Reklama

Nie mówię joł

02/07/2012 00:00
Plakat i Facebook to oręż księdza w krzewieniu wiary. Ksiądz Rafał Ochojski wie, że w internecie jest "wiele syfu", ale jest to też przestrzeń do głoszenia nauk Kościoła. - Bo prawdy Ewangelii są niezmienne - mówi misjonarz

Grzech jest czadowy

Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Złotowie. Z przeszklonej gabloty na wiernych wychodzących z niedzielnej mszy spogląda plakat. Na ciemnym tle widać postrzępioną chmurkę dymu i napis „grzech jest czadowy”. Pierwsza reakcja? Zdziwienie. Pochwała grzechu w kościele? - Trudno mi powiedzieć, ile osób się zgorszyło, ile osób przeczytało i ucieszyło się, że coś takiego wywiesili w kościele – śmieje się ksiądz Rafał, autor plakatu. Misjonarz przekonuje, że w tej i innych pracach chodzi o zwrócenie uwagi na rzeczy istotne. Dlatego pod chmurką jest mniejszy napis: „bo tak samo jak czad wchodzi w Twoje życie, zatruwa je, niszczy i zabija”. Podobnych plakatów ksiądz Rafał zrobił kilkadziesiąt. Jedne mówią o grzechu, inne zachęcają do przystępowania do sakramentów, promują powołania kapłańskie. Zdaniem autora nie jest to reklama Kościoła. - Ludzie mają podejść i zobaczyć, że jest tam coś więcej.
Na swego rodzaju prowokacje ksiądz ma zgodę przełożonych. – Głębia przekazu z tych plakatów trafia do ludzi – zaświadcza proboszcz parafii, ks. Dariusz Chabraszewski.

Cud w konfesjonale

Środa, godzina 6:15. Zakonnicy modlą się wspólnie. Wśród nich ksiądz Rafał. Krótko ostrzyżony, z trzydniowym zarostem rozmawia z Bogiem. Za moment wyjdzie do ludzi, ale ta chwila jest tylko jego i współbraci. Podtrzymywanie więzi zakonnych jest jednym z nakazów Misjonarzy Świętej Rodziny.

Kilkadziesiąt minut później misjonarz idzie do świątyni. Dużo wcześniej z planu wie, czy będzie spowiadać, czy ma odprawić mszę świętą. – Zawsze idę do kościoła 10 minut wcześniej, bo to jest ważne spotkanie – 30–latek obraca srebrną obrączkę z modlitwą Ojcze Nasz, założoną na mały palec lewej dłoni. Być może pomaga mu się to skupić, gdy opowiada o tym, co dzieje się w konfesjonale. - Są sytuacje, kiedy ktoś przychodzi z wielkimi problemami i ja wtedy czuję się taki malutki... – mężczyzna instynktownie ścisza jeszcze przed chwilą pełen energii głos. - Ale kiedy rozmawiamy, to w konfesjonale dzieją się cuda. Pan Bóg kieruje tą rozmową. Ludzie czasem wychodzą i dziękują za pomoc płacząc.

Ksiądz Rafał podkreśla, że sprawowanie sakramentów to jego główne działanie. Ale w konfesjonale dzieje się jeszcze coś. Próbując zmierzyć się z problemami wiernych ksiądz ma wizję kolejnego plakatu. - Nagle pojawia mi się w głowie obraz – to jest to, co można przedstawić w takiej formie – oczy misjonarza zdradzają jego pociąg do grafiki. Sam uczy się stosować ją do celów duszpasterskich. - W seminarium jeden ze współbraci pokazał mi, jak nanosić napis na zdjęcie i od tego się zaczęło. Ale dziś nie siadam do komputera i nie robię plakatu, bo dawno niczego nie trzasnąłem. To wynika z konkretnego problemu – zapewnia ksiądz, a ja przyglądam się jego ubraniu. Biały t–shirt, na nim zielonkawa koszula, ciemne dżinsy. I oryginalne okulary.

Rowerem do człowieka

Te same okulary ksiądz Rafał nosi w kościele i w szkole. Ubiera je też na rower. – Mam rower Giant Rainer – to świetna maszyna, nie do zdarcia i bardzo mi pomaga – zakonnik jeździ na nim od 2009 roku. Dostał go od dziesiątki przyjaciół z okazji święceń kapłańskich.
Po porannej mszy Rafał Ochojski zmienia się nie do poznania. Zdejmuje sutannę i zakłada spodnie bojówki, buty trekkingowe i koszulkę. Czasami tę z napisem OCHRONA. Nad napisem widnieją mniejsze „Michał Archanioł to mwoja...”. Spod niej wygląda koloratka.
Szkoła już czeka. Ksiądz sięga po wcześniej spakowany plecak. W nim notatnik, piórnik, czasami głośnik, żeby z komórki puścić uczniom piosenkę znalezioną w sieci. – Rekwizytów używam od czasu do czasu, bo najważniejszy jest przekaz – podkreśla mój rozmówca, cały czas żywo gestykulując. Jego innowacyjność doceniają inni. Bożena Ksycka, dyrektor Zespołu Szkół Katolickich: - Tym ksiądz Rafał zdobywa uczniów. Jest dzisiejszy, bo używa takiego sprzętu jak uczniowie.


Tylko czarny Giant księdza jest tematem tabu. - Mój rower stoi przed szkołą, a dzieciaki grają tam w piłkę. Jak piłka uderza w rower, to jest cisza... hhh… księdza rower. Czasem im grożę palcem, mówiąc, że jak ktoś w niego uderzy, to zostawię go z religii. Śmieją się, bo mnie znają – misjonarz uśmiecha się na to wspomnienie. Ale rower to coś więcej niż środek transportu. Dzięki niemu ksiądz Rafał spotyka ludzi. Zatrzymuje się, rozmawia. - Czasami jest to wielkie zdziwienie, bo nie wszystkich udało mi się jeszcze spotkać – miłośnik wycieczek rowerowych wierci się na parafialnym krześle.

Język, który zbliża

Ksiądz Ochojski ma tyle samo energii co dzieci i młodzież, z którymi pracuje. Na spotkania z nimi duchowny zabiera a to kartony, a to wiadra i miotły. Z ich pomocą tłumaczy, jak przygotować się do przyjścia Chrystusa lub zbudować dla niego świątynię. Uczy przez zabawę. – Przedstawione obrazowo lepiej im się to utrwala. Nie raz spotkałem się z głosami, że i dla dorosłych to jest bardziej zrozumiałe – duszpasterz wciska mocniej na palec złotą obrączkę z dziesiątką różańca i podkreśla rolę autentyczności w pracy z młodymi chrześcijanami. - Młodzież jest wymagająca i chce konkretu, jasności, przykładu z życia.
I dostaje... piasek. Po jednym z nabożeństw młodzież otrzymuje mały woreczek z drobnym, sypkim piaskiem. Wcześniej ksiądz Rafał z mikrofonem w ręce przechadza się po kościele Szkolnym i tłumaczy im, że każdy potrzebuje swojej pustyni, by odnaleźć to, co ważne. Miejsca bez telefonu, internetu, telewizora. – Powiedziałem, żeby schowali ten piasek np. w pismo święte i jak go znajdą, by pomyśleli, że czasem trzeba w ciszy pewne rzeczy przemyśleć – powtarza z rozmysłem.

Z premedytacją też używa języka młodzieży. Ks. Rafał: - Język może być dobrym narzędziem albo stwarzać mur. Język polski jest piękny, ale w żywym przekazie musi być prosty. Nie prostacki, ale zrozumiały. Czasami pewne zwroty, grypsy stosuję. Choćby kwestia skrótów facebookowych.

Nie jestem luzakiem

Facebook, fotoblog, internet w ogóle to narzędzia, po które ks. Rafał Ochojski sięga odważnie. Wrzuca tam swoje plakaty, zapowiedzi imprez, zdjęcia z wycieczek. Nie daje się jednak wciągnąć sieci. Spędza w niej około 20 minut dziennie. - Jest tam też wiele zła, syfu, ale dla kontrastu ta przestrzeń powinna być zagospodarowana dla ewangelizacji – zakonnik zdradza swe nowoczesne podejście.
Za to też darzą go szacunkiem podopieczni. – Ksiądz rozumie problemy uczniów, jest też ich przyjacielem – podkreśla dyrektor B. Ksycka. Dzieje się tak mimo iż misjonarz nie próbuje nikomu przypodobać się na siłę. Rafał Ochojski: - Ja nigdy nie starałem się być luzakiem, który co drugie słowo wciska joł, żeby się podobać młodzieży. Kumpli mają wszędzie, a widać w rozmowie, że potrzebują przewodnika, który nie tworzy barier.

Ksiądz Rafał ma dar pokonywania przeszkód i zyskiwania sympatii. Legendą już jest w Zespole Szkół Katolickich jego kawa z ekspresu, którą przygotowuje dla innych nauczycieli. Przede wszystkim jednak jest duszpasterzem. - Staram się w tym wszystkim kierować Ewangelią i dobrem drugiego człowieka. Żeby swoją osobą nie przysłonić tego, co jest istotą. Nie chodzi mi o przerost formy nad treścią – akcentuje duchowny z 3-letnim stażem. Grafiki jednak nie porzuci. - To jest dar dany od Pana Boga i nie mogę go zakopać...

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości