Reklama

Po moim trupie

25/03/2013 08:34
Matka nie interesuje się dziećmi. Ojciec sam nie da rady ich wychować, ale zapowiedział, że nie da ich sobie odebrać. O ich przyszłości ma zadecydować sąd

Państwo Ż. z Łomczewa mają czwórkę dzieci. Troje najstarszych przebywa od poniedziałku do piątku w internacie Specjalistycznego Ośrodka Szkolno–Wychowawczego w Jastrowiu. Tam też chodzą do szkoły. Najmłodszy syn uczęszcza do przedszkola w Okonku. Gmina wystąpiła o odebranie dzieci rodzicom, bo ci nie są w stanie zapewnić im prawidłowej opieki.

Zdaniem Jakuba Zabrockiego, kierownika Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Okonku, sytuacja dojrzała na tyle, że wystąpiono do sądu rodzinnego o odebranie państwu Ż. całej czwórki. - Matka nie sprawuje władzy rodzicielskiej, a ojciec nie jest w stanie zapewnić im bezpieczeństwa, ponieważ boi się własnej żony, która jest ułomna. Podkreślam: ułomna, a nie chora psychicznie – tłumaczy kierownik. Dlatego też został złożony wniosek do sądu. 7 marca odbyła się rozprawa sądowa, w której uczestniczyła pani Ż., postępowanie zostało jednak zawieszone, ponieważ sąd skierował dzieci i rodziców na badania do ośrodka diagnostycznego do Piły. Dopiero potem zapadnie wyrok, czy dzieci zostaną z rodzicami, czy też będą odebrane.

[[reklama]]

Bało się własnej matki
Pod koniec lutego Jakub Zabrocki z pracownikami opieki społecznej pojechał do państwa Ż., aby przekazać im informację o zmianie decyzję o wypłacie świadczeń rodzinnych przyznanych na dzieci na rzecz świadczeń w formie rzeczowej. Stało się to na skutek skarg, że matka wydaje te pieniądze na inne cele, niekoniecznie związane z wyżywieniem dzieci. Pani Ż. nie chciała jednak otworzyć drzwi, wyzywając pracowników od złodziei i posyłając w ich kierunku wiązankę wyzwisk. - Zapukałem w okno, wówczas znowu usłyszeliśmy wyzwiska i przekleństwa. Po chwili do okna podbiegł sześcioletni syn, krzycząc: „ratujcie mnie”. Dziecko płakało i zachowywało się tak, jakby bało się własnej matki – tłumaczy kierownik MGOPS.

Powiadomił więc policję, po dłuższych negocjacjach pani Ż. oświadczyła, że otworzy drzwi sąsiadce, a zarazem sołtys Łomczewa Marii Grzegorczyk. Po otwarciu drzwi matka została obezwładniona. W mieszkaniu znajdował się syn i nieco starsza od niego siostra. Dzieci były zapłakane i wystraszone. W związku z tym, że kobieta zachowywała się bardzo agresywnie, wezwano pogotowie, które zabrało ją do szpitala. Zadecydowano na miejscu, że dzieci chwilowo zostaną pod opieką ojca.
[[nowa_strona]]
- Bardzo zaniepokoił mnie fakt, że w pokoju na stole, w dostępnym dla dzieci miejscu, znajdowały się leki psychotropowe pani Ż. W szafie pod zamknięciem znajdowały się duże ilości słodyczy, dobre herbaty, kawy, wędliny, będące do dyspozycji tylko matki. W lodówce natomiast znajdowały się tylko niewielkie ilości jedzenia, kawałek pasztetu, kilka parówek, jogurty – twierdzi Jakub Zabrocki.

[[reklama]]

Jej się boją
Pan Ż. przyznał, że boi się powrotu żony ze szpitala. – Ona jest agresywna, rzuca się na mnie z pięściami. W ogóle nie dba o dzieci, pieniądze wydaje tylko na własne przyjemności. Jak wróci, to nie dam jej kluczy, zdarzało się bowiem, że wieczorem zamykała mnie z dziećmi w domu, a sama szła do baru – mówi zrozpaczony. Zapowiada, że dzieci również nie da sobie odebrać, uważa, że dba o nie w miarę swoich możliwości. – Kiedy je spytałem, z kim wolą zostać, z mamą czy ze mną, wszystkie odpowiedziały, że ze mną. Jej się po prostu boją – tłumaczy mężczyzna.

To, że dba o dom i dzieci poświadcza jego sąsiad Grzegorz Dziuba. – On mimo tego, że ma rentę, stara się pomagać innym, aby dostać parę złotych. Wszystkie te pieniądze przeznacza na jedzenie. Jak takiemu ojcu odebrać dzieci? - pyta.

Sytuacja, zdaniem kierownika Jakuba Zabrockiego, jest skomplikowana. Jego zdaniem ojciec sam nie podoła prawidłowemu wychowaniu dzieci, a przede wszystkim zapewnieniu im bezpieczeństwa. Z kolei na matkę nie można liczyć, tym bardziej, że dzieci się jej boją. Największym problemem jest jednak to, że nie ma takiego miejsca, gdzie można by całą czwórkę rodzeństwa umieścić. – Nie chcemy ich rozdzielać, bo dzieci są do siebie naprawdę przywiązane. Dla nich byłaby to tragedia – twierdzi.

Teraz wypada tylko czekać na to, co wykażą badania specjalistyczne całej rodziny, a potem czy sąd podejmie decyzję o odebraniu dzieci rodzicom. Problem w tym, że ich ojciec zapowiedział, że odda je „po swoim trupie”.

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości