Kilka lat temu. Scena Domu Polskiego w Zakrzewie. Zenek Nowakiewicz siada za „garami”. Naciska pedał bębna i podskakuje.
Co jest?!
– krzyczy, ale gra dalej. Co dotknie stopy, czuje mrowienie pod siedzeniem. Po występie biegnie do Henryka Szopińskiego:
Ty, w perkusji chyba jest przebicie!
No coś ty, niemożliwe!
– odpowiada organizator pogrywania weteranów.
Na perkusji gra teraz Stanisław Smełsz, uderza w bęben i nic. Żadnego prądu.
Z. Nowakiewicz nie wierzy, siada na stołku, dotyka stopy i... podskakuje. Cholera!
Wszystko wyjaśnia się po chwili – to Kuba i Szymon, najmłodsi uczestnicy imprezy, zrobili kawał weteranom. Zresztą nie pierwszy.
Stanisław Smełsz należy do złotego pokolenia. W latach 60–tych i 70–tych XX wieku Zakrzewo słynie z muzyków.
Miałem iskrę bożą, zawsze interesowałem się muzyką
– twierdzi 68–latek. Płomień podsycała w nim mama (grała na mandolinie) oraz Józef Jaster. To właśnie miejscowy nauczyciel muzyki i matematyki woził małego Stanisława na lekcje do szkoły muzycznej w Złotowie, prowadzonej przez Stefana Kamprowskiego. Akordeon szybko mu się jednak znudził. Zakochał się za to w saksofonie.
Podglądałem Wagnera, który miał ten instrument opanowany do perfekcji. Pochodził z Czernic, a w Domu Polskim miał próby. Ja mieszkałem naprzeciwko
– wspomina uczestnik imprezy pod nazwą: „Pogrywanie – pograj z nami weteranie”. Z piętnastu edycji opuścił dwie. Pewnie pamięta kawał zrobiony koledze po instrumencie, Bolesławowi Tesmerowi. Zakrzewianin mieszkający od lat w Niemczech przyjechał pograć w Domu Polskim.
Bolek, teraz ty, solo!
– zawołał do niego Henryk Szopiński. Ten dmuchał i nic, nie wydobył żadnego dźwięku. Nadął się i jeszcze raz. Cisza.
Zanim doszedł, co się stało, to solówka minęła. A okazało się, że miał w saksie plastikowy kufel do piwa
– śmieje się pan Heniu. Nikt się nie obraża, bo Pogrywanie to nie jest zwykłe spotkanie muzykantów. Na scenie tworzą się prawdziwe przyjaźnie.
Najdłużej grałem z Maćkiem Gappą, moim przyjacielem. Znakomitym klawiszowcem
– Stanisław Smełsz wraca do opowieści o sobie. Mówi o pracy w Drzewiarzu w Złotowie (jako mechanik), w Złotowskim Domu Kultury i grze na perkusji w big–bandzie. Żałuje, że rodzice nie wybrali dla niego kariery muzycznej.
Skoro mowa o dymaniu bez wspomagania, to musimy przytoczyć historię Edwina Piocha. Zima, za oknem zamieć, a w Domu Polskim...
Och, pamiętam jak w szkole podstawowej grałem na mandolinie. Zespół prowadził Józef Jaster, a należałem do niego ja i dwanaście dziewczyn...
Prosto z wesela w Starej Wiśniewce jechaliśmy na zabawę w Czernicach. Był metr śniegu, więc nie opłacało się wracać do domu. Przespaliśmy się w...
Bo w Pogrywaniu tak jest, że zespoły montuje się na chybcika. Zmieniają się składy, a muzycy wymieniają się instrumentami. To nic, że czasem...
Kiedyś grało się na żywo. Trzeba było dymać, żeby był efekt. A teraz ludzie grają z dyskietek. Udają, że grają. Prawdziwych muzyków coraz rzadziej się spotyka
– twierdzi muzyczny weteran.
Skoro mowa o dymaniu bez wspomagania, to musimy przytoczyć historię Edwina Piocha. Zima, za oknem zamieć, a w Domu Polskim wyłączają prąd. Ratunek w wiarusach – Pawle Skrentnym i Edwinie Piochu.
Chłopaki, tera wy, bo wyście pół życia grali bez prądu i wiecie, jak się to robi
– prosi ich organizator imprezy.
Jo, my to zrobim
Reklama
– muzycy to ludzie pomocni. Pan Edwin bierze sax tenor, ale coś mu nie pasuje. Mlaska z niesmakiem.
Ty, Władek, co to jest, jakieś truskawki…
– mówi do grającego na kontrabasie Władysława Kulpy. A ten się trzęsie ze śmiechu:
Edwin, toć tobie kondoma założyli!
To kolejny żart Szymona i Jakuba.
„Pogrywanie – pograj z nami weteranie” powstało z inicjatywy kapeli Rypcium Pypcium. Panowie chcieli zebrać ludzi, którzy już czynnie nie grają i dać im szansę wzięcia do rąk instrumentów. Choćby raz w roku.
Wyciągnęliśmy wnioski ze spotkań organizowanych przez Maćka Gappę w Złotowie za czasów, gdy dyrektorem był Paweł Berndt. Tam to umierało, bo muzykanci grali dla siebie. A myśmy uznali, że musi być publiczność. Musi być adrenalina. Teraz oni spotykają się po domach i ćwiczą, bo nie ma zmiłuj, publiczność kupiła bilety i chce się bawić
Reklama
– Henryk Szopiński pokazuje na trzydziestu muzyków przybyłych na piętnastą edycję imprezy. Wśród nich jest Bogusław Gabriel. Z niegasnącym uśmiechem pod siwiejącym wąsem. Jego muzą jest gitara basowa. Raz w roku, bo na co dzień w kapeli gra na bandżo.
Och, pamiętam jak w szkole podstawowej grałem na mandolinie. Zespół prowadził Józef Jaster, a należałem do niego ja i dwanaście dziewczyn
– wspomina członek Rypcium Pypcium.
Gry na gitarze uczył go Zdzisław Wiśniewski, samouk, a z zawodu leśniczy. Razem przez lata grali w zespole „Kationy”. Potańcówki i wesela były ich chlebem powszednim.
Robiliśmy zabawy, żeby zdobyć pieniądze na budowę remiz
– pan Bogusław zaznacza, że grało się nie tylko dla własnych korzyści. Podczas służby wojskowej (szkolił się w Ostródzie na czołgistę) grał w zespole występującym w kasynie, ale też szkołach i przedszkolach.
Szczekaczki nagłaśniające jednostkę wykorzystywaliśmy do budowy wzmacniaczy. Nie było sprzętu ani forsy na niego
– opowiada. W cywilu dorabiał, grając w okolicy. Nieraz przez trzy dni nie wracał do domu.
Prosto z wesela w Starej Wiśniewce jechaliśmy na zabawę w Czernicach. Był metr śniegu, więc nie opłacało się wracać do domu. Przespaliśmy się w żuku podczepionym do ciągnika i tak dotarliśmy do celu
Reklama
– wspomina. A potem ukochana postawiła sprawę jasno: ja albo granie. Tak gitara zawisła na ścianie Domu Polskiego.
Chciałem ją teraz odzyskać, ale nie mam odwagi. Nigdy nie wrócę do czynnego grania, ale sentyment i chęć pogrania jest
– mówi charakterystycznym niskim głosem, a przechodzący obok koledzy wołają go na scenę.
Bo w Pogrywaniu tak jest, że zespoły montuje się na chybcika. Zmieniają się składy, a muzycy wymieniają się instrumentami. To nic, że czasem któryś się rozpadnie, jak akordeon Jana Weinstocka, z którego dowcipnisie wyjęli wszystkie gwoździe.
O to w tym naszym spotkaniu chodzi, że jak ktoś zapomni tekstu, to ludzie dośpiewają resztę. A jak się perkusja pomyli, to się nogę w tańcu przełoży
– twierdzi H. Szopiński.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pozdrawiam ejsnych i bejnych z Zakrzewa
Muzycy to najlepsi i najmilsi Ludzie.Zwykle muzycy lubią też matematykę.Muzyka łagodzi obyczaje.
Pozdrawiam ejsnych i bejnych z Zakrzewa
Muzycy to najlepsi i najmilsi Ludzie.Zwykle muzycy lubią też matematykę.Muzyka łagodzi obyczaje.