Matka nie interesuje się dziećmi. Ojciec sam nie da rady ich wychować, ale zapowiedział, że nie da ich sobie odebrać. O ich przyszłości ma zadecydować sąd
Państwo Ż. z Łomczewa mają czwórkę dzieci. Troje najstarszych przebywa od poniedziałku do piątku w internacie Specjalistycznego Ośrodka Szkolno–Wychowawczego w Jastrowiu. Tam też chodzą do szkoły. Najmłodszy syn uczęszcza do przedszkola w Okonku. Gmina wystąpiła o odebranie dzieci rodzicom, bo ci nie są w stanie zapewnić im prawidłowej opieki.
Zdaniem Jakuba Zabrockiego, kierownika Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Okonku, sytuacja dojrzała na tyle, że wystąpiono do sądu rodzinnego o odebranie państwu Ż. całej czwórki. - Matka nie sprawuje władzy rodzicielskiej, a ojciec nie jest w stanie zapewnić im bezpieczeństwa, ponieważ boi się własnej żony, która jest ułomna. Podkreślam: ułomna, a nie chora psychicznie – tłumaczy kierownik. Dlatego też został złożony wniosek do sądu. 7 marca odbyła się rozprawa sądowa, w której uczestniczyła pani Ż., postępowanie zostało jednak zawieszone, ponieważ sąd skierował dzieci i rodziców na badania do ośrodka diagnostycznego do Piły. Dopiero potem zapadnie wyrok, czy dzieci zostaną z rodzicami, czy też będą odebrane.
[[reklama]]
Bało się własnej matki Pod koniec lutego Jakub Zabrocki z pracownikami opieki społecznej pojechał do państwa Ż., aby przekazać im informację o zmianie decyzję o wypłacie świadczeń rodzinnych przyznanych na dzieci na rzecz świadczeń w formie rzeczowej. Stało się to na skutek skarg, że matka wydaje te pieniądze na inne cele, niekoniecznie związane z wyżywieniem dzieci. Pani Ż. nie chciała jednak otworzyć drzwi, wyzywając pracowników od złodziei i posyłając w ich kierunku wiązankę wyzwisk. - Zapukałem w okno, wówczas znowu usłyszeliśmy wyzwiska i przekleństwa. Po chwili do okna podbiegł sześcioletni syn, krzycząc: „ratujcie mnie”. Dziecko płakało i zachowywało się tak, jakby bało się własnej matki – tłumaczy kierownik MGOPS.
Powiadomił więc policję, po dłuższych negocjacjach pani Ż. oświadczyła, że otworzy drzwi sąsiadce, a zarazem sołtys Łomczewa Marii Grzegorczyk. Po otwarciu drzwi matka została obezwładniona. W mieszkaniu znajdował się syn i nieco starsza od niego siostra. Dzieci były zapłakane i wystraszone. W związku z tym, że kobieta zachowywała się bardzo agresywnie, wezwano pogotowie, które zabrało ją do szpitala. Zadecydowano na miejscu, że dzieci chwilowo zostaną pod opieką ojca. [[nowa_strona]] - Bardzo zaniepokoił mnie fakt, że w pokoju na stole, w dostępnym dla dzieci miejscu, znajdowały się leki psychotropowe pani Ż. W szafie pod zamknięciem znajdowały się duże ilości słodyczy, dobre herbaty, kawy, wędliny, będące do dyspozycji tylko matki. W lodówce natomiast znajdowały się tylko niewielkie ilości jedzenia, kawałek pasztetu, kilka parówek, jogurty – twierdzi Jakub Zabrocki.
[[reklama]]
Jej się boją Pan Ż. przyznał, że boi się powrotu żony ze szpitala. – Ona jest agresywna, rzuca się na mnie z pięściami. W ogóle nie dba o dzieci, pieniądze wydaje tylko na własne przyjemności. Jak wróci, to nie dam jej kluczy, zdarzało się bowiem, że wieczorem zamykała mnie z dziećmi w domu, a sama szła do baru – mówi zrozpaczony. Zapowiada, że dzieci również nie da sobie odebrać, uważa, że dba o nie w miarę swoich możliwości. – Kiedy je spytałem, z kim wolą zostać, z mamą czy ze mną, wszystkie odpowiedziały, że ze mną. Jej się po prostu boją – tłumaczy mężczyzna.
To, że dba o dom i dzieci poświadcza jego sąsiad Grzegorz Dziuba. – On mimo tego, że ma rentę, stara się pomagać innym, aby dostać parę złotych. Wszystkie te pieniądze przeznacza na jedzenie. Jak takiemu ojcu odebrać dzieci? - pyta.
Sytuacja, zdaniem kierownika Jakuba Zabrockiego, jest skomplikowana. Jego zdaniem ojciec sam nie podoła prawidłowemu wychowaniu dzieci, a przede wszystkim zapewnieniu im bezpieczeństwa. Z kolei na matkę nie można liczyć, tym bardziej, że dzieci się jej boją. Największym problemem jest jednak to, że nie ma takiego miejsca, gdzie można by całą czwórkę rodzeństwa umieścić. – Nie chcemy ich rozdzielać, bo dzieci są do siebie naprawdę przywiązane. Dla nich byłaby to tragedia – twierdzi.
Teraz wypada tylko czekać na to, co wykażą badania specjalistyczne całej rodziny, a potem czy sąd podejmie decyzję o odebraniu dzieci rodzicom. Problem w tym, że ich ojciec zapowiedział, że odda je „po swoim trupie”.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze