Reklama

Pół żartem, pół serio, czyli o wakacyjnych korkach w mieście

19/08/2015 06:05
Powiedzieć, że "jedenastka" przebiegająca przez Jastrowie w sezonie wakacyjnym jest zakorkowana, to mało, samochody w upale, a kierowcy w złości tłoczą się bowiem za sobą metr za metrem kilometrami. Niektórzy są tak wściekli, że dzwonią do burmistrza z pretensjami. Choćby o spóźniony obiad

Numer „komórki” Piotra Wojtiuka nie jest owiany tajemnicą. Z łatwością można go odnaleźć na stronie internetowej urzędu miasta, a więc ci z dostępem do sieci w telefonach, którym przejazd przez miasto wybitnie się dłuży, wybierają jego numer i narzekają. Mało kto z dzwoniących wie, że wszystkie te żale powinno się kierować pod innym adresem – zarządcą krajowej „jedenastki” jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, a nie jastrowski samorząd. Mimo to burmistrz odbiera i cierpliwie tłumaczy, że gmina za tę drogę nie odpowiada. Nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem. Jeden z turystów, który utknął w korku na dobre, zadzwonił poinformować Piotra Wojtiuka, że jest już 14.00, tymczasem on do 16.00 musi dotrzeć do Kołobrzegu, gdzie będzie spędzać wakacje, bo inaczej nie wydadzą mu już obiadu. Śmieszne, ale prawdziwe. Jeszcze kto inny pytał, czy nie da się przyspieszyć przejazdu przez „tę wieś”. Otóż się nie da, a przynajmniej nic nie poradzi na to Piotr Wojtiuk. Może jedynie przypominać w GDDKiA o budowie obwodnicy miasta, co zresztą czynił niejednokrotnie, może też, w porozumieniu z prezydentami, burmistrzami i wójtami samorządów zrzeszonych w Stowarzyszeniu Gmin, Powiatów i Województw „S11” podpisywać się pod pismami protestacyjnymi, ale czy to coś da? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że póki co niczego nie udało się wskórać. Nie tylko w Jastrowiu. Na nic zdały się blokady drogi urządzane przez mieszkańców Ujścia i zabiegi burmistrza Henryka Kazany, który z niesamowitym uporem, komu tylko mógł, udowadniał, że budowa drogi, która (szczególnie ciężkim zestawom) pozwoli ominąć centrum miasta jest konieczna. Dziś Henryka Kazany już nie ma (zastąpił go Roman Wrotecki), nie ma też obwodnicy.

Reklama

Fragment miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Jastrowia podpięty do uchwały z 2007 roku. Po lewej stronie wyrysowany hipotetyczny przebieg obwodnicy

Plany co innego, rzeczywistość też

Jastrowie obwodnicę ma. Na mapie. Wyrysowano ją już w 1979 roku, czyli… 36 lat temu. Alternatywna trasa pozwalająca ominąć Królewskie Miasto miała biec jego wschodnią częścią (a więc od strony Złotowa), zaczynać się na wysokości mniej więcej Byszek i, omijając centrum, wracać na „stary tor” w okolicy baru Ania, znajdującego się przy wylocie miasta na Podgaje. Ten hipotetyczny przebieg zawarto też w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego Jastrowia z 2007 roku.

Reklama

Co do tego, kiedy plan uda się zrealizować Piotr Wojtiuk nie chce się wypowiadać, bo byłoby to wróżenie z fusów. Zresztą bardzo ryzykowne. - Temat obwodnicy zawsze kończy się na rozmowach i petycjach. Najwyraźniej GDDKiA ma inne priorytety – burmistrz nie łudzi się, że jest inaczej. - W strategicznych dokumentach dotyczących rozwoju sieci dróg w Polsce nie ma drogi S11 – zauważa.

Nie znaczy to jednak, że tematu obwodnicy nie będzie pilnował, póki co jednak Piotr Wojtiuk nie chce rozbudzać wśród mieszkańców miasta nadziei na jej budowę.

Reklama

Partyzantka

Z „korkami” powstającymi głównie w okresie letnim próbowano już sobie radzić na różne sposoby. Był czas, że po prostu wyłączano sygnalizację świetlną głównego skrzyżowania, dając tym samym kierowcom wolną rękę. Ci jadący w kierunku Wałcz-Podgaje (i odwrotnie) jechali zatem non stop, a ci chcący przebić się z ulicy Kilińszczaków w ulicę Wojska Polskiego musieli wymuszać przejazd. Podobnie piesi, chcący przeciąć „krajówkę”. Mało kto ich przepuszczał, a jeśli już znalazł się uprzejmy kierowca, który przed „zebrą” stanął, wcale nie oznaczało to, że zatrzyma się i ten jadący z przeciwnego kierunku. - