Podczas nocy polarnej niebo wypełniają miliardy gwiazd, często rozświetlają je różnokolorowe zorze. Kiedy jest pochmurno, panują egipskie ciemności. Podczas dnia polarnego słońce nawet o północy znajduje się wysoko nad horyzontem. Każdy z nas o tym wie, każdemu, pokazując ilustrowane podręczniki, opowiadał o tym w szkole nauczyciel. "Pięknie" -myślimy odtwarzając ten obraz w pamięci. "Pięknie" - myśli Tomasz Wawrzyniak wyglądając za okno
Najniższa zanotowana w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund temperatura to dokładnie -39, 6°C, najwyższa +13,5°C. Uczucie przejmującego chłodu dodatkowo wzmaga silny wiatr, w porywach osiągający prędkość nawet 180 km/h.
W Polsce, kiedy zimową porą temperatura spada w okolice 25 stopni poniżej zera następuje komunikacyjny paraliż, zamykane są szkoły i nikt – o ile nie musi – nawet nosa z domu nie wyściubi. Zazwyczaj tętniące życiem ulice pustoszeją, gwar cichnie, krajobraz się zmienia. Zimą na Svalbardzie osłaniającą ok. 60% powierzchni pokrywę lodową, majestatyczne fiordy i ogromne lodowce oplata ciemność i cisza. Co trzy godziny przerywają ją kroki ekipy dokonującej pomiarów i obserwacji parametrów meteorologicznych. – Od końca października do marca Arktyka jest milcząca. Jedynie huraganowe wiatry i zamiecie śnieżne powodują hałas jakby przejeżdżał obok pociąg. Czasem przy ładnej pogodzie można też usłyszeć poszczekiwania lisów polarnych. Wraz z nastaniem dnia polarnego do Arktyki przybywają miliony ptaków i cisza pozostaje tylko wspomnieniem. Na tundrze robi się głośno od nawoływań jej mieszkańców – opowiada Tomasz Wawrzyniak. [[reklama]] Lola i Brzydal czuwają
Złotowianin, meteorolog i wice kierownik XXXIV Ekspedycji Polarnej Polskiej Akademii Nauk co dzień staje oko w oko z naturą, o której przeciętnemu Polakowi opowiada będąca lektorem filmów przyrodniczych Krystyna Czubówna. Renifery, lisy, foki, morsy, wieloryby, niedźwiedzie polarne – ich widok na pewno zachwyca, ale i sprawia, że po plecach przechodzą ciarki. - W nocy usłyszałem charakterystyczne ujadanie Loli i Brzydala. Poszedłem do okna i nie podnosząc rolety otworzyłem je szeroko. Wiedziałem, że gdzieś w pobliżu jest niedźwiedź, ale nie spodziewałem się go siedem metrów ode mnie. Miś podniósł głowę i spojrzał na mnie wzrokiem, którego pewnie długo nie zapomnę. Nie widziałem w jego oczach żądnego krwi drapieżnika, a przyjaznego, inteligentnego i pełnego zainteresowania króla Arktyki – wspomina T. Wawrzyniak. Nie wszystkie spotkania z niedźwiedziami mają jednak tak pozytywny przebieg – ostatni śmiertelny atak na człowieka miał na Svalbardzie miejsce w sierpniu ubiegłego roku, życie stracił wówczas 17-letni Brytyjczyk. – Zagrożenie ze strony niedźwiedzi polarnych jest jak najbardziej realne – uświadamia nasz rozmówca, wyjaśniając, że z tego względu Svalbard jest jedynym miejscem w Europie, gdzie każdy ma obowiązek noszenia przy sobie broni. Co ważne jednak, jako, że od 1973 roku niedźwiedzie polarne znajdują się pod ścisłą ochroną, każde jej nieuzasadnione użycie jest obwarowane szeregiem konsekwencji – od wysokiej grzywny po zakaz wstępu na Svalbard włącznie. – Do tej pory spotykałem jedynie zdrowe i niewychudzone misie, które jeśli tylko mogą, unikają konfrontacji z człowiekiem. Zwykle zajęte psuciem sprzętu czy gryzieniem siedzenia skuterów śnieżnych niedźwiedzie odganiałem krzykiem. Tylko raz zmuszony byłem użyć nabojów hukowych i gumowych – opowiada T. Wawrzyniak.
[[reklama]] Przed przyjazdem każdy członek ekspedycji odbył szkolenie strzeleckie w jednostce wojskowej. Konieczne było także odbycie kursu pierwszej pomocy, BHP, szkolenia lawinowego w Tatrach i uzyskanie pozytywnych wyników szczegółowych badań lekarskich, które przeprowadzono w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej. - Ważne żeby być zdrowym od stóp do głów, ponieważ przez rok jesteśmy wyizolowani. Najbliższa osada ze szpitalem (Longyearbyen) znajduje się 136 kilometrów na północ od Hornsundu. Nasza koleżanka Marta ma uprawnienia pielęgniarskie, ale na szczęście do tej pory musiała przeprowadzić tylko jeden zabieg – założenie kilku szwów na rozciętym palcu kolegi – wspomina T. Wawrzyniak. [[nowa_strona]] Gobi vs. Spitsbergen
Polarna przygoda nie jest dla Tomka Wawrzyniaka, absolwenta geografii, nowością. –Pierwszą ekspedycję w rejon środkowego Spitsbergenu, w 2008 roku, spędziłem w drewnianej, stuletniej chacie traperskiej, drugą, w 2010, pod namiotem – opowiada – w porównaniu do tamtych warunków, w Hornsundzie mamy po prostu hotel. Nasza stacja, zwana często „Polskim Domem pod Biegunem” jest bardzo nowoczesna. Trzeba wziąć jednak pod uwagę, że totalne oderwanie od cywilizacji na cały rok, a nie jak poprzednio na kilka miesięcy, wymaga innych standardów.
Jak się okazuje, warunki lokalowe wcale nie mają decydującego znaczenia. - To zdaje się jest „polarny bakcyl”, którego jak raz się połknie, ciężko się później pozbyć. Przybywając tu choć raz, zapada w pamięć piękno zróżnicowanego krajobrazu, czyste, mroźne powietrze, a przede wszystkim oderwanie się od codziennych spraw ucywilizowanego świata i życia w nieustannym pośpiechu – wyjaśnia nasz rozmówca.
Przeciętnemu człowiekowi Arktyka kojarzy się z zimnem. Czy do niskich temperatur można się przyzwyczaić? – Do zimna można się dużo łatwiej przystosować i co ważne, można się przednim lepiej zabezpieczyć niż przed upałem. Miałem okazję być na najgorętszych pustyniach świata, Gobi i Hohave, i tam moje samopoczucie było zdecydowanie gorsze, niż w ciepłym ubraniu nawet podczas najgorszej arktycznej zamieci śnieżnej. Zresztą nie ma wśród polarników osoby, która nie lubiłaby zimy – T. Wawrzyniak rozwiewa wszelkie wątpliwości. [[reklama]] Jakim cudem?
Do podjęcia pracy meteorologa na Spitsbergenie zachęcił Tomka kierownik wyprawy, Adam Nawrot, który wiedział o jego wcześniejszym doświadczeniu w badaniach polarnych. -Warto by na cały rok jechały też osoby, dla których nie wszystko będzie nowe – wyjaśnia T. Wawrzyniak. -Pensja jest w granicach średniej krajowej, więc pieniądze nie są tu najważniejsze. Wszystko jest z góry opłacone więc środki można odkładać przez cały rok, co dla świeżo upieczonego absolwenta geografii i gospodarki przestrzennej, którym jestem, również było zachętą. Jakie zadania spoczywają na barkach Tomka? -Prowadzimy tu systematyczne, całodobowe pomiary i obserwacje parametrów meteorologicznych. Oprócz podstawowych danych wysyłanych co godzinę przez automatyczną stację pomiarową, w godzinach 0.00, 3.00, 6.00, 9.00, 12.00, 15.00, 18.00 i 21.00 czasu uniwersalnego UTC wysyłane są (z dokładnością trzyminutową) depesze. Zawierają one informacje o bieżących i ubiegłych zjawiskach pogodowych, wielkości, wysokości i rodzaju zachmurzenia, widzialności, a także rodzaju oraz wielkości opadów i osadów atmosferycznych. Dyżury prowadzone są w systemie zmianowym co 24 godziny przez dwójkę meteorologów – Martę Banię i mnie. Za pomocą lidaru (laserowego urządzenia telemetrycznego) mierzymy też zawartość aerozoli w troposferze – tłumaczy nasz rozmówca. [[reklama]] Krok od koszmaru, krok od spełnienia marzeń
-Dla jednych ta praca może być marzeniem, dla drugich najgorszym koszmarem. Wąska grupa osób przez długi czas przebywająca w zupełnej izolacji, trudne warunki pogodowe (zwłaszcza podczas arktycznej zimy), długa noc polarna, a później dzień polarny i różne niebezpieczeństwa – dla jednych to pewnie zalety, dla innych wady – opowiada T. Wawrzyniak, dodając, że nie za wszystkimi aspektami „normalnego” życia człowiek znajdujący się w jego sytuacji tęskni. -Magazyny są tak zaopatrzone, że naprawdę niczego nam tu nie brakuje. Super jest chodzić do nich na „zakupy” i wkładając do koszyka potrzebne do przygotowania posiłków produkty, nie używać pieniędzy. Jeśli chodzi o taką „normalność”, zupełnie nie ma za czym tęsknić.
[[nowa_strona]] Zawód – geograf
Roczny kontrakt Tomka nieubłaganie zbliża się ku końcowi. Czy nasz rozmówca pomału układa sobie plan na życie? -Ukończyłem blok pedagogiczny, więc mam kwalifikacje by zostać nauczycielem – nigdy nie wiadomo co los ze sobą przyniesie. Póki co jednak bardziej pochłonęły mnie badania naukowe, a zajęcia, jakie jako doktorant przeprowadzam ze studentami, są tylko koniecznością. Naturalnie planuję się ustatkować, ale jeszcze odkładam to na przyszłość. Na razie cel pierwszy, to ukończyć doktorat.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze