To ze względu na Henryka Szopińskiego działacze PO postanowili rozstać się z Wełniakiem i zawiązać własny komitet - tak mówi Tomasz Fidler, z którym o przyzwoitości, twardych i miękkich charakterach, oraz rzucaniu partyjną legitymacją rozmawia Mariusz Leszczyński
Co się takiego wydarzyło, że nagle PO, postanowiło złamać wcześniejsze ustalenia i jednak zdecydowało się wystawić własną listę w wyborach do powiatu? Trzeba zacząć od początku, kiedy to jesienią ubiegłego roku przy jednym stole zasiedli radni z klubu PO w powiecie: Kazimierz Trela, Ryszard Sikora, Roman Runge, Karol Pufal. Zapytałem ich, czy chcą pójść do wyborów jako PO, czy komitet ponadpartyjny. Powiedzieli, że lepsza będzie druga opcja, bo daje ona szersze możliwości w doborze kandydatów i realizacji programu. W tym momencie zaczęły się rozmowy z PO. W kwietniu odbyła się rada powiatowa PO, na której wszyscy obecni, jednomyślnie, zdecydowali o poparciu tej inicjatywy. Podjęta została nawet stosowna uchwała, którą wysłaliśmy do Poznania. Pod koniec maja komitet był niemal gotowy do startu, a na początku sierpnia odbyła się konferencja, na której zaprezentowaliśmy większość naszych kandydatów. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie europoseł Adam Szejnfeld, który na sierpniowym posiedzeniu zarządu zażądał od władz PO w powiecie, by stworzyły komitet PO. Ja nie jestem człowiekiem, który poddaje się zewnętrznym naciskom. Przedstawiłem argumenty na to, że PO w wyborach samorządowych wcale nie osiąga najlepszych wyników, że komitety niezależne otrzymują większe poparcie. Siła nacisku Adama Szejnfelda była jednak druzgocąca i na następnym posiedzeniu rady powiatowej PO podjęta została decyzja o utworzeniu komitetu wyborczego PO w wyborach do powiatu.
Ktoś był przeciw takiej decyzji? Wiele osób.
To dlaczego taka decyzja? W zasadzie nie było głosowania.
To kto taką decyzję podjął? Część działaczy PO. Przewodniczący Stanisław Chmielewski był w tej grupie? Tak. A czym argumentowali takie stanowisko? Wyborami do sejmiku samorządowego.
Nazwijmy rzecz po imieniu: jeśli nie będzie komitetu wyborczego PO w powiecie, to Henryk Szopiński nie będzie na drugim miejscu na liście w wyborach do sejmiku – tak? Dokładnie. Aczkolwiek nikt takiego ultimatum nie postawił wprost, niemniej, zdaniem członków PO, istniała taka obawa. I ja tę argumentację rozumiem.
Ale się z nią Pan nie zgadza. Nie zgadzam, bo uważam, że trzeba być twardym, a nie miękkim i trzeba brać pełną odpowiedzialność za podjęte decyzje i dane słowo.
Tak jak miękcy są niektórzy z Pana partyjnych kolegów? Ma Pan im za złe, że taką decyzję podjęli? Nie, nie mam. Zdecydowała tzw. „wielka polityka”, która moim zdaniem na poziomie powiatu nie ma racji bytu. A propos polityki. Na konferencji półtorej miesiąca temu opowiadaliście o apolityczności, a tu się okazało, że za komitetem Zadbajmy o Powiat stała cała PO, oczywiście do czasu. Dlaczego nie powiedzieliście ludziom, że rada powiatowa PO zaakceptowała pomysł stworzenia komitetu Zadbajmy o Powiat z Wełniakiem jako jednym z liderów? Nie macie z tego powodu wyrzutów sumienia, że tak oszczędnie dysponowaliście prawdą? Chyba o tym wspominaliśmy podczas tego spotkania.
Nie, przejrzałem cały materiał filmowy z konferencji i słowem na ten temat się nie odezwaliście. No to faktycznie. Ale na konferencjach tak bywa, że nie wszystko uda się powiedzieć albo strzeli się gafę. Zapewniam jednak, że nie chcieliśmy robić z tego żadnej tajemnicy. Zresztą wydawało mi się, że moja obecność i obecność innych ważnych działaczy PO wyraźnie na to wskazuje. Mnie bardziej się wydawało, że mamy do czynienia z jawnym podziałem w strukturach PO, tym bardziej, że przewodniczący PO Stanisław Chmielewski milczał. Nie wie Pan przypadkiem, dlaczego Stanisław Chmielewski, który jest, bądź co bądź, szefem PO w powiecie nie zabiera oficjalnie głosu w sprawie zamieszania z komitetami? Nie wiem. Szczerze.
Myśli Pan, że jest mu tak po ludzku najzwyczajniej w świecie głupio, że nie dotrzymał umowy, że wystawił do wiatru nie tylko Wełniaka, ale i Pana? Nie tędy droga. Jestem w stu procentach przekonany, że Stanisław Chmielewski jest człowiekiem, który ze wszech miar unika konfliktowych sytuacji i za to mam do niego szacunek.
To dlaczego Wełniak dowiedział się o zerwaniu umowy z naszej gazety, a nie z ust przewodniczącego partii w powiecie, która mu coś przyrzekła? Hmmm. Może dlatego, że właśnie chciał uniknąć konfliktu?
Dobre. Tak napiszę. Wracając jednak do Pana osoby. Nie jest już Pan członkiem PO. W odpowiedzi na apel burmistrza Wełniaka rzucił Pan legitymacją partyjną, w przeciwieństwie do wszystkich swoich kolegów. Nie na apel burmistrza. O tym, że zrezygnuję, poinformowałem członków rady powiatowej PO na moim ostatnim spotkaniu w dniu 8. września a więc na długo przed apelem Stanisława Wełniaka.
Tak czy inaczej, moim zdaniem rzucił Pan, bo ma najwięcej do stracenia, wiedząc, że tylko Wełniak jest w stanie Pana pociągnąć za sobą, by zdobył Pan mandat. Proszę się nie gniewać, ale lista Platformy Obywatelskiej tego Panu nie zagwarantuje. Całkowicie się nie zgadzam. Jestem przekonany, że PO w wyborach do powiatu na terenie Złotowa zdobędzie mandat. Przypomnę tylko, że cztery lata temu w Złotowie zdobyliśmy 2 mandaty, a ja osobiście z woli wyborców uzyskałem 539 głosów czyli drugi wynik w mieście spośród 40 kandydatów.
To dlaczego nie poszedł Pan z PO? Bo obiecałem coś radnym, a ja słowa dotrzymuję.
A Pana koledzy nie dotrzymali i nie ma Pan do nich żalu. Żalu nie mam, bo tak jak politykiem się bywa, tak bywa się radnym czy starostą. Ja mam dzieci, żonę, pracę, do której mogę wrócić na początku grudnia. Mam też w sobie tę przyzwoitość, która nie pozwala mi opuścić radnych, z którymi przez ostatnie cztery lata współpracowałem.
Dlaczego mam wierzyć, że to co Pan mówi jest szczere i pozbawione wyborczego podtekstu? Proszę się nie gniewać, ale ja mam takie przeczucie, że dziś, na niespełna dwa miesiące przed wyborami Pan i członkowie PO - każdy idzie w swoją stronę, tak dla niepoznaki, a dzień po wyborach ponownie będziecie jedną drużyną, która będzie rządziła i dzieliła. Nie tylko ja mam takie wątpliwości, Wełniak również. Jemu już raz ktoś obiecał, że nie będzie konkurencyjnej listy. Co to znaczy jedna drużyna? Czy to znaczy, że zbierze się grupa radnych i wspólnie będzie podejmować mądre decyzje? Jeśli tak to nie ma sprawy. Jeśli jednak to ma być drużyna: teraz jesteśmy w PO, bo tak nam było przed wyborami wygodniej, to nie, to nie ze mną takie numery. Na poziomie powiatu ważniejsze jest doświadczenie wieloletnich samorządowców takich jak: Ryszard Sikora, Kazimierz Trela, Elżbieta Kozicz, Wojciech Kurdzieko, Piotr Jończyk czy Stanisław Wełniak niż bezwzględne trzymanie się szyldów partyjnych.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze