Zostało poczęte z miłości wymieszanej z pasją i narodziło się zdrowe, ponadprzeciętnie silne, wyjątkowo otwarte na świat. Utalentowane i żądne przygód. Stowarzyszenie Miłośników Motocykli Night Rider ma już prawie dwa miesiące
- Jesteśmy nowym dzieckiem gminy – mając na myśli gminę Jastrowie śmieje się Ania Pietruszko, członkini Stowarzyszenia, które zostało powołane do życia 30 października tego roku. Podczas datowanego na ten dzień zebrania ukonstytuował się trzyosobowy zarząd. Prezesem wybrano Zbigniewa Pietruszko, jego zastępcą – Pawła Mikołajczyka, pieczę nad finansami powierzono natomiast Aleksandrze Ogrodnik.
Ludzie – dla ludzi
Członkowie Night Rider, bo taką nazwę z inicjatywy Piotra Mikołajczyka przyjęło Stowarzyszenie, ponad prestiż i elitarny charakter organizacji wynieśli otwartość. Obok niej zatriumfowała aktywność, wszak właśnie takich członków motocykliści chcą widzieć w swoich szeregach.
Wyłącznie o nawijaniu na koła kolejnych kilometrów nie myślą, choć ta kwestia nie wyklucza akurat pozostałych, myślą jednak również o działaniu. Chcą wychodzić do ludzi, cieszyć tych, którym brakuje szczęścia na co dzień, bawić dzieciaki, przełamywać stereotypy. Chcą chcieć.
Integracja – to słowo-klucz pada w naszej rozmowie wiele razy, zarówno w kontekście środowiska motocyklowego, jak i tego lokalnego. Prócz tego żadne tam deklaracje, a fakty.
Pierwszy raz motocykliści z Brzeźnicy, Brzeźnicy Kolonii, Jastrowia, Wałcza i nie tylko pokazali się światu 7 grudnia podczas jastrowskiego Jarmarku Mikołajkowego. Tego dnia zaliczyli też drugi debiut – moto-mikołajki miały finał w Brzeźnicy. Siwobrodzi na motocyklach odwiedzili dzieci i obdarowali je słodyczami. – Te uśmiechy… - bez wątpienia szczęśliwi byli nie tylko najmłodsi.
Coś od siebie
Nie tylko małe radości mają stać się jednak udziałem pasjonatów motocykli z Brzeźnicy i okolic, ale i te większe. Motocykliści mają zamiar zachęcać do dzielenia się – sobą. Dosłownie. Chcą stawić czoła białaczce – jedni już figurują w bazie potencjalnych dawców szpiku kostnego, inni są do rejestracji namawiani.
[[reklama]]
Kolejna motocyklowa akcja – Motoserce, a więc krwiodawstwo. I w nią Night Rider zamierzają się włączyć. Do wielkich celów idą małymi kroczkami, zdecydowanie nabierają jednak rozpędu. - Motocykliści to nie tylko ludzie, którzy hałasują i rozrabiają – przekonuje prezes Stowarzyszenia. Stereotypy, wciąż żywe w społeczeństwie, Nocni Jeźdźcy chcą zatrzeć.
Dla mnie, dla ciebie
Co ciekawe, by zostać członkiem Night Rider wcale nie trzeba mieć motocykla, trzeba natomiast kochać te maszyny bezgranicznie. Stowarzyszenie Miłośników Motocykli – nazwa mówi sama za siebie. – Brakuje nam dziś miłośnika, który nie ma motocykla, ale który ma busa – uśmiecha się Zbyszek. Całkiem poważnie dodaje też, że zrozumiałym jest, że pasja nie zawsze idzie w parze z finansami, dlatego dla Night Rider najważniejsze jest zacięcie.
Maszyny? Nie ma ram. Są i choppery, i sportowe – po małej sprzeczce ustalamy, że tych pierwszych jest w Stowarzyszeniu o włos więcej niż ścigaczy. Turystki? Proszę bardzo. Enduro? Jeśli ktoś ma ochotę... Klasyki? Jak najbardziej.
Otwartość prześlizguje się po wszystkich kwestiach, których dotykamy. Udziela się również w przypadku „kilometrówki”. Potencjalny członek może być wielbicielem podróży zagranicznych, może też jednak kręcić się „wkoło komina”. – Nie rozstrzygamy tej kwestii przez pryzmat portfela – podsumowuje Zbyszek.
Gdzie Nocnych Jeźdźców można spotkać? Najczęściej w drodze. Swojej siedziby jeszcze nie mają, jak słyszę jednak, znalezienie lokum jest jednym z priorytetów grupy. Pozostałe? Dać się zauważyć. I pojechać gdzieś razem, całą ekipą. Dotrzeć się. Co prawda członkowie Stowarzyszania nie znają się od wczoraj, nic tak jednak nie łączy jak wspomnienia, o których można potem pogadać albo… pomilczeć.
Lewa w górę!
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze