Nie startuje w zawodach z braku czasu, a modele buduje wyłącznie dla własnej przyjemności, choć zdarzyły się sytuacje mało przyjemne. A prawdziwa zabawa zaczęła się dopiero wtedy, gdy skończył się PRL
Andrzej Gierwatowski w tym roku po raz pierwszy wystawił swoje modele podczas pikniku organizowanego przez Gminne Centrum Kultury w Łobżenicy Modellot. Zainteresowanie prezentowanym przez modelarza samochodem było bardzo duże. Okazuje się, że nie tylko modele jeżdżące są w kręgu zainteresowania miłośnika takich cudeniek. Podejmuje się budowy w zasadzie każdego rodzaju modelu, od jeżdżącyego przez pływający na wodzie, pod wodą, do latającego. Każdy ma w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala się oderwać, nim budowa nie będzie zakończona.
- Co jakiś czas przesiadam się na inny model - potwierdza Andrzej Gierwatowski, który w swojej kolekcji ma między innymi samoloty, śmigłowce, nawet poduszkowiec, samochody terenowe, szosowe, łodzie podwodne, żaglówki, czołgi gąsienicowe, motocykle -wszystkie zdalnie sterowane.
Szybkie i niebezpieczne
-W szkole podstawowej w Łobżenicy była modelarnia prowadzona przez nauczyciela wychowania technicznego Jana Sika. Zapisałem się i tak już została ta miłość do modeli - mówi Andrzej Gierwatowski, jeden z niewielu modelarzy w Łobżenicy. Pasja rozwijała się z czasem. Początki były bardzo niewinne, na najprostszych i najtańszych modelach, a czasami nawet niebezpieczne. - W socjalizmie na aparatury do zdalnego sterowania należało mieć pozwolenie oraz rejestrację Państwowej Agencji Radiowej - przypomina mieszkaniec Łobżenicy. [[reklama]]
- W czasie stanu wojennego przyszła do mnie milicja z nakazem oddania do depozytu radzieckiej aparatury do zdalnego sterowania - opowiada Andrzej Gierwatowski, dzisiaj śmiejąc się, że pewnie zachodziło podejrzenie, że może skonstruować jakąś zdalnie sterowaną bombę. - Wtedy pewne rzeczy były nie do kupienia - dodaje. Gdy skończył się realny socjalizm nie było już problemów z kupnem modeli, odpowiednich części i dopiero wtedy zaczęła się zabawa.
- Kiedyś modele budowało się od podstaw, trwało to rok, dwa. Dzisiaj nie ma na to czasu, kupuje się zestawy i montuje - opowiada modelarz. Tydzień i samochód, który prezentowany był w czasie pikniku, był gotowy. - To jeden z większych samochodów, które dotąd budowałem, w skali 1:5 - prezentuje mój rozmówca samochód terenowy ważący ok. 20 kg, który jak zapewnia Andrzej Gierwatowski, może rozwinąć prędkość nawet do 80 km/h.
Trudniej niż w "realu"
Trzeba pamiętać, że budowa modelu to nie wszystko, później trzeba nauczyć się go prowadzić. Modelarze twierdzą, że latanie modelem śmigłowca okazuje się trudniejsze niż pilotowanie prawdziwej maszyny.
- Model śmigłowca leci raz do nas raz od nas, to jest zupełnie coś innego. Doświadczenia trzeba nabierać na najprostszych modelach, tak, żeby nikomu nie zrobić krzywdy i nie uszkodzić maszyny - radzi początkującym modelarzom. Z braku czasu A. Gierwatowski teraz nie startuje w zawodach. Doświadczenie w prowadzeniu modeli zdobywał więc przez lata, wyłącznie dla własnych przyjemności. - Mam paru znajomych modelarzy, z którymi spotykam się od czasu do czasu. Bywam na przeglądach lub pokazach, ale nie uczestniczę w zawodach - potwierdza.
Pasja też dla młodych
Kiedyś modelarni szkolących młodzież było zdecydowanie więcej. Jak grzyby po deszczu powstawały przy spółdzielniach mieszkaniowych, przy Ligach Obrony Kraju. Dzisiaj w Łobżenicy nie ma żadnej modelarni. Młodzież nie bardzo wykazuje zainteresowanie, goniąc za nowinkami technicznymi, które dzieją się w wirtualnym świecie. Ale może połączyć najnowsze osiągnięcia techniki z wyjściem na powietrze; treningiem prowadzenia modelu?
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze