Od sześćdziesięciu lat, czyli od momentu, kiedy tu przyjechał, jest strażakiem. Trzydzieści lat był prezesem OSP. Dzisiaj karmi kurki i odpoczywa na ławce w ogrodzie
Władysław Michoń z Augustowa pierwszy raz tereny te odwiedził w 1947 roku, tu bowiem osiedlili się jego starsi bracia z Podkarpacia. Na stałe zamieszkał tu w 1952 roku. Jak to najczęściej bywało, poznał pannę, zakochał się i został.
Dlaczego porzucili Podkarpacie i ruszyli w nieznane? – Po wojnie tysiące ludzi tu przyjechało na Ziemie Odzyskane. Bracia przejęli poniemieckie gospodarstwo, jeden z nich jednak po kilku latach wrócił w rodzinne strony. Drugi najpierw był członkiem spółdzielni rolniczej, potem gospodarował sam. Jechało się w poszukiwaniu ziemi – tłumaczy pan Władysław
Skończył szkołę budowlaną i przez kilka lat, aż do osiedlenia się w Augustowie, pracował w rzeszowskiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego (WSK). To tam produkowano słynne motocykle WSK, obiekt westchnień młodych chłopców w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.
Żona, z domu Spychała, od trzech lat nie żyje. Młodzi przejęli gospodarstwo po jej rodzicach w 1952 roku, bowiem schorowany ojciec nie mógł udźwignąć ciężaru jego prowadzenia. Choroba to pozostałość po kilku latach spędzonych w obozach koncentracyjnych, sowieckich łagrach. – Z tego co opowiadał, to pracował również pod ziemią przy budowie bunkrów na pilskim lotnisku – wspomina teścia pan Władysław. [[reklama]]
Z żoną dochowali się trzech synów i dwóch córek. W Augustowie mieszka jedna córka i syn, reszta wyjechała. To właśnie u syna Macieja. Maciej, oprócz tego, że jest strażakiem w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie, prowadzi również z żoną gospodarstwo rolne – bukaciarnię.
Strażakiem jest również jego ojciec. W grudniu minie sześćdziesiąt lat odkąd pan Władysław wstąpił do Ochotniczej Straży Pożarnej w Augustowie, czyli jest w niej niemal od początku sprowadzenia się na te tereny. Od kilku lat jest członkiem honorowym. Prezesem OSP w Augustowie był trzydzieści lat. – Ta remiza została wybudowana za mojego prezesowania. Pilotowałem wszystkie prace, starałem się o pieniądze. Dużo materiałów zdobywaliśmy sami z rozbiórek starych domów. Zaangażowani byli nie tylko strażacy, ale cała wieś, bo w remizie toczyło się całe życie kulturalne na wsi – tłumaczy. Dzisiaj remiza została rozbudowana, są nawet pokoje noclegowe. [[nowa_strona]]
Pan Władysław przeczy twierdzeniu, jakoby młodzi nie garnęli się do straży. OSP w Augustowie liczy trzydziestu członków, z czego osiemnastu to bardzo młodzi ludzie. Nowe władze starają się jak mogą, w planie jest wciągnięcie OSP do Jednostki Ratownictwa Gaśniczego. – Jestem bardzo zadowolony, że to działa, że to się jeszcze kręci, bo ciągle narzeka się, że ludzie są mało aktywni. Są ludzie i ludzie. Tu w Augustowie mieszkają sami dobrzy – dodaje.
Mimo podeszłego wieku zdrowie mu dopisuje, senior pomaga jeszcze w gospodarstwie. – Ja chodziłem z Piłsudskim do szkoły – mówi tajemniczo. – Z tym, że portret Piłsudskiego wisiał na ścianie, a ja siedziałem w ławce. Urodziłem się w tym roku, w którym on umarł. Oj, przydałby się teraz, bo rozpędziłby tę całą klikę z Wiejskiej – wyjaśnia. [[reklama]]
Piłsudczykiem się nie czuje, nie ma określonych poglądów politycznych, ale twierdzi, że dzisiaj potrzeba do rządzenia silnej ręki. – Po prostu rozpieprzył by to wszystko – mówi zwyczajnie, po chłopsku.
– Tu mam co robić, kurki nakarmię, jaja pozbieram, zwierzaki napoję, na ławeczce posiedzę. Oby gorzej nie było – mówi na zakończenie.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze