Reklama

Nie zamierzam rezygnować

16/04/2013 10:10
Dekada działalności, setka zrealizowanych pomysłów, pozyskanych blisko 200 tys. zł. - Wiem, że jestem liderem. Biorę na siebie odpowiedzialność - mówi prezes Tilii. Z Piotrem Wandasem rozmawia Piotr Steffen

Był Pan zaskoczony tym, że Lech Wiśniewski odmówił kandydowania do zarządu Tilii?
Tak. Nawet bardzo. Nic o tym wcześniej nie wiedziałem. Chociaż jestem przekonany, że będziemy mogli liczyć na wsparcie dyrektora GOK-u. Sam zresztą zapowiedział, że będzie z nami współpracował. Ma doświadczenie, bo wniosków pisze więcej niż cała Tilia razem wzięta.

Już po zebraniu pytał Pan o powody odmowy?
Nie było jeszcze okazji.

Po wyborach zarząd trochę się zmienił. Jak porównałby Pan go do poprzedniego?
Jest podobny, ale dopływ nowych osób zawsze jest dobry. Możliwe, że zrodzą się nowe pomysły. Liczę zresztą na to.

Ludziom chce się jeszcze społecznie pracować?
Dużo zależy od lidera. Część ludzi ma pomysły, ale sądzi, że wystarczy o nich powiedzieć, a ktoś inny wykona przysłowiową brudną robotę. Z kolei inni rzeczywiście chcą działać, tylko trzeba ich trochę ukierunkować, formalnie im pomóc.

Zdaje Pan sobie sprawę, że w Tilii jest tym liderem?
Biorę na siebie odpowiedzialność. Skoro jestem w stowarzyszeniu od początku, czuję to zobowiązanie.

Tilia kończy w tym roku 10 lat. Pan był tym, który przed dekadą rzucił pomysł założenia stowarzyszenia?
To była potrzeba chwili. Byliśmy zaproszeni jako Nadleśnictwo Lipka do gminy Debrzno, wtedy jeszcze do nieformalnego tworu, jakim była Grupa Partnerska Naszyjnik Północy będąca podstawą obecnej Lokalnej Grupy Działania Naszyjnik Północy. Chodziło o wspólne zagospodarowanie terenu wokół tamtejszego jeziora. Zostałem oddelegowany, zaczęły się spotkania, szkolenia, ludzie z Debrzna mocno współpracowali z Fundacją Partnerstwo dla Środowiska z Krakowa. Ta fundacja była aktywna na naszym terenie. Przy tamtej okazji padł pomysł, żeby zdobyć środki na przygotowanie czegoś w naszej gminie. Wybraliśmy park w Małym Buczku. Pieniędzy nie mogło pozyskać z przyczyn formalnych nadleśnictwo, dlatego pierwszy projekt realizowaliśmy przez urząd gminy. Z czasem zrodziła się jednak potrzeba powołania stowarzyszenia. Spotkanie założycielskie odbyło się w lipcu 2002 roku. Żeby założyć stowarzyszenie potrzeba było 15 osób, a zjawiło się 40. Formalnie zaczęliśmy działać od 13 stycznia 2003 roku, kiedy to nastąpiła rejestracja stowarzyszenia w KRS. Z czasem skład się wymieniał, zdecydowana większość pozostała do dzisiaj. Obecnie Tilia liczy 31 osób.

Bywało, że zdawał Pan sobie sprawę, że właściwie sam niesie ten bagaż? Że, jako lider, sam Pan za wielu pracował i buntował się wewnętrznie, w co się wpakował?
Obowiązków nie brakuje, przede wszystkim przy sprawach dokumentacyjnych, formalno-prawnych. Ale nigdy nie byliśmy aż tak obłożeni projektami, żeby nie dawać sobie rady. Prawda jest taka, że praca w stowarzyszeniu to realizowanie zamierzeń ludzi, którzy w nim działają. Bądź pomysłów związanych z lasami, rekreacją, czy rowerami, jak w przypadku Wita Łańcuckiego. To przecież przy Tilii powstała Grupa Rowerowa Lipka. Z czasem pojawiły się też inne inicjatywy, np. te realizowane przez sołectwa naszej gminy, jak Batorówko, Batorowo, Łąkie czy w Stołuńsku. Przy okazji chciałbym serdecznie podziękować w imieniu naszego stowarzyszenia naszym darczyńcom oraz sympatykom. Z naszego terenu to: Nadleśnictwo Lipka, Urząd Gminy Lipka, Gminny Ośrodek Kultury w Lipce, Bank Spółdzielczy w Lipce, koło PZW w Lipce oraz wielu innych.

