Reklama

Pani już dziękujemy

24/03/2013 00:00
- Od początku traktował mnie z góry - Katarzyna Stańczyk twierdzi, że lekarz nie dość, że nie udzielił jej oczekiwanej pomocy, to jeszcze wyprosił ją z oddziału ratunkowego

Mieszkanka Jastrowia jest oburzona rzekomą arogancją lekarza pełniącego dyżur w złotowskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
[[reklama]]
- Rozcięłam rękę o ostry brzeg zlewu – nakreślając sprawę od początku kobieta wskazuje na ranę znajdującą się na serdecznym palcu lewej ręki. Nie jest ona co prawda rozległa, ma ok. 1 centymetra, ale, jak tłumaczy K. Stańczyk, głęboka. Ze względu na obfite krwawienie i w obawie przed chorobą zakaźną kobieta postanowiła pojechać na „pogotowie”. Jakież było jej zdziwienie, kiedy, zdaniem K. Stańczyk, mało zainteresowany nią lekarz twierdząc, że bieżąca woda zabija 98% bakterii, polecił jej umyć rękę pod kranem, a ratownikowi - nakleić plaster. - Po wszystkim wyszłam – wspomina jastrowianka. Kiedy znalazła się na zewnątrz i nieco ochłonęła, uznała, że pomoc nie została jej udzielona w oczekiwanym zakresie. - Plaster mogłam sobie sama nakleić w domu – irytuje się kobieta. - Nikt tej rany nie oczyścił, lekarz nawet na nią nie spojrzał – wspomina. Niezadowolona jastrowianka wróciła na oddział. Tam ratownik, chcąc zdezynfekować ranę, zdjął uprzednio naklejony na palec plaster, jego zabiegi miał jednak przerwać lekarz. - Wszedł i powiedział do mnie: „o co znowu chodzi?”. Przecież wszystko zrobione – K. Stańczyk zwraca uwagę na słyszalną w głosie lekarza pretensję, dodaje też, że pozwoliła się sobie z nim nie zgodzić. - Nie pozwolił zdezynfekować rany, krzyknął: „zostaw!”, a potem powiedział: „Pani już podziękujemy” - nasza rozmówczyni wspomina wtorkowe zajście. Oburzona zachowaniem pracownika złotowskiej służby zdrowia udała się do Piły, gdzie, jak mówi – została nie tylko profesjonalnie, ale i miło przyjęta. - Opatrzyli ranę tak jak trzeba, dostałam zastrzyk przeciwtężcowy – opowiada. Jastrowiance założono też jeden szew.

Akcja – reakcja

Upokarzającą dla niej sytuację kobieta postanowiła zrelacjonować dyrektorowi złotowskiego szpitala, Jerzemu Teuszowi. - Żałuję, że do niego poszłam – usłyszeliśmy w słuchawce kilka minut po spotkaniu. - Nic nie wskórałam – opowiada kobieta, dodając, że w zasadzie mogła się spodziewać, że szef będzie bronił swojego pracownika. - Dyrektor obcesowo zapytał mnie, czego oczekiwałam. […] On krzyczał, ja krzyczałam, nie udało się dojść do porozumienia – tłumaczy. Kobieta poczuła się dotknięta zamierza zatem wyciągnąć z zajścia konsekwencje. - Złożę skargę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej – zapowiada kobieta.
[[nowa_strona]]
Dyrektor Teusz nie tylko nie oponuje, ale taką właśnie drogę poleca, zwracając uwagę, by kobieta załączyła do niej obie karty informacyjne – tę ze złotowskiego i tę z pilskiego szpitala. K. Stańczyk nie okazała w Pile karty ze Złotowa. – Nie uważałam by było to konieczne – wyjaśnia.
[[reklama]]
Z drugiej strony

- Nie dajmy się zwariować – mówi J. Teusz, dodając, że według jego oceny pacjentka została przyjęta i potraktowana w należyty sposób. Identyczne zdanie ma zajmujący się od 15 lat medycyną ratunkową doktor Krzysztof Jarzyński, którego sprawa bezpośrednio dotyczy. – Zrobiłem wszystko jak najlepiej, w dobrej wierze – uważa. Lekarz tłumaczy nam, że w jego opinii pacjentka została potraktowana właściwie i w sensie grzecznościowym, i medycznym. – Nie widziałem powodów, by szyć ranę – wyjaśnia, dodając, że gdyby podobna sytuacja wydarzyła się choćby dzisiaj, postąpiłby tak samo. W kontekście przemycia rany wodą zwraca uwagę na fakt, że jest to normalne, powszechnie stosowane, postępowanie. Powołuje się na anglojęzyczną publikację „Wound Irrigation Solutions” (Rozwiązania w przemywaniu ran) zamieszczoną w serwisie Medscape, która w jednym z akapitów precyzuje, że obecnie nie wypracowano standardów medycznych w zakresie przemywania ran – wybór metody zależy od preferencji lekarza. Działanie soli fizjologicznej porównuje się tam do wody z kranu, gdzie drugi z płynów w większym zakresie pozbywa się bakterii z zanieczyszczonych ran niż sól. K. Jarzyński nie zgadza się również z zarzutem, jakoby na ranę nawet nie spojrzał. – Rana została zrewidowana – mówi krótko, dodając, że ścięgna nie zostały uszkodzone. Podsumowując wyjaśnia, że udzielona pomoc, w jego przekonaniu, miała wymiar adekwatny do potrzeb.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości