Reklama

Pani orkiestra. Rozmowa z radną Rady Miejskiej w Krajence i nie tylko

10/11/2017 07:00
Obsługa maszyn stolarskich, układanie na podłodze mozaiki, a do tego gra na trąbce i organizacja imprez strażackich. Regina Witkowicz to kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi

Jest rok 1977. W Zespole Szkół Spożywczych w Krajence otwiera się nowy kierunek: stolarz meblowy. W szkolnych ławach zasiada 35 młodych ludzi, w tym 10 dziewcząt, wśród nich miejscowa 15–latka Regina Gemza (obecnie Witkowicz). Nastolatka trafia tam za namową taty i po nieudanych próbach zorganizowania praktyki w zakładzie krawieckim. Jej marzenie o szyciu ubrań legło wówczas w gruzach, ale po niedługim czasie stwierdziła, że stolarstwo to jest właśnie TO. Praca przy maszynach i drewnie nie stanowi dla młodej Reginy żadnych trudności. Czasu wystarcza również na zajęcia pozalekcyjne, na których daje się pochłonąć ukochanej pasji. Jest nią muzyka, z którą związała się w 1976 roku. Cztery lata po tym, gdy Jan Waldowski założył orkiestrę dętą przy Ochotniczej Straży Pożarnej w Krajence. Na jedną z pierwszych prób przyszła z koleżankami. Najpierw chwyciła za akordeon, ale okazał się dla niej za ciężki. Potem był flet poprzeczny, z którym, mimo szczerych chęci, nie zgrała się. Jak jednak mówi stare powiedzenie, do trzech razy sztuka i tak w końcu trafiła na idealny instrument – trąbkę, z którą nie rozstaje się do dziś. Lata młodzieńcze naszej bohaterce upływają twórczo i pracowicie. Szkołę kończy z wyróżnieniem. Fach ma już w ręku. Praca czeka zresztą kilka ulic dalej w Wielkopolskich Fabrykach Mebli przy ul. W. Jagiełły. Zanim jednak rozpoczyna karierę zawodową, zaraz po zdobyciu wykształcenia zawodowego, uczy się dalej w liceum ogólnokształcącym. Jednocześnie jest już szczęśliwą żoną i mamą. Z rodziną mieszka w Pałacu Sułkowskich. Do klas ma zaledwie kilka metrów. Wystarczy wejść po schodach.

Zawsze miałam blisko do szkoły. Wcześniej z rodzicami i trzema młodszymi braćmi mieszkaliśmy w nowym internacie [obecnie mieści się tutaj Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii – przyp. red.]. Tata był tam palaczem, a mama dozorczynią. Potem przenieśli się do pałacu

Reklama

– wspomina.[[pay]]

Muzyczna robota

Praca zawodowa pani Reginy rozpoczyna się w latach 80. Pracuje jako stolarz maszynowy, co daje jej ogromną satysfakcję. Tutaj, jak się okazuje, może również wykorzystać swoje zdolności muzyczne, a przede wszystkim doskonały słuch.

Gdy coś nie grało w urządzeniach od razu to słyszałam. Koledzy zawsze się dziwili. Moją ulubioną maszyną była piła taśmowa. Na niej przepracowałam zresztą jakieś 30 lat

– mówi. Nasza rozmówczyni przyznaje, że zawsze ciągnęło ją do prac, którymi częściej zajmują się mężczyźni. Kiedyś razem z kolegą „dorabiała” nawet, wykonując prace remontowe w mieszkaniach. Jej specjalnością było układanie mozaiki na podłogach.

Reklama

Do dziś sama maluję w domu, naprawiam to co się zepsuje, wymieniam płyny w kosiarce do trawy, jestem domowym fryzjerem, krawcową itd. Nie mam z tym żadnych problemów – wyjaśnia. Doświadczenie i zamiłowanie do maszyn zaprocentowały. Gdy zakład przy W. Jagiełły po raz trzeci zmienił właściciela i zaczął funkcjonować pod nazwą „Christanapol”, pani Regina została brygadzistką w maszynowni. Zarządzała 30 pracownikami, w tym głównie mężczyznami. Co więcej

– szkoliła młodzież.

Słuchali mnie. Nigdy nie odczuwałam braku szacunku z tego powodu, że jestem kobietą. Bardzo dobrze mi się tam pracowało. To była ogromna szkoda dla nas wszystkich, gdy zakład upadł

Reklama

– wspomina.

Pamiętam ten dzień, gdy moi pracownicy, każdy po kolei, szli do sekretariatu i wychodzili z karteczką, na której była informacja o ich zwolnieniu. Pamiętam jak się mnie pytali, co się dzieje. Nic nie wiedziałam wcześniej, zostałam zwolniona na samym końcu. Choć bardzo chciałam, nie mogłam im pomóc. To było trudne. Do tego ta świadomość, że wielu z nich było jedynymi żywicielami rodziny

– mówi.

Po wszystkim próbowaliśmy już tylko odzyskać nasze wynagrodzenia. Tu, przy tym stole, w moim domu siedzieliśmy i podpisywaliśmy upoważnienia dla naszego adwokata. Po zwolnieniu w 2009 roku pani Regina na kilka lat wycofała się z życia zawodowego, a także szerokiej działalności społecznej, oddając się rodzinie i opiece nad wnukami.

Reklama

Siła orkiestr dętych

Przełom nastąpił 13 lat temu, na jednym z koncertów orkiestry dętej, który odbył się na stadionie miejskim w Krajence.

Po urodzeniu dzieci rzuciłam granie na trąbce, ale zawsze mnie jakoś do tego ciągnęło. Chodziłam niemal na wszystkie występy naszych muzyków

– zauważa. Wszystko zmieniło się po słowach brata pani Reginy, Mirosława. Stwierdził on, że skoro tak tęskni za graniem, to przecież zawsze może do niego wróci.

Idź, spróbuj. Będę z ciebie dumny. Tak mi powiedział. No to poszłam i tak znowu jestem w zespole

Reklama

– mówi.

Chociaż wahałam się. Wydawało mi się, że jestem już nieco za stara na coś takiego

– dodaje. Przez kilka lat razem z nią grała również dwójka jej dzieci

Pamiętam jak młodszy syn przyniósł kiedyś do domu trąbkę, przy czym ja nigdy im nie mówiłam, że grałam w młodości. Jakie było moje zdziwienie! Pytam go, skąd to wziął, a on na to, że wstąpił do orkiestry

– wyjaśnia pani Regina. Krajeńską orkiestrę tworzą obecnie ludzie w różnym wieku, ale jak zaznacza, nie jest to żadną barierą. Wszyscy potrafią się doskonale zgrać. Duża w tym zasługa dyrygenta Tomasza Brandenburgera, który dostosowuje repertuar do ich umiejętności, a te, o czym świadczą liczne wyróżnienia na konkursach, są na całkiem dobrym poziomie.

Reklama

Pewnie, że chciałoby się osiągnąć jeszcze coś więcej. Myślę, że na obecnym etapie brakuje nam już tylko promocji, bo na pomoc ze strony gminy możemy liczyć

– wtrąca pani Witkowicz. O ile jednak grupa potrafi porwać tłumy, to niestety jej liczebność maleje. Coraz częściej brakuje młodych, którzy chcieliby się w to zaangażować. W tym miejscu trąbistka zachęca tych, którzy ciągle nie mogą się zdecydować, aby przyszli i spróbowali, na pewno nie pożałują.

Mamy dobrych nauczycieli, a zajęcia są darmowe dla osób w każdym wieku, czego ja jestem dowodem

Reklama

– dodaje. Straż jest bardzo bliska naszej rozmówczyni i to nie tylko ze względu na muzykę. Od lat, wraz z druhem Jerzym Kanią, zajmuje się organizacją imprez strażackich i prowadzi stronę orkiestry na Facebooku, której celem jest promocja zespołu. Przez lata działała również w zarządzie, pełniąc rolę sekretarza. Funkcję tę zawiesiła z powodu wygranej w wyborach do Rady Miejskiej Krajenki.

Rada na radę

Pani Regina radną jest od trzech lat, to jej pierwsza kadencja. Póki co ocenia ją dobrze.

Jest to satysfakcjonująca praca, ale niestety często trzeba iść na ustępstwa. W końcu nie tylko moje pomysły są ważne, każdy radny zresztą myśli tak o swoich. Trzeba podejmować takie decyzje, które będą najbardziej korzystne, które rozwiążą najpilniejsze problemy. Moje marzenie to na pewno dokończenie remont ulic Krótkiej, Zielnej i Polnej. Tak więc radny zawsze gdzieś tam myśli o tym swoim najbliższym ogródku

Reklama

– mówi. Czy będzie stratować w najbliższych wyborach? Tego jeszcze nie jest pewna. Musi się nad tym zastanowić. Jest to niewątpliwie satysfakcjonujące zajęcie, ale i odpowiedzialne.

Za kilka lat może się okazać, że podjęliśmy złą decyzję, za którą ludzie będą obarczać właśnie nas. Trzeba nad wszystkim zawsze dokładnie się zastanowić. W końcu nikt z nas nie chce być źle wspominany

– mówi. Zdaniem pani Reginy Krajenka zmienia się na lepsze, to widać gołym okiem. Zdecydowanie potwierdza, że zmiany są potrzebne, ale niektóre rzeczy mimo wszystko powinny pozostać na swoim miejscu. Tak jak jej ukochana orkiestra dęta. 

Reklama

Prezes Andrzej Martin zawsze nam powtarza: Co by się nie działo, orkiestra musi być i już!

– mówi.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości