- Od początku traktował mnie z góry - Katarzyna Stańczyk twierdzi, że lekarz nie dość, że nie udzielił jej oczekiwanej pomocy, to jeszcze wyprosił ją z oddziału ratunkowego
Mieszkanka Jastrowia jest oburzona rzekomą arogancją lekarza pełniącego dyżur w złotowskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. [[reklama]] - Rozcięłam rękę o ostry brzeg zlewu – nakreślając sprawę od początku kobieta wskazuje na ranę znajdującą się na serdecznym palcu lewej ręki. Nie jest ona co prawda rozległa, ma ok. 1 centymetra, ale, jak tłumaczy K. Stańczyk, głęboka. Ze względu na obfite krwawienie i w obawie przed chorobą zakaźną kobieta postanowiła pojechać na „pogotowie”. Jakież było jej zdziwienie, kiedy, zdaniem K. Stańczyk, mało zainteresowany nią lekarz twierdząc, że bieżąca woda zabija 98% bakterii, polecił jej umyć rękę pod kranem, a ratownikowi - nakleić plaster. - Po wszystkim wyszłam – wspomina jastrowianka. Kiedy znalazła się na zewnątrz i nieco ochłonęła, uznała, że pomoc nie została jej udzielona w oczekiwanym zakresie. - Plaster mogłam sobie sama nakleić w domu – irytuje się kobieta. - Nikt tej rany nie oczyścił, lekarz nawet na nią nie spojrzał – wspomina. Niezadowolona jastrowianka wróciła na oddział. Tam ratownik, chcąc zdezynfekować ranę, zdjął uprzednio naklejony na palec plaster, jego zabiegi miał jednak przerwać lekarz. - Wszedł i powiedział do mnie: „o co znowu chodzi?”. Przecież wszystko zrobione – K. Stańczyk zwraca uwagę na słyszalną w głosie lekarza pretensję, dodaje też, że pozwoliła się sobie z nim nie zgodzić. - Nie pozwolił zdezynfekować rany, krzyknął: „zostaw!”, a potem powiedział: „Pani już podziękujemy” - nasza rozmówczyni wspomina wtorkowe zajście. Oburzona zachowaniem pracownika złotowskiej służby zdrowia udała się do Piły, gdzie, jak mówi – została nie tylko profesjonalnie, ale i miło przyjęta. - Opatrzyli ranę tak jak trzeba, dostałam zastrzyk przeciwtężcowy – opowiada. Jastrowiance założono też jeden szew.
Akcja – reakcja
Upokarzającą dla niej sytuację kobieta postanowiła zrelacjonować dyrektorowi złotowskiego szpitala, Jerzemu Teuszowi. - Żałuję, że do niego poszłam – usłyszeliśmy w słuchawce kilka minut po spotkaniu. - Nic nie wskórałam – opowiada kobieta, dodając, że w zasadzie mogła się spodziewać, że szef będzie bronił swojego pracownika. - Dyrektor obcesowo zapytał mnie, czego oczekiwałam. […] On krzyczał, ja krzyczałam, nie udało się dojść do porozumienia – tłumaczy. Kobieta poczuła się dotknięta zamierza zatem wyciągnąć z zajścia konsekwencje. - Złożę skargę do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej – zapowiada kobieta. [[nowa_strona]] Dyrektor Teusz nie tylko nie oponuje, ale taką właśnie drogę poleca, zwracając uwagę, by kobieta załączyła do niej obie karty informacyjne – tę ze złotowskiego i tę z pilskiego szpitala. K. Stańczyk nie okazała w Pile karty ze Złotowa. – Nie uważałam by było to konieczne – wyjaśnia. [[reklama]] Z drugiej strony
- Nie dajmy się zwariować – mówi J. Teusz, dodając, że według jego oceny pacjentka została przyjęta i potraktowana w należyty sposób. Identyczne zdanie ma zajmujący się od 15 lat medycyną ratunkową doktor Krzysztof Jarzyński, którego sprawa bezpośrednio dotyczy. – Zrobiłem wszystko jak najlepiej, w dobrej wierze – uważa. Lekarz tłumaczy nam, że w jego opinii pacjentka została potraktowana właściwie i w sensie grzecznościowym, i medycznym. – Nie widziałem powodów, by szyć ranę – wyjaśnia, dodając, że gdyby podobna sytuacja wydarzyła się choćby dzisiaj, postąpiłby tak samo. W kontekście przemycia rany wodą zwraca uwagę na fakt, że jest to normalne, powszechnie stosowane, postępowanie. Powołuje się na anglojęzyczną publikację „Wound Irrigation Solutions” (Rozwiązania w przemywaniu ran) zamieszczoną w serwisie Medscape, która w jednym z akapitów precyzuje, że obecnie nie wypracowano standardów medycznych w zakresie przemywania ran – wybór metody zależy od preferencji lekarza. Działanie soli fizjologicznej porównuje się tam do wody z kranu, gdzie drugi z płynów w większym zakresie pozbywa się bakterii z zanieczyszczonych ran niż sól. K. Jarzyński nie zgadza się również z zarzutem, jakoby na ranę nawet nie spojrzał. – Rana została zrewidowana – mówi krótko, dodając, że ścięgna nie zostały uszkodzone. Podsumowując wyjaśnia, że udzielona pomoc, w jego przekonaniu, miała wymiar adekwatny do potrzeb.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze