- Jeśli optymalizacja dowozu uczniów będzie się wiązała z poniesieniem niewysokich koszów, to jesteśmy gotowi podjąć dyskusję - podczas spotkania z dyrektorami mówił wójt Piotr Lach
Zgodnie z ustaleniami poczynionymi jeszcze w końcówce ubiegłego roku szkolnego, we wtorek w sali sesyjnej urzędu odbyło się spotkanie z dyrektorami szkół podstawowych oraz gimnazjów funkcjonujących na terenie gminy Złotów. - Zagadnienie, które nas brutalnie, niespodziewanie dopadło to kwestia dowozu uczniów – zaczął wójt P. Lach, zwracając uwagę na to, że temat pojawia się już nie po raz pierwszy. Tym razem odżył m.in. w trakcie odbywających się przez cały wrzesień zebrań wiejskich – rodzice, którzy w nich uczestniczyli zgłaszali różne zastrzeżenia – na przykład na zebraniu w Rudnej jedna z mam chciała wiedzieć, dlaczego autobus nie wysadza już dzieci przy samej szkole w Kleszczynie. Maluchy, którym, jak można się domyślać, energii nie brakuje, muszą przebywać pieszo spory odcinek drogi, co jest niebezpieczne. Jak się okazało – wyjście dla sytuacji, o której mowa, gdyby tylko gmina o niej wiedziała, można było znaleźć bardzo szybko, czekanie z artykulacją problemu do zebrania wiejskiego nie było konieczne, a wręcz niewskazane. - W wielu miejscach usłyszeliśmy wiele skarg na organizację dowozów […]. Największym zaskoczeniem było to, że o problemach dowiadywaliśmy się od ludzi, a nie od Państwa […]. Nie było z Państwa strony informacji, że jest źle, więc myśleliśmy, że jest dobrze – do dyrektorów mówił P. Lach, uczulając ich, by na bieżąco informowali go m.in. o zażaleniach rodziców czy innych problematycznych szkolnych kwestiach, wówczas reakcję będzie można podjąć natychmiast. Zwłaszcza, że wiele z nich można rozwiązać jednym telefonem, jedną rozmową z przewoźnikiem. [[reklama]]
W trakcie zebrania poruszona została, korzystna dla dzieci z Lędyczka (gm. Okonek), kwestia kursu, który dezorganizuje dowóz dzieci z terenu gminy. - Jeśli Lędyczek zaburza rozkład to niestety trzeba rozpatrywać tę miejscowość w ostatniej kolejności – mówił wójt. Dyrektor radawnickiej podstawówki Małgorzata Wojtkiewicz wytłumaczyła jednak, że kłopoty wiążą się raczej z ilością dzieci – w Grodnie, Bielawie, Krzywej Wsi ich liczba wzrosła, konieczne było więc zorganizowanie dwóch kursów, a nie tak jak rok wcześniej – jednego. Szefowa szkoły wyjaśniła również, że kwestia godzin odjazdów i powrotów została już uregulowana – jak się okazało, wójtowi przedłożono nieaktualny rozkład.
Łatwość, z jaką można zoptymalizować kwestię dowozów, była zaskoczeniem dla dyrektor SP w Zalesiu Teresy Pulit. - Nigdy nie miałam poczucia, że mogę czegoś żądać, nigdy nawet bym nie pomyślała, że mogę mieć dwa kursy – mówiła, wyjaśniając, że od zawsze było tak, że ci uczniowie z Pieczynka, którzy kończyli zajęcia później, przyjeżdżali do szkoły rowerami.
Bezpieczeństwo przede wszystkim
W trakcie zebrania pojawiła się również kwestia dbałości o bezpieczeństwo uczniów oraz ich zachowanie w autobusie. W przeszłości z jednej strony rodzice zwracali bowiem uwagę na problemy związane z autokarem – pisali o niedomykających się drzwiach czy o tym, że uczniowie musieli wypychać zimą autobus ze śniegu, z drugiej natomiast pojawiały się sygnały o karygodnym zachowaniu dzieci. Wójt zapobiegawczo prosił więc dyrektorów, by mieli oczy naokoło głowy, by interesowali się tym, w jakim miejscu dzieci wsiadają do autobusu, czy czuwa nad nimi opiekun i jak przebiega podróż. - Nie jesteśmy w stanie za każdym autobusem posłać pracownika – tłumaczył P. Lach, nalegając, by nie lekceważyć tych kwestii, zwłaszcza, że na temat opiekunów też pojawiały się różne głosy. Wójt nie ukrywał, gmina sugerowała przewoźnikowi zakup kamer, które pomogłyby raz na zawsze rozwiązać kwestię niewłaściwego zachowania uczniów, a do takiego miało w autobusie dochodzić. Jeśli opiekunowie nie będą mieli na tyle siły przebicia, by na zachowanie uczniów wpłynąć, może się okazać, że innego wyjścia aniżeli montaż kamer po prostu nie będzie. [[nowa_strona]]
Dyrektorzy tłumaczyli, że z większością spraw radzą sobie samodzielnie. Jak mówiła dyrektor podstawówki w Świętej Elżbieta Kozicz – sami podejmują reakcję. Jej słowom sekundowała Teresa Pulit, która opowiadała, że kiedy w ubiegłym roku szkolny autobus zakopał się, nawet nie pomyślała, by dzwonić do wójta - interweniowała sama. [[reklama]]
Mimo wszystko Piotr Lach prosił, by być m.in. na głosy rodziców wrażliwym, bacznie przyglądać się organizacji i przebiegowi dowozów, być w stałym kontakcie z gminą.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze