkać – miłośnik wycieczek rowerowych wierci się na parafialnym krześle.
Język, który zbliża
Ksiądz Ochojski ma tyle samo energii co dzieci i młodzież, z którymi pracuje. Na spotkania z nimi duchowny zabiera a to kartony, a to wiadra i miotły. Z ich pomocą tłumaczy, jak przygotować się do przyjścia Chrystusa lub zbudować dla niego świątynię. Uczy przez zabawę. – Przedstawione obrazowo lepiej im się to utrwala. Nie raz spotkałem się z głosami, że i dla dorosłych to jest bardziej zrozumiałe – duszpasterz wciska mocniej na palec złotą obrączkę z dziesiątką różańca i podkreśla rolę autentyczności w pracy z młodymi chrześcijanami. - Młodzież jest wymagająca i chce konkretu, jasności, przykładu z życia. I dostaje... piasek. Po jednym z nabożeństw młodzież otrzymuje mały woreczek z drobnym, sypkim piaskiem. Wcześniej ksiądz Rafał z mikrofonem w ręce przechadza się po kościele Szkolnym i tłumaczy im, że każdy potrzebuje swojej pustyni, by odnaleźć to, co ważne. Miejsca bez telefonu, internetu, telewizora. – Powiedziałem, żeby schowali ten piasek np. w pismo święte i jak go znajdą, by pomyśleli, że czasem trzeba w ciszy pewne rzeczy przemyśleć – powtarza z rozmysłem.
Z premedytacją też używa języka młodzieży. Ks. Rafał: - Język może być dobrym narzędziem albo stwarzać mur. Język polski jest piękny, ale w żywym przekazie musi być prosty. Nie prostacki, ale zrozumiały. Czasami pewne zwroty, grypsy stosuję. Choćby kwestia skrótów facebookowych.
Nie jestem luzakiem
Facebook, fotoblog, internet w ogóle to narzędzia, po które ks. Rafał Ochojski sięga odważnie. Wrzuca tam swoje plakaty, zapowiedzi imprez, zdjęcia z wycieczek. Nie daje się jednak wciągnąć sieci. Spędza w niej około 20 minut dziennie. - Jest tam też wiele zła, syfu, ale dla kontrastu ta przestrzeń powinna być zagospodarowana dla ewangelizacji – zakonnik zdradza swe nowoczesne podejście. Za to też darzą go szacunkiem podopieczni. – Ksiądz rozumie problemy uczniów, jest też ich przyjacielem – podkreśla dyrektor B. Ksycka. Dzieje się tak mimo iż misjonarz nie próbuje nikomu przypodobać się na siłę. Rafał Ochojski: - Ja nigdy nie starałem się być luzakiem, który co drugie słowo wciska joł, żeby się podobać młodzieży. Kumpli mają wszędzie, a widać w rozmowie, że potrzebują przewodnika, który nie tworzy barier.
Ksiądz Rafał ma dar pokonywania przeszkód i zyskiwania sympatii. Legendą już jest w Zespole Szkół Katolickich jego kawa z ekspresu, którą przygotowuje dla innych nauczycieli. Przede wszystkim jednak jest duszpasterzem. - Staram się w tym wszystkim kierować Ewangelią i dobrem drugiego człowieka. Żeby swoją osobą nie przysłonić tego, co jest istotą. Nie chodzi mi o przerost formy nad treścią – akcentuje duchowny z 3-letnim stażem. Grafiki jednak nie porzuci. - To jest dar dany od Pana Boga i nie mogę go zakopać...
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze