Nigdy nie jestem zadowolony z tego, co robię i niechętnie to prezentuję. Mówi się, że dzieło nigdy nie jest skończone i też tak to odczuwam. Zresztą nie ma tego tyle, żeby zrobić jakąś wystawę. Niestety mam o swojej twórczości niskie mniemanie i nie sądzę, abym był gotowy do wywiadu.

Arkadiusz Pluta ze skromnością wypowiada się o swojej twórczości
Chyba od zawsze.
Każdy sam wycenia swoje dzieła. Takie są po prostu ceny na Zachodzie. Niewiele sprzedałem, tylko jeden obrazek. Na tego typu portalach jest mnóstwo ludzi i trudno się przebić. W końcu na świecie jest nas 7 miliardów, więc tych malarzy też trochę jest.
Reklama
Raczej to pasja niż sposób na życie. Nie da się z tego wyżyć, jeśli się robi takie rzeczy jak ja. Chociaż teraz założyłem firmę: artystyczne malowanie ścian, grafik na pojazdach, motocykle. Myślę, że będzie dawać mi to przyjemność.
Ostatnio pracowałem w sklepie ogólnospożywczym u brata. Z zawodu jestem technikiem-mechanizatorem rolnictwa. Miałem różne prace, ale nigdy w zawodzie: w magazynie, jako zastępca majstra, nawet lastrykarz.
Nie sprzedaje Pan obrazów, unika ich wystawiania, więc co się z nimi dzieje?
Większość tego, co zrobiłem, rozeszło się po rodzinie i znajomych. Część, jak widać, stoi tutaj. Ja po prostu nie robię tego dużo. Brakuje weny, bo jak człowiek chodzi do pracy i przychodzi o 18.00, to już ciężko jest. Kiedyś siedziałem po nocach, ale to się skończyło chronicznym zmęczeniem. Dlatego obrazy powstają miesiącami. Chociaż kiedy pomysł wydaje mi się bardzo dobry, to wtedy potrafię się sprężyć.
Najpierw musi przyjść pomysł. Potem robię szkice, które następnie przenoszę na płótno. No i później maluję, choć, jak mówiłem, ciężko jest przyjść z pracy, chwycić za pędzel i zrobione. Trzeba odnaleźć w sobie spokój, żeby to zrobić porządnie. Dlatego nigdy nie jestem z końcowego efektu zadowolony. Tak sobie myślę, że gdybym miał miesiąc na to, by od rana do wieczora nad obrazem siedzieć, to wtedy może by wyszło jak należy.
Reklama

HARDY
Ostatnio zainteresowałem się grafiką komputerową. Na tapecie mam husarię. Wymyśliłem sobie taki obrazek i już długo nad nim pracuję. Tworzę go od początku. Przeczytałem, że husarz swoją kopią, która czasami miała do 5 m, mógł przebić jednym uderzeniem nawet 5 przeciwników. Nigdzie takiej sceny nie widziałem, więc pomyślałem, że zrobię taki rysunek. W obecnie malowanych dziełach, przedstawiających husarię brakuje mi historycznego podejścia i trochę fabuły.
U mnie to trwa. Najpierw robiłem szkice na paragonach w sklepie w wolnych chwilach. Potem te surowe szkice przenoszę na komputer, ale dalej potrzeba dużo pracy. Staram się, żeby to dobrze było zrobione, więc jeszcze kilka miesięcy.
Reklama
Tak. Książki i internet i jakoś się da nauczyć. Na żadne specjalistyczne kursy nie chodziłem. Nie wiem, czy za dużo rzeczy nie próbuję naraz, może powinienem się skupić na jednej, ale chcę wiele w życiu posmakować.
Dość nie mam nigdy. Mógłbym się temu poświęcać codziennie, ale po prostu czasami absorbują mnie inne sprawy. Dopiero co założyłem własną firmę i to też jest bardzo czasochłonne.

LAMPART
Proces na pewno, bo mnie to bawi, lubię to robić, ale na koniec też czasami jest zadowolenie. Nie powiem, lubię czasami spojrzeć na swoje dzieło. U brata wisi moja kopia „Ważącej perły” Vermeera i jak go odwiedzam, to lubię sobie na nią popatrzeć . Jestem zadowolony z tego co wyszło, ale to kopia, więc też nie wypada tego nikomu przedstawiać.
Reklama
Nie mam określonych tematów, które lubię malować. Kiedyś przede wszystkim robiłem kopie. Była to forma nauki od mistrzów. To się ludziom podobało i szybko się rozchodziło, choć oczywiście nie za pieniądze. Tak to u nas jest, że ludzie lubią sztukę, ale jeśli jest za darmo. Może jeszcze czujemy się biedni, bo cały czas gonimy ten Zachód.
Rzeczywiście jest z tym teraz gorzej. Kiedyś więcej sztuki się przedstawiało w mediach. Wydaje mi się, że jest tego zdecydowanie mniej w telewizji. Jeśli już to sztuki bardziej popularne, jak sztuka wokalna.
Reklama
Obawiałem się, że będą takie pytania, a ja nie znam na nie odpowiedzi. Gdzieś się z tym chyba urodziłem, bo już jako dziecko lubiłem przerysowywać sobie zwierzątka z książek.

PIĘCIU
Mój tata rysował ładne końskie głowy, więc może to on mnie popchnął na tę ścieżkę. W moim życiu był też taki moment, że byłem w Bochni. Tam mój przyjaciel Antoni Stąpór, wielki intelektualista, założył szkołę dla ludzi, którzy się nie dostali na studia plastyczne. Byłem tam przez trzy lata. Uczyliśmy się sami od siebie, zapraszaliśmy znanych malarzy, organizowaliśmy wystawy. Potem niestety to się rozmyło.
Reklama
Vermeer przede wszystkim, potem Bruegel, Tycjan. Jest ich sporo, bo lubię wiele rzeczy.
Kiedyś próbowałem, ale żona nie była zadowolona.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Akurat Beksiński, mundralo, był i amatorem i z prowincji. Nieuku.
Chętnie ustawił bym sobie na tapecie w komputerze "Pięciu" szkoda, że nie jest w pełnej rozdzielczości tutaj wrzucona.
tobie pewnie zawsze nogi śmierdzą.
Każdy kiedyś był początkujący, czy z metropolii czy z prowincji. Chodziło mi bardziej o odczucia estetyczne i pojmowanie piękna. Jeden lubi mandarynki, drugi jak mu nogi śmierdzą... :)
Prowincjonalnego amatora porównujesz do Beksińskiego?
Serio? A obrazy Beksińskiego widziała(e)ś? Wiesz po ile "chodzą"? Nie to ładne, co ładne, tylko to co się komuś podoba...
Pięknie Pan maluje i wiać,że ma Pan talent ale agresja i brzydactwo na obrazach ? tego nikt nie kupi. Może namalowałby Pan obraz jak Rubens?
Akurat Beksiński, mundralo, był i amatorem i z prowincji. Nieuku.
Chętnie ustawił bym sobie na tapecie w komputerze "Pięciu" szkoda, że nie jest w pełnej rozdzielczości tutaj wrzucona.
tobie pewnie zawsze nogi śmierdzą.