Tu brązowe, przyprószone „śniegiem” renifery, tam włochate skrzaty, kryjące pod kubraczkami niespodzianki. Z parapetu przez okno, niczym żywe zerkają misternie wycinane z drewna koty, tuż obok nich anioły, które przysiadły na drewnianej skrzynce, a które kiedyś były ozdobą stołowej serwetki. W domu Marty Arndt na każdym kroku można natknąć się na rzeczy niezwykłe, często powstałe z niczego. Żaden z przedmiotów nie został kupiony. Wszystkie wyszły spod jej ręki. Ot, takie hobby...
Odkrywałam to powoli. Dziesięć lat temu opanowałam sztukę robienia wianków z siana, nie kryjąc radości, gdy okazało się, że wyszły całkiem nieźle. Zaczęło mnie to wciągać
Reklama
– wspomina Marta. O technice decoupage, wycinaniu w drewnie, postarzaniu nowych przedmiotów czy szyciu nawet wówczas nie marzyła.
Nigdzie się tego nie uczyłam. Z zawodu jestem... technikiem kosmetologii (uśmiech). Będąc w ciąży, chcąc zabić nudę od „nicnierobienia” buszowałam w internecie podglądając na blogach rękodzielników i ich kanałach na Yotubue co i jak należy zrobić. Wtedy było tego znacznie mniej niż teraz. Łatwiej było o oryginalność. Tak to się rozkręcało
– mówi.

Jak odmienić wizerunek nudnego pudełka. Pomysł i sporo pracy dają takie własnie efekty
Najpierw zakochała się w decoupage.
Staram się nie iść krok po kroku za wyznaczonymi wzorami. Lubię wnieść w technikę coś swojego
– wyjaśnia. W taki sposób przy decoupage zamiast specjalnych i drogich klejów do utrwalania przenoszonych np. z papierowych serwetek grafik postanowiła poeksperymentować z lakierem bezbarwnym. Wyszło z powodzeniem.
To żmudna praca. Na zagruntowane drewno nakłada się grafikę. W przypadku serwetki oddzielasz tylko wzór, pozostałe jej warstwy się nie przydadzą. Przyklejasz to lakierem i czekasz... nawet 72 godziny do pełnego utwardzenia się lakieru. Później jest szlifowanie i lakierowanie, szlifowanie i lakierowanie... – tak kilkanaście razy
Reklama
– uśmiecha się Marta, której przy tej czy innych pracach często pomaga syn, a czasem i mąż. Bywa, że rodzina spędza tak całe popołudnia.

Oto przykład recyklingu. Te skrzaty powstały z materiałów znalezionych w lumpeksie
Przykładem, że Marta z czasem nabrała rozmachu w rękodziele i majsterkowaniu może być fakt przerobienia przez nią domowej kuchni.
Po kilku latach nie mogłam patrzeć na okleinę typu calvados, modną jakieś 10 lat temu
– śmieje się. Pewnego wieczora w ruch poszły farby, papier ścierny, serwetki w kwiatowe motywy oraz lakiery. W jedną noc nudna, opatrzona kuchnia zyskała prowansalski, jasny i modny sznyt.
A jaka to była satysfakcja, gdy rodzina i znajomi mówili: też mi tak zrób!
– podkreśla Marta. Podobnie było w przypadku kilku innych starych mebli w jej domu, które zyskały nowe życie.
Od kilku miesięcy Marta coraz śmielej pracuje w drewnie. Pierwszą wyciętą przez nią pracą była kocia para, przygotowana dla córki znajomej. Teraz trudno powiedzieć, jak wiele rzeczy potrafi wyciąć. Materiał – sosnowe i świerkowe deski do tego typu prac przyjeżdżają do niej aż z południa Polski.
U nas tartaki nie traktują poważnie takich majsterkowiczów jak ja. Co innego, gdybym zamawiała całą paletę... tylko po co? Uwielbiam piłować drewno, mogę to robić godzinami
Reklama
– mówi. Właśnie dlatego w prezencie od męża kilka dni przed tą rozmową otrzymała nową, solidniejszą od poprzedniej piłę.
Radzę sobie z narzędziami. Wiertarki, wkrętaki, szlifierki kątowe, taśmowe, multiszlifierki – chętnie po nie sięgam, bo ułatwiają pracę. Mąż śmieje się ze mnie, że mogłabym pracować w warsztacie. W sumie wiem, co to jest klucz typu „poligon”, kusi mnie też, żeby nauczyć się spawania migomatem, więc może kiedyś?
– stwierdza Marta.
Póki co o metaloplastyce nie myśli, chociaż łączenie surowego drewna, które uwielbia, z metalem brzmi już interesująco. Póki co spod jej ręki wychodzą dużo delikatniejsze w formie prace.

Rodzina reniferów już wypatruje świąt. Właśnie teraz Marta pracuje nad oryginalnymi ozdobami
Staram się wymyślać je sama. Być oryginalna. Skrzaty powstały z rzeczy wygrzebanych w lumpeksie, przez co są niepowtarzalne. Niektóre kryją w sobie niespodzianki. Brody mają z kożuchów, które były przy kapturach starych kurtek. Nauczyłam się dzięki temu pruć i szyć. W ogóle dzięki zamiłowaniu do rękodzieła uczę się wielu rzeczy. Nie sądziłam na przykład, że umiem rysować, a wychodzi mi to całkiem, całkiem... Rodzinie i nie tylko się podoba, a to chyba najważniejsze
Reklama
– śmieje się Marta.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Marta ty Tu ? :P
Brawo TY!!!!
Dziewuchy;)
Kobieta,dziewucha chodzą do gimnazjum ;)
Dziękuję:)
Ładna dziewucha
No no ,jest zaczątek na rozwój dużej swojej firmy.Jak się ma taki talent i pomocników to wychodzą tak piękne rzeczy jak to pudełko.takich pudełek powinna Pani robić dużo i w różnych rozmiarach bo jak pani otworzy sklep to te pudełka na korale szybko pani sprzeda.W środku ,myślę,że jest wyściółka z czerwonego aksamitu.
Marta ty Tu ? :P
Brawo TY!!!!
Dziewuchy;)