Reklama

(Nie)spodziewana wizyta

21/07/2012 00:00
Przy blokach na ulicach Słowackiego i Bohaterów Westerplatte od dwóch lat, nocą, pojawiają się lisy. Mieszkańcy zdążyli się już przyzwyczaić, chociaż zwierzęta stają się coraz bardziej bezkarne i mogą zdradzać objawy wścieklizny

Od dwóch lat mieszkańcy ulic Słowackiego i Bohaterów Westerplatte mają na swoim osiedlu gości. Pojawiają się zazwyczaj w godzinach wieczornych i niemal bezszelestnie przemykają po pustych ścieżkach, szukając pożywienia.

Nieliczni, którzy je widzieli zarzekają się, że lisy naprawdę grasują po ich osiedlu, nie pojedynczo, a w grupach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, Złotów to w końcu miasto ekologiczne, przyjazne naturze, mamy nawet kilka jeleni, a jednak... Lisy kojarzą się nie tylko z puszystą kitą, ale również z wścieklizną, chorobą zakaźną. Zwierzę zarażone wirusem jest agresywne i nieobliczalne, może łatwo zarazić człowieka lub domowego pupila, psa lub kota, nawet poprzez krótki kontakt.
[[reklama]]
Wydaje się, że pomimo zagrożenia mieszkańcy zdążyli przywyknąć do obecności dzikich zwierząt tuż obok siebie. Ostatnie tygodnie wzbudziły jednak niepokój u jednego z mieszkańców bloku numer 6 przy ul. Boh. Westerplatte. - Te lisy nie boją się ludzi. Szukają pod oknami jedzenia, którego nie brakuje, zawsze ktoś dokarmia bezpańskie psy, koty. Lisy widocznie się zorientowały i polubiły darmową stołówkę. Zwykle widzę je w ciepłe noce, w okolicach północy do godziny drugiej – mówi zaniepokojony mężczyzna. Mieszkaniec bloku numer 6 twierdzi, że lisy nie wyglądały na przerażone, ale były niespokojne i wydawały z siebie dziwne piski. - Musiałem złapać jakiś kij, bałem się, tak na mnie warczały. W końcu uciekły – opowiada.

Zapytany o obecność lisów na złotowskim osiedlu powiatowy lekarz weterynarii Marek Winiarski twierdzi, iż nie dotarły do niego żadne informacje na ten temat, a brak strachu u zwierząt może być spowodowany głodem. Lekarz zapewnia również, że nie ma powodów do paniki. - Wścieklizna na terenie powiatu złotowskiego nie zdarzyła się już od dawna, a każde ugryzienie odnotowane na pogotowiu jest od razu sprawdzane pod kątem wirusa przenoszącego chorobę. Pomimo braku zgłoszeń o wściekliźnie na naszym terenie już od wielu, wielu lat, cyklicznie zrzucana jest z samolotu szczepionka, którą lisy zjadają, następnie koło łowieckie, na zlecenie powiatowego lekarza weterynarii, wybija 130 sztuk w ciągu roku, próbki ze zwierząt są pobierane i wysyłane do laboratorium w Poznaniu - zapewnia weterynarz.
[[reklama]]
- Lisy są całkiem normalnym zjawiskiem na wsi, o tej porze roku to normalne, zwierzęta zdobywają jedzenie dla swoich młodych. Zgłoszeń o pojawieniu się lisów w Złotowie jednak nie miałem – mówi Adam Pulit, specjalista do spraw gospodarki leśnej złotowskiego nadleśnictwa.

Spółdzielnia Mieszkaniowa „PIAST”, zarządca bloków, również zaprzecza, jakoby mieszkańcy skarżyli się na intruzów.

Chociaż groźba zarażenia się wścieklizną ze strony lisów nie istnieje, jak utrzymuje lekarz weterynarii, trudno sobie wyobrazić zgodne życie dzikich zwierząt z ludźmi. Wątpliwe jest, aby wywiązała się pomiędzy nimi więź, jaką znamy choćby z opowieści o Małym Księciu i lisku. Może przy kolejnej wizycie lisów mieszkańcy zgłoszą odpowiednim organom ten fakt, zwierzęta powinny wrócić do swojego naturalnego środowiska. Miasto to z pewnością nie jest miejsce dla dzikich zwierząt.

Agnieszka Piec
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości