Masakra – tak pierwszy dzień podsumowali uczestnicy obozu survivalowego (sztuki przetrwania) w agroturystyce „U Króla” w Wąsoszkach. Kolejne dni wcale nie były łatwiejsze. Każde z nich zrozumiało jednak, że stąd nie ma ucieczki. Jakiekolwiek stawianie się jest bez sensu. W końcu jeśli nie wykonasz zadania, nie będziesz jeść – proste. A do domu daleko... Ta twarda szkoła życia różni się od ich rzeczywistości. Zamiast wygodnego łóżka – posłanie wyścielone trawą, a nad głowami gałęzie. Na ich szczęście pierwszej nocy padało i było zimno, dlatego dostali karimaty oraz plandeki. Toaleta? No cóż... Szpadel z czerwoną rączką stoi na honorowym miejscu, a wokół obozowiska jest sporo zarośli. Prysznic – tak, ale dopiero czwartego dnia, wcześniej do ich dyspozycji była rzeka. 12–osobową grupę obozowiczów wraz z ich opiekunami: Piotrem Królem, Kacprem Madejem i Maciejem Daszkiewczem spotykamy na polnej drodze. Wracają właśnie z lasu, gdzie zbierali gałązki do rozpałki. Wszystko po to, aby każde z nich nauczyło się wzniecać ogień krzesiwem. To ważna umiejętność, bo jeśli tego nie zrobią, nie ugotują obiadu, nie przetrwają.

Nauka wzniecania ognia w praktyce. Lekcję przygotował K. Madej
Tutaj nie ma nic podanego na talerzu. W specjalnym namiocie kwatermistrzowskim, służącym za magazyn, znajdują się tylko półprodukty. Od czasu do czasu mogą liczyć także na ciepły, świeży chleb. Trzeba go jednak zdobyć. W tym celu wystarczy wstać o 1:00 w nocy i udać się do oddalonej o kilka kilometrów piekarni – łatwizna. Dołączamy do obozowiczów. Grupa idzie zwartym, szybkim krokiem. Od czasu do czasu słychać śmiechy. Patrząc na ich twarze widać jednak zmęczenie, a to dopiero trzeci dzień. Część z nich w Wąsoszkach jest już drugi raz, co ważne – z własnej woli. Pozostali są tutaj, bo muszą, bo rodzice tak zdecydowali. Ci ostatni nie kryją się z tym, że chcieliby już do domu, że mają dosyć. W głowach kołatają się myśli: po co to, skoro współcześnie wszystko można kupić, jest łatwo dostępne...
Survival to nawet wypadek na drodze
– zauważa Kacper Madej
albo gdy nam pęknie opona w rowerze w czasie podróży, z dala od jakiś zbudowań. Trzeba sobie wtedy jakoś radzić. To praktyczne umiejętności, które naprawdę mogą się przydać każdemu
– mówi. Ta wiedza pozwala być samodzielnym, poczuć się wolnym i niezależnym od tego, co oferuje nowoczesny świat. Człowiek ma poczucie sprawstwa, uczy się, że ma wpływ na to, jak żyje. W przypadku tych nastolatków chodzi głównie o to, ale także o coś jeszcze.
To pokolenie już ze sobą nie rozmawia, nie współpracuje. Chcę, aby chociaż przez tych kilka dni zobaczyli, że można inaczej
Reklama
– mówi Piotr Król.

Może i to nie luksus, ale na głowę nie pada
Pierwszego dnia, gdy przywieźli ich rodzice od razu musieli oddać telefony, jedyna elektronika jaką mają to latarki
– wyjaśnia. Główni zainteresowani oczywiście trochę narzekają, ale zgodnie potwierdzają, że da się żyć bez Facebooka. Rozmawiają ze sobą w cztery oczy, poznają się, współpracują. Wszyscy tutaj już wiedzą, że survival nie jest zabawą, choć współcześnie to na pewno ciekawa oferta dla spragnionych adrenaliny mieszczuchów. Można oczywiście polemizować, czy takie obozy mają sens, ale z drugiej strony czy nie lepiej się czegoś nauczyć? Po prostu, tak na wszelki wypadek...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To jest survival? Folia, latarki, plandeki, karimaty? Polecam się zapoznać z filmikami z tego kanału i zobaczyć co to jest survival... https://www.youtube.com/channel/UCAL3JXZSzSm8AlZyD3nQdBA/videos
To jest survival dla dzieci nie dorosłych.
To jest survival? Folia, latarki, plandeki, karimaty? Polecam się zapoznać z filmikami z tego kanału i zobaczyć co to jest survival... https://www.youtube.com/channel/UCAL3JXZSzSm8AlZyD3nQdBA/videos
To jest survival dla dzieci nie dorosłych.