Reklama

Niech ktoś spróbuje to zepsuć!

05/10/2014 00:00
Dyrektor Okoneckiego Centrum Kultury Adam Kościańczuk złożył rezygnację. Twierdzi, że zadecydowały względy osobiste

Ile dokładnie trwała Pańska przygoda z kulturą w Okonku?
Siedem miesięcy.

To chyba za mało na podsumowania, ale spróbujmy. Tak sobie Pan to wszystko w lutym wyobrażał?
Zdecydowanie nie. Wszyscy straszyli mnie, że będzie gorzej, a było wręcz przeciwnie, może dlatego, że trafiłem w odpowiednim miejscu na odpowiednich ludzi. Rozumieliśmy się od początku. Ale przyczyniły się do tego rozmowy w cztery oczy z każdym. Byłem osobą całkowicie z zewnątrz, ale dzięki temu, że dałem się poznać, otworzyłem się, ludzie mi zaufali.

Co zapisałby Pan na swoim koncie jako kulturalny sukces?
Wypisałem sobie niedawno swoje sukcesy i zajęło to dwie strony. Dla mnie nawet najmniejsza inicjatywna była sukcesem. Uważam, że odniosłem sukces na trzech polach. Po pierwsze udało mi się zaprosić do Okonka bardzo ciekawych ludzi, artystów, zorganizować ciekawe imprezy. Po drugie, w dziedzinie administracyjnej, czyli porządkowaniu dokumentacji związanych ze statutem, regulaminem. Był to naprawdę duży problem. I trzecia sprawa: remonty świetlic wiejskich, porządki wokół nich i Okoneckiego Centrum Kultury.

[[reklama]]

Czego się Panu nie udało zrobić?
Początki były trudne, ale z czasem było coraz lepiej. Uczyliśmy się na błędach i staraliśmy się je eliminować. Jak zaczynałem pracę, to miałem pomysły na trzy lata, więc normalne, że większości z nich nie udało mi się zrealizować. Było też kilka spraw, których nie planowałem, jak na przykład zespół Repersi. Przyszli do mnie i powiedzieli, że nie mają gdzie ćwiczyć i czy im pozwolę. Powiedziałem: proszę bardzo, a dzisiaj, po kilku miesiącach, mamy fajny zespół, który gra każdy rodzaj muzyki, na przykład wystawiał obrzędy dożynkowe. Wielka w tym zasługa pana Adama Wejnera z Okonka. Wiem, że choruje, ale mam nadzieję, że dalej pokieruje zespołem, bo mamy wielkie plany z nim związane. Niedługo powstanie zespół dziecięcy, ale tym zajmie się już mój następca.

Chce Pan, aby następca realizował Pana pomysły czy zostawia mu Pan wolną rękę?
Mam rozpisane na miesiące co planowałem. Zostawiam dobrze funkcjonujący organizm ze wspaniałymi pracownikami. Niezależnie od tego, kto mnie zastąpi, niech tylko spróbuje to zepsuć (śmiech).

Czy wśród osób, z którymi Pan pracował, jest ktoś, kogo by Pan polecił na swojego następcę?
Są dwa nazwiska, ale nie chcę ich na razie wymieniać. Rozmawiałem już z nimi, rozmawiałem z burmistrzem na ten temat.

Przeszkadzał ktoś Panu w pracy? Ktoś się wtrącał w to, co Pan robił? Mam tu na myśli głównie urzędników.
Jeżdżąc po różnych ośrodkach kultury w powiecie słyszałem o problemach wynikających z tego, że ktoś z zewnątrz coś chciał podpowiadać, narzucić. U mnie takiej sytuacji nie było. Byłem szczęśliwy, że nikt się do mojej pracy nie wtrącał. O co prosiłem Radę Miasta, burmistrza, zawsze to dostawałem, oczywiście w miarę możliwości. Miałem totalnie wolną rękę w tym, co robię. Gdyby było inaczej, na pewno bym zareagował.

Likwidacja stanowiska kierownika biblioteki była dobrym posunięciem?
Biblioteka funkcjonuje bardzo dobrze. Spotykałem się wielokrotnie z pracownikami, jeździłem po wioskach, nie było żadnych problemów. Wręcz przeciwnie, dzięki temu, że ja jestem ich bezpośrednim przełożonym jest lepszy przepływ informacji. Myślę, że ta decyzja była korzystna dla wszystkich stron.

Mówiło się, że w Miejsko–Gminnym Ośrodku Kultury, dziś OCK, pracuje dużo ludzi, a nic się nie dzieje. Miał Pan pokusy „odchudzić” placówkę?
Nie chcę krytykować poprzedników, ale zastałem taką sytuację, że niektóre obowiązki były przydzielone nieodpowiednim ludziom. Powiem więcej: brakowało ludzi. Mam tu na myśli stażystów, których niedawno zatrudniłem. Gdyby nie Mirosław Jankowski i Rafał Jakiel, to proszę mi wierzyć, wiele rzeczy nie udałoby się zrobić. Pan Mirek robi wszystkie ozdoby, zajmuje się scenografią, drobnymi remontami. Odciążyłem panie, które to robiły, a które miały całkiem inne obowiązki. Rafał z kolei zajmuje się sprawami nagłośnienia, oświetlenia, sprawami elektronicznymi, komputerowymi. Nie mogłem zrozumieć, że kiedy przyszło nam zrobić w kwietniu rozpoczęcie sezonu motocyklowego, to do rozłożenia sceny miałem tylko jednego człowieka, który zwołuje swoich kolegów z miasta, żeby mu pomogli. Taka sytuacja dla mnie była nie do przyjęcia. Cieszę się, że teraz nie ma z tym problemów.

Ale ktoś złośliwy powie, że sceny rozstawia się tylko trzy razy do roku.
Tak, ale chcę przypomnieć, że mamy bibliotekę publiczną, trzy punkty biblioteczne na wsiach i dziewięć wiejskich świetlic. W każdej jest coś do zrobienia: a to kran przecieka, a to farba odpadła, a to sufit dziurawy. My musimy to zrobić, nie wynajmiemy do takich prac firmy. Proszę zobaczyć, jak teraz wygląda otoczenie OCK. Dla mnie obecny skład osobowy jest optymalny.

Będzie Pan tęsknić za Okonkiem? W drodze nad morze zajedzie tu Pan?
Wszyscy mnie o to pytają i zapraszają. Okonek będę bardzo mile wspominał. Była to dotychczas moja najlepsza praca, jaką miałem. Żal mi to zostawiać, ale życie pisze różne scenariusze. Mi napisało trochę inny niż planowałem. Wierzę, że ten, kto przyjdzie tu po mnie, będzie to, co zaczęliśmy, kontynuował.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości