Rafał, Mateusz, Grzegorz, Krystian i Robert chcą stworzyć jedyne w swoim rodzaju auto, które po remoncie zostanie zlicytowane na aukcji charytatywnej.
Fiat 126p, czyli popularny „maluch”. Kto nigdy nie miał z tym autem w jakikolwiek sposób do czynienia, niech podniesie rękę. Brak chętnych? Nic dziwnego, od początku lat 70–tych XX wieku przez 27 lat powstało prawie 4,7 mln sztuk tych aut, z czego ponad 3,3 wyprodukowano w Polsce. Najpierw oczekiwany i pożądany jako auto mające zmotoryzować kraj, później, z upływem lat, wybierany z konieczności. Często wyszydzany za ciasnotę, dychawiczny – dwucylindrowy silnik i przedpotopowe rozwiązania konstrukcyjne. Z pewnością jednak „maluch” przeżywa dziś swój renesans. Dla wielu był pierwszym samochodem w życiu. Choć od początku było mu daleko do ideału auta rodzinnego, to jednak wiele rodzin woził do pracy, do szkoły czy na wczasy i to nawet do Grecji. Zostawił po sobie wspomnienia, do dziś budzi sentyment. Między innymi dlatego stał się dobrym materiałem do tego projektu.

Nieco tu ciasnowo... Jednak niektórzy dawali radę jechać maluchem nawet do Grecji
Rozmowy o tym, że warto byłoby się podjąć takiego wyzwania rozpoczęły się przy okazji ostatniej, krajeńskiej parafiady. Wówczas część chłopaków zaangażowanych w temat udzielała się, charytatywnie organizując przejażdżki na swoich motocyklach. Pomysł cieszył się sporym wzięciem, padło więc pytanie: a może zrobić coś więcej? – Wraz z Mateuszem Sromałą doszliśmy do wniosku, że mając taką możliwość chcemy zrobić coś dla osoby potrzebującej z naszej gminy oraz pozostałych podopiecznych z Fundacji Złotowianka – mówi Rafał Filipkowski. Na początku tego roku idea się wyklarowała. Zapadła decyzja o zakupie „malucha”, który zostanie odnowiony i zlicytowany. Dochód z projektu ma trafić m.in. na leczenie Jakuba Grzesika, mieszkańca Krajenki, podopiecznego Fundacji Złotowianka. Pierwotnie panowie myśleli o zakupie poloneza, doszli jednak do wniosku, że to nieco za duże auto jak na pierwszy raz. W ślad za Tomem Hanksem rozpoczęli więc poszukiwania fiata z tzw. pierwszej serii, tj. na felgach „cytrynkach”, z licznikiem „kapliczką” i chromami. Niestety tych aut zostało mało, zyskały też miano kultowych, stąd ich ceny poszybowały mocno w górę. Zadbane egzemplarze potrafią kosztować tyle co nowe auta segmentu A czy B. Jednak tak błaha sprawa nie była w stanie zaważyć na tym projekcie. Należało obrać inną strategię. Skoro „maluch” z początku produkcji był zbyt drogi, może warto celować w ostatni, 2000, rocznik, z tzw. serii elx.
– Każdy z nas przez ostatni miesiąc, dzień w dzień, przeglądał portale aukcyjne, by trafić jakiś ciekawy egzemplarz. Okazało się, że ciężko znaleźć „malucha” w fajnym stanie – mówi Rafał.1

Trochę oczyszczania z rdzy będzie
Po namierzeniu kilku ofert chłopaki zaczęli weryfikować internetowe opisy z rzeczywistością. Kto kiedykolwiek poszukiwał tzw. motoryzacyjnych „legend PRL–u” wie, że sprzedający potrafią „nieco” rozmijać się z prawdą jeżeli chodzi o faktyczny stan tych aut. Na zdjęciach lśniący lakier, w opisie słowa: „igła”, „kolekcjonerski”, „jedyny taki”? Na miejscu okazywało się, że w aucie nie ma podłogi albo że pas przedni trzyma się na lakierze. O tym akurat sprzedawca zapomniał nadmienić. Setki jeżeli nie tysiące zrobionych kilometrów w poszukiwaniu bazy do restauracji doprowadziły ich pod Kalisz.
– Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że dojechaliśmy na plebanię, a jednym z sprzedających był miejscowy ksiądz proboszcz, pierwszy właściciel „malucha”. Kiedy powiedzieliśmy mu, do czego potrzebujemy tego auta, dał nam bardzo solidny rabat. Pan Władysław spakował auto na lawetę i ruszył z powrotem do Krajenki. Jeszcze przed odjazdem były właściciel pobłogosławił nas, auto i projekt – mówi Rafał Filipkowski. Ten maluch też nie był idealny, co zresztą widać na zdjęciach, jednak chłopacy dostrzegli w nim potencjał.
– Pierwotnie chcieliśmy odbudować go w oryginale. Szybko jednak zmieniliśmy zdanie. Kiedy Mateusz Sromała,Robert Żak, Grzegorz Ogórek i Krystian Brzeziński zdeklarowali swoją pomoc w projekcie. Chcemy, by auto było w jak największym stopniu wyjątkowe – wyjaśnia Rafał. Dlaczego podjęli się tego wyzwania? – W dzisiejszym świecie nie wszyscy mają równe szanse. Niektórzy rodzą się chorzy, innym choroba się przytrafia. Takim osobom trzeba pomagać. Pomoc słabszym, pokrzywdzonym sprawia, że możemy naprawdę nazwać się ludźmi. Pomaganie innym bez oczekiwania na policzalne korzyści sprawia, że każdy czuje się lepszy, bardziej wartościowy. Pomoc innym nadaje życiu głębszy sens, sprawia, że można poczuć, po co się żyje – podkreśla Rafał.
Rafał postanowił włączyć do projektu znaną w Polsce firmę tuningową.
– Zadzwoniłem do głównej siedziby i przedstawiłem projekt. Odzew był pozytywny. Spotkaliśmy się z managerem i omówiliśmy szczegóły, jednak te niech, póki co, zostaną tajemnicą. Chcemy, by była to niespodzianka, prawdziwa petarda. Po naszej stronie jest kompleksowe przygotowanie „malucha”, co wbrew pozorom nie będzie takie proste i szybkie. Auto przejdzie remont nadwozia, silnika, zajmiemy się też wnętrzem. Mamy na to kilka pomysłów: albo wejdzie skóra, albo „lotniczy” oryginał – mówi Rafał Filipkowski. Chłopaki zakładają, że całość realizacji projektu potrwa kilka miesięcy.

Dopiero pod koniec produkcji ta nazwa oficjalnie zagościła na nadwoziu fiata 126p
– Każdy ma przydzielone zadanie: Mateusz Sromała i Robert Żak ogarną mechanikę, Krystian Brzeziński – elektrykę, Grzesiu Ogórek ma za zadanie przygotować nadwozie, ja pomogę w koordynacji całości i poszukiwaniu części – dodaje Rafał. Choć projekt dopiero wystartował, już wiele osób deklaruje pomoc przy nim, np. dostarczenie nowych opon.
– Bardzo nas to cieszy. Jeżeli dopniemy swego, będziemy chcieli powtarzać takie akcje, łączyć motoryzację z czymś szlachetnym, akcją, która komuś z naszej gminy pomoże – mówi Rafał Filipkowski.
Z naszej, redakcyjnej strony dodamy tylko, że to pierwszy rozdział tej historii. Będziemy towarzyszyć tej ekipie przy odbudowie „malucha”. Na naszym portalu można zobaczyć film, jak auto jeździ i wygląda w tej chwili. Już jest wesoło, a będzie jeszcze lepiej.
Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mateusz to chyba żart on niema czasu na nic a co dopiero to Ha Ha
Brawo chłopaki!
Super inicjatywa panowie!!!!
Gość twoje stwierdzenie nie na miejscu
Super auto na tamte czasy. I do Francji mnie w 15 godzin zawiozło.
Witam czemu elegant najlepsze kaszle były produkowane do 92 roku i jest dużo większa wartość takiego pojazdu a poza tym bardzo szlachetna inicjatywa popieram i pozdrawiam panowie dacie radę
Brawo !Są ludzie z sercem!
BRAWO , mega pomysł... każdy niech pomaga jak potrafi. Nie ma co dla mnie jesteście bohaterami . Dla wszystkich którzy wierzą w bezinteresowną pomoc też. Reszta się nie liczy..
Ach te nasze chłopaki!
Brawo Krajenka!!! Brawo Chłopaki!!! Piękny gest !!!
Tak to ten sam ks co Ciebie chrzcił ale zamiast swieconej wody to ocet miałeś....... Zastanów się 1000 razy nim cokolwiek napiszesz.....
Super,brawo chłopaki!!!!!
Mateusz to chyba żart on niema czasu na nic a co dopiero to Ha Ha
Brawo chłopaki!
Super inicjatywa panowie!!!!