Przez dekadę ile łącznie zrealizowaliście inicjatyw?
Kilka, a bywało, że nawet kilkanaście rocznie, więc przez 10 lat łącznie na pewno była to około setka przedsięwzięć.

[[reklama]]

Jedna, która najbardziej została w pamięci to...
Chyba to, że właśnie naszym projektem było przystąpienie do opracowania pierwszej strategii gminy „Moja gmina, mój dom” z 2003 roku. To był nasz pomysł, konkretnie Sławka Heciaka, który niestety nie jest już członkiem stowarzyszenia. Napisaliśmy projekt do ambasady USA, dostaliśmy grant w wysokości 5 tys. dolarów. Od tego zaczęły się prace nad strategią, która zresztą przed rokiem była aktualizowana. Tamta strategia dla gminy była jedną z pierwszych wykonanych poprzez autentyczne konsultacje społeczne.

Różne były komentarze oceniające te aktualizacyjne prace sprzed roku. Jak Pan je oceniał?
Rzeczywiście były dalekie od tego, jak wyglądały prace przed dekadą. Ale była ta korzyść, że otrzymaliśmy możliwość bez kosztowego wykonania strategii, w ramach programu Decydujemy Razem, grzechem byłoby nie wykorzystać tego. Owszem, trochę było to na siłę, ale dużo jednak zrobiono, a stary dokument musiał zostać zaktualizowany. Przy okazji mogliśmy przekonać się, że przez lata trochę rzeczy z tamtej strategii zostało jednak zrealizowanych. Pomimo tego, że dokument tak naprawdę jedynie przeleżał w biurku. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej. Że rzeczywiście będziemy pracować na odnowionej strategii, że będzie ona żywym dokumentem.

Jaką łącznie kwotę pozyskaliście przez wszystkie lata?
Trudno mi dzisiaj dokładnie oszacować, ale myślę, że suma ta nie przekroczyła 200 tys. zł. Widać więc z tego, że nie mamy tzw. „parcia na kasę”. Stowarzyszenie nie powstało stricte do pozyskiwania pieniędzy, ale do pobudzania inicjatyw. Tych, którzy chcą coś zrobić, ale niekoniecznie chcą specjalnie zakładać w tym celu stowarzyszenie. Z założenia jesteśmy więc taką platformą umożliwiającą działanie innym. Jak sama nazwa zresztą wskazuje – Centrum Inicjatyw Lokalnych - od początku miało być bodźcem. Przede wszystkim zależy nam na działaniu, a nie pozyskiwaniu pieniędzy. Choć bez nich oczywiście wielu rzeczy nie da się zrealizować.

W jakim miejscu jest Tilia po 10 latach? Chciałby Pan ją rozwijać czy trwać w sytuacji i pracować na miarę obecnych możliwości?
W mojej ocenie musimy zostać na obecnym poziomie. Owszem, gdyby byli chętni, którzy chcieliby się bardziej zaangażować w pozyskiwanie i rozliczanie dotacji można byłoby pomyśleć o etacie, jakimś biurze. Bez tego nie ma sensu oczekiwać czegoś więcej. Tyle że wtedy trzeba też mieć pieniądze na wynagrodzenie takiego pracownika. Poza tym czy jest sens, skoro w gminie jest komórka odpowiedzialna za pozyskiwanie unijnych środków? Gmina ma większe możliwości, ma budżet, płynność finansową, środki na wkład własny. Łatwiej jej zdobyć zewnętrzne fundusze.

[[reklama]]

Mówi się, że w Polsce zbyt dużo unijnych pieniędzy jest marnotrawionych. Zgadza się Pan z taką opinią?
Mam świadomość, że czasami są pisane projekty tylko po to, żeby przerobić pieniądze i dać je komuś zarobić. Czy szkoda tych pieniędzy? Tak i nie. Bo jednak ta cała biurokracja ma pewną ukrytą wartość. Ludzie zaangażowani wokół projektów kształcą się, zdobywają wiedzę, doświadczenie, umiejętności. To zawsze może w przyszłości zaprocentować. Sądzę, że nawet w okolicy mamy sporo osób, które dzisiaj potrafią robić te rzeczy.

To ostatnia Pana kadencja jako szefa Tilii? Bo miałem wrażenie na zebraniu wyborczym, że z chęcią posadziłby Pan kogoś innego na fotelu prezesa.
To błędne wrażenie. O tym, kto będzie prezesował Tilii w dalszej przyszłości zadecydują kolejne wybory. Ja mam chęć tutaj dalej pracować. Gdy jest się przy czymś od początku, ciężko  samemu zrezygnować. Dlatego cieszę się, że przez kolejną kadencję będę mógł kierować naszym stowarzyszeniem. Nie zamierzam rezygnować.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości