Pracę zaczynałem ponad pięćdziesiąt lat temu jako budowlaniec
– wspomina Kazimierz Gawiński, od 1 listopada emeryt. Do Szkoły Podstawowej w Łobżenicy trafił w 1975 roku.
Wtedy powstawał tzw. pawilon, w którym montowałem centralne ogrzewanie i tak już zostałem
– śmieje się. Ówczesna dyrektor Adela Jasiecka zaproponowała mu pracę, m.in. ze względu na fach w ręku.
Brakowało wtedy ludzi do pracy, a takich jak ja, z uprawnieniami do prac przy instalacjach hydraulicznych i centralnego ogrzewania, tym bardziej. Mogłem być i palaczem, i konserwatorem. Jak było trzeba zrobiłem remont, choć w tamtym okresie, żeby zdobyć worek cementu, trzeba się było nieźle nagimnastykować
Reklama
– wspomina pan Kazimierz. Argumentem za przyjęciem posady było też służbowe mieszkanie, jak się później okazało – dość znacząco oddalone od miejsca pracy.
Mieszkaliśmy wtedy w Chlebnie, naprzeciwko dzisiejszej stanicy myśliwskiej. Dojazd stamtąd, zwłaszcza zimą, to nie była prosta sprawa. Szło się pieszo, jechało rowerem, później komarkiem albo motocyklem. W tamtych czasach samochody były bardzo drogie i trudno dostępne, a zarabiało się kiepsko. Dlatego prawo jazdy mam tylko na motor, którym do dzisiaj jeżdżę. Wracając jednak do tych dawnych czasów, w czasie zimy stulecia, na przełomie roku 1978 i 79, zdarzyło się nawet, że dwa dni w pracy siedziałem, bo wrócić nie było jak, tak wszystko zasypało. Tunele w śniegu były pokopane
Reklama
– wspomina pan Kazimierz.[[pay]]
W pamięci przewijają mu się też obrazy ówczesnej, szkolnej rzeczywistości.
Do łobżenickiej podstawówki chodziły wtedy tylko dzieci z miasta, bo właściwie każda wieś miała swoją szkołę. Trudno powiedzieć, czy były grzeczniejsze niż teraz... To zupełnie inne czasy. Może było biedniej, ale wesoło. Pewnie mniej było zazdrości, zawiści. Teraz dorośli gonią za pracą, za pieniędzmi i to z domów przenosi się też na dzieci, młodzież. Inna sprawa, że urwisy były, są i będą
– śmieje się pan Kazimierz, który przez lata, nawet wśród największych, szkolnych grandziarzy zawsze miał poważanie.
Nie wiem, z czego to wynika. Podejście miałem takie, że nigdy z nikim nie walczyłem. Każdego z nich wysłuchiwałem, bo zdarzało się, że przychodzili się wygadać. Nigdy nie traktowałem nikogo z góry, nie przekreślałem na stracie. Zawsze wyznawałem jednak zasadę, że „co wolno, to wolno, a co nie, to nie”. Młodzieży to chyba pasowało, bo cytowali mnie nawet, że „Pan Kaziu powiedział...” i pilnowali siebie nawzajem. Młody wiek ma swoje prawa i często przychodzą im do głowy głupie pomysły. Czasem trzeba dać im się wyszumieć, a czasem jasno postawić granicę
– mówi Kazimierz Gawiński. Przez 42 lata jego pracy w szkole przewinęły się tysiące uczniów, którzy dziś reprezentują kilka pokoleń.
Może ich zasmucę, ale po latach pamiętam niewielu. Jednak to miłe, gdy kiedyś do kontroli zatrzymał mnie policjant z pilskiej drogówki i mówi: Dzień dobry panie Kaziu, a gdzie pan jedzie? Okazało się, że to jeden z byłych uczniów, który mnie rozpoznał. Takich sytuacji miałem trochę przez lata
– mówi pan Kazimierz.
Ze szkołą pożegnał się w połowie października. Od początku listopada jest już emerytem. Jak się z tym czuje?
Brakuje mi hałasu
– śmieje się.
To może wydawać się dziwne, bo niby na starość człowiek łaknie spokoju, a ja mam inaczej
Reklama
– dodaje pan Kazimierz. Rytmu dnia postanowił nie zmieniać.
Od lat wstaję o 4:00. Chociaż w szkole najczęściej musieliśmy być na 6:00, ja zwykle pojawiałem się wcześniej. Lubiłem sobie wszystko na spokojnie przygotować. Nigdy nie liczyłem godzin, bo taka była specyfika tej pracy. Tu otworzyć drzwi, tam sprawdzić piec, pojechać autobusem po dzieciaki, a popołudniu dokładnie odwrotnie. Trochę już za tym tęsknię. Przepracowałem w szkole ponad 42 lata. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić w życiu coś innego
Reklama
– mówi.
Odskocznią zawsze było wędkowanie.
Na ryby chodziłem od dziecka, razem z ojcem na starą Noteć. Nigdy najważniejszym celem nie było dla mnie złapanie tej ryby, lecz sam klimat wędkowania. Przyroda dookoła, spokojna toń wody
– raz na jakiś czas muszę tego wszystkiego zaczerpnąć. Inna sprawa, że zaraz potem wchodzę na obroty, na przykład teraz wziąłem się ze remont mieszkania. Coś trzeba przecież robić, prawda? [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mało kto pamięta czasy komuny gdy "pan kaziu" był w ORMO. Tyle sprzeczności w jednym człowieku. Tak samo skrupulatnie wykonywał obowiązki w ochotniczej rezerwie milicji obywatelskiej jak dzisiaj jako woźny. Mało ludzi posiada tak zdumiewające umiejętności adaptacyjne.
Pana Kazia pamiętam za swoich czasów.Super człowiek o dużym i złotym serduszku.Pozdrawiamy Pana Kasia i życzymy zdrowia.
Oj pamiętam Pana Kazia
Pamiętam Pana Kasia za swoich lat szkolnych a to już 15 lat minęło wszystkiego dobrego dla Pana Kazimierza
Tęsknimy za panem Kaziem. Bez niego to nie to samo co kiedyś. Pozdrawiam. Całuski dla pana Kazimierza i 100 lat życia lub jeszcze więcej.
Widać dobry człowiek, w Złotowie też jest jeden woźny z pieczynka który pomylił zawody najgorszy woźny w powiecie!
Pan Kaziu the best!!!
Sympatyczny człowiek i lubi swoją pracę. Pozdrawiam.
Mało kto pamięta czasy komuny gdy "pan kaziu" był w ORMO. Tyle sprzeczności w jednym człowieku. Tak samo skrupulatnie wykonywał obowiązki w ochotniczej rezerwie milicji obywatelskiej jak dzisiaj jako woźny. Mało ludzi posiada tak zdumiewające umiejętności adaptacyjne.
Pana Kazia pamiętam za swoich czasów.Super człowiek o dużym i złotym serduszku.Pozdrawiamy Pana Kasia i życzymy zdrowia.
Oj pamiętam Pana Kazia