Reklama

(Nie)poprawny poradnik. Szymon Sendłak i jego sposób na podróżowanie

25/11/2017 11:00
Ilu ludzi, tyle pomysłów i celów do osiągnięcia. Czasami warto jednak coś od kogoś podpatrzeć, skorzystać z czyjegoś doświadczenia

Pasja? Nie, tak tego bym nie nazwał. Ciężko mi nazwać podróżowanie pasją, bo to właściwie nie jest nic przyjemnego. Życie przez jakiś czas na walizkach, śmieciowe jedzenie i spanie w spartańskich warunkach – nic fajnego! Ale to, co napędza, to ta chęć przeżycia czegoś nowego, doświadczenia. I to chyba śmiało mogę nazwać swoją pasją! Żeby nie popaść w stagnację. Zobaczyć coś. Porozmawiać z kimś. Przy podróżach łatwo o nowe wrażenia, a jeszcze łatwiej o te niespodziewane. Ktoś mądry kiedyś powiedział: „Pewnego dnia całe życie przemknie Ci przed oczami, upewnij się, że będzie co wspominać”. Wydaje mi się, że właśnie to doświadczanie pcha mnie do przodu. Żeby życie nie było monotonne i żeby było co wspominać

– podsumowuje naszą rozmowę Szymon Sendłak z Krajenki. Część z Was zapewne zna to uczucie, wielu natomiast waha się i nadal z różnych powodów nie chce, albo nie może, dać się mu ponieść. Może jednym z nich jest niewystarczająca ilość informacji? Jeśli tak, dobrze trafiliście. Ten mini poradnik nie jest jednak dla każdego. Na początku trzeba pozbyć się wielkich wymagań, co najwyżej, jak to określił Szymon, skupić się tylko na tzw. „biedawymaganiach”. W tego rodzaju podróżach nie chodzi o to, żeby smażyć się na plaży, pstrykać fotki znanym z wielkich ekranów obiektom, popijać drinki w luksusowym kurorcie, a doświadczać – i to wszystkimi zmysłami. Być tam, gdzie chcesz być. Przeżywać życie tu i teraz. Jeśli się zdecydowałeś, czytaj dalej. Szymon to doskonały planista, choć jeszcze młody (rocznik 1995) doskonale wie, co mówi.

Reklama

Iwama, wrzesień 2017 (Szymon z lewej)

Rozdział I: znajdź wariatów

Szymon swoją przygodę z podróżowaniem zaczął w szkole średniej. Po skończeniu krajeńskiego gimnazjum dostał się do Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Curie–Skłodowskiej w Złotowie. Wybrał profil matematyczno–fizyczny. Zawsze stąpał twardo po ziemi. Planował. Poza tym uwielbia wiedzieć, jak co funkcjonuje.[[pay]] Obecnie studiuje na Akademii Górniczo–Hutniczej w Krakowie na kierunku energetyka, a od zeszłego roku również elektrotechnikę. W tych zawodach niewątpliwie widzi przyszłość, a przy okazji uczy się tego, co lubi. W ogólniku jednak wszystko się zaczęło. Był on dla niego miejscem do próbowania sił w różnych obszarach. Szymon miał okazję m.in. realizować się jako aktor w „Matysarku”, a także przewodniczyć samorządowi uczniowskiemu. To wszystko wyposażyło go, jak to mawia się na studiach, w tzw. soft skille, czyli umiejętności miękkie.

Reklama

Na pewno łatwiej mi występować przed większą grupą, gdy trzeba zaprezentować coś na zajęciach. Ten stres jest mniejszy. Dzięki doświadczeniu nie angażowałem się też w samorząd studencki. W ogólniaku było to fajne, choć trzeba było trochę się przy tym na biegać, ale po szkole raczej nie było za wiele obowiązków. Chociaż nie powiem, że nie było ich wcale. Tutaj wiedziałem, że trudno będzie już pogodzić to wszystko

– wyjaśnia. W I LO przede wszystkim jednak poznaje ludzi, którzy robią mu apetyt na poznawanie świata. Są nimi Piotr Witecki ze Złotowskiego Korpusu Ekspedycyjnego oraz Ireneusz Brewka, nauczyciel języka angielskiego.

Reklama

Jako uczniowie „Ogólniaka” dorabialiśmy też z rówieśnikami do wycieczek klasowych.

I tak Francję, Hiszpanię, a nawet Niemcy (dzięki wymianie uczniowskiej) Szymon odwiedził, nie ukończywszy 18 lat. Apetyt rósł. Kolejnym celem, jaki sobie obrał, były Stany Zjednoczone. Do tego zapalił go wspominany nauczyciel języka angielskiego, który sam od 20 lat jeździ na tzw. Campy, które umożliwiają poznanie kultury amerykańskiej i zapewniają finanse na rozpoczęcie zwiedzania USA. Na tę przyjemność Szymon zmuszony był jednak poczekać aż do chwili, gdy będzie studentem. Cierpliwość i determinacja, których nauczyło go aikido, zaprocentowały.

Reklama

Jak sobie coś postanowię to zawsze wytrwale dążę do celu. Przypuszczam, że dzięki filozofii aikido, która jest moją pierwszą i najważniejszą pasją w życiu. Zacząłem treningi w wieku 8 lat i póki zdrowie mi na to pozwoli, nie zmierzam z tego rezygnować

– zaznacza. Efekt: w czerwcu 2015 roku wsiada w samolot i dociera do New Hampshire w północno–wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Tutaj rozpoczyna się jego pierwsza poważna przygoda życia. Zaczyna od pracy na campie, w kuchni. To możliwość dla osób, które nie ukończyły 26 roku życia, a mają status studenta. Szczegółowe informacje dostępne są m.in. na stronach internetowych (np. www.campleaders.pl). Całkowity koszt, jaki Szymon poniósł, łącznie z biletem i wizą, to około 2.500 złotych. Na miejscu, po zakończeniu pracy, studenci otrzymują kieszonkowe – około 1200 dolarów. To, jak już przetestowali nasz rozmówca i jego koledzy, wystarcza na dwa tygodnie podróżowania. Szymon pracował łącznie 8 tygodni, potem był miesiąc na zwiedzanie.

Reklama

Razem z grupą poznanych na miejscu osób wynajęliśmy samochód. Podczas pierwszej podróży zwiedziłem m.in. Nowy York, Waszyngton i Boston. Drugi raz, w 2016 roku, plan był już lepiej dopracowany

– mówi. W tym miejscu kłania się kolejna zasada lub, jak kto woli, rada, aby wszystko dokładnie planować.

Ja mam określone, gdzie chcę jechać, co zobaczyć. Nie chcę później żałować, że czegoś nie widziałem. Do tej pory nie mogę sobie darować przejazdu przez Red Desert. Nie zdawałem sobie sprawy, że pominęliśmy tak piękne miejsce. Czas nas jednak gonił. W 2016 roku przejechaliśmy jakieś 9 tys. mil w ponad dwa tygodnie. Wspomnienia są niezapomniane. Z New Hampshire polecieliśmy do Las Vegas i tam udaliśmy się na północ aż do Seattle

Reklama

– wyjaśnia. Szymon z tych podroży wyniósł przede wszystkim piękne obrazy. Jego głównym celem jest doświadczanie wszystkimi zmysłami otaczającej go natury. Najchętniej wybiera się w dzikie, nieodkryte miejsca, a tych w USA nie brakuje. W takim stylu podróżowania poznaje się również ciekawych ludzi. Poza tym, gdy człowiek żyje w trudnych warunkach poznaje swoje słabości, ograniczenia. Ważnym składnikiem udanej podróżny są dla Szymona ludzie. Dobrze, gdy jest ktoś, kto ma podobną pasję. Razem łatwiej się motywować i działać. Planowanie jednak zostawia sobie: plan podroży układa sam, a reszta się pod nim podpisuje. Taka sytuacja jest dla niego wręcz idealna.

Reklama

Yosemite NP, sierpień 2016

Rozdział II: „biedawymagania”

Prawdziwą szkołą życia dla Szymona i jego grupy była Islandia. Podróżnicy spali w samochodzie, żywili się natomiast produktami, które przywieźli z Polski.

Zabraliśmy jakieś 20 kg jedzenia. W Islandii jest bardzo drogo. Najtańszy chleb kosztuje 12 zł, przy czym litr ropy tylko 6, a więc porównywalnie. Generalnie robi się tam coraz drożej. Islandczycy wyczuli koniunkturę, korzystają z tego, że zaczęła się moda na tego typu dzikie rejony świata. Tak więc jeśli ktoś chce tam jechać, to najlepiej jak najszybciej

Reklama

– wyjaśnia. Jeśli już jednak pojedzie, to najlepszym sposobem na zaoszczędzenie jest unikanie hoteli i jedzenie tzw. śmieciowego jedzenia, zresztą niemal w każdym rejonie świata ta zasada się sprawdza.

Na co dzień staram się zdrowo odżywiać, ale w podroży zrujnowałoby to mój budżet. Liczę na to, bo pewności nie mam, że te kilka tygodni jedzenia makaronów i zupek chińskich, aż tak mi nie zaszkodzi. Taki jest niestety koszt taniego podróżowania. Teraz mam trochę czasu, więc staram się zadbać o siebie. Wracam na siłownię i do zbilansowanej diety

Reklama

– mówi Szymon. Oczywiście podróżnicy pozwalają sobie na coś lokalnego. Cały tygodniowy wyjazd to koszt około 2 i pół tysiąca złotych.

To mało

– twierdzi Szymon.

Gdy kolega robił wstępne wyliczenia wychodziły mu 4 tys.

– dodaje. Dużą rolę obok wyżywienia i noclegu odgrywa także bilet lotniczy. W tym celu trzeba poświęcić trochę czasu przed komputerem i uzbroić się w cierpliwość. Firmy lotnicze co jakiś czas oferują okazyjne przeloty. W przypadku Szymona bilet w obie strony, pod koniec września, kosztował ok. 300 złotych (ok. 500 zł z bagażami – warto zajrzeć tutaj: www.fly4free.pl).

Reklama

Rozdział III: nastaw się pozytywnie

Szymon zaznacza, że nawet doskonałe planowanie nic nie pomoże, jeśli założymy z góry co i jak. Trzeba dać się ponieść chwili, dać sobie miejsce na to, że coś może nie pójść zgodnie z założeniami. To jest podróż, wszystko może się zatem zdarzyć.

W Islandii okazało się, że główna droga, którą mieliśmy jechać, jest zamknięta z powodu powodzi. Plan trzeba było zmienić

– wspomina. Mimo to cieszyli się podróżą i nie załamywali. Grunt to spokój, a taki stres dodaje tylko pikanterii i potem jest co wspominać. Nastawienie przydaje się również w dobie wszechobecnych ataków terrorystycznych. Szymon stara się nie zaprzątać tym głowy. Wychodzi z założenia, że coś złego może się stać nawet tuż za rogiem. Przed większymi podróżami stara się pozamykać swoje sprawy, tak na wszelki wypadek, by uniknąć problemów. W Japonii też był. Dwa razy.

Pojechałem tam, aby trenować aikido, aby pomyśleć i się wyciszyć. Muszę jednak przyznać, że pod koniec dostawałem już w głowę będąc samemu. Przynajmniej nadrobiłem serialową „Grę o tron” i poczytałem

– wyjaśnia. W tej podróży też oszczędzał na jedzeniu oraz korzystał z tanich noclegów w centrum treningowym, śpiąc na macie. Szymon swoje podróże opłaca głównie z oszczędności i stypendium naukowego.

Schonbrunn, Wiedeń, majówka 2017

Rozdział IV: wszędzie dobrze, ale …

Obecnie Szymon odpoczywa. Poświęca się nauce i dbaniu o zdrowie. Myśli jednak już o weekendzie majowym.

Jakoś trzeba go przecież zagospodarować

– mówi. W planach ma także kolejny wyjazd do Stanów. Tym razem zamierza zwiedzić przede wszystkim ich południowo–zachodnią część.

To najpopularniejszy kierunek z San Francisco i Wielkim Kanionem na czele, zostawiałem go sobie na koniec, bo wiem, że tam zawsze znajdę kompanów do podróży

– wyjaśnia. Póki co stara się wykorzystywać każdą nadążająca się sytuację. Na uczelni jest zasada, że z każdego przedmiotu, bez tłumaczeń, może być nieobecny dwa razy. 

Korzystam z tej możliwości skrupulatnie. Tak sobie zawsze układam plan podróży, żeby wszystko się zgadzało. Studentom na pewno łatwiej wyrwać się na takie wyjazdy

– mówi. W przyszłości Szymonowi marzy się praca, w której będzie miał możliwość wzięcia dodatkowego bezpłatnego urlopu.

To będzie mój warunek, jak już będę mógł je stawiać pracodawcy

– zauważa. To jednak daleka przyszłość, choć jak na niego przystało, już po części zaplanowana. Do 26 roku życia zostało mu jeszcze kilka lat. Czas na studiach i możliwości podróżowania, jakie jemu dają, zamierza wykorzystać maksymalnie. A co do jeszcze dalszej przyszłości, to i tu ma pewne zamiary. Jeśli byłaby taka możliwość najchętniej zamieszkałby w Wąsoszkach koło Krajenki, w otoczeniu drzew, przy rzece. Zastanawia się także nad Danią, w której jest bardzo wysoki poziomom ufności w społeczeństwie, co jest zgodne z jego wartościami i, co ważne, najprawdopodobniej nie miałby problemów ze znalezieniem tam pracy w energetyce. Szymon naprawdę lubi mieć wszystko zaplanowane. Potrafi jednak być przede wszystkim tu i teraz. Niespodzianki są u niego mile widziane. A o nie, jak wiadomo, najłatwiej właśnie w podróży.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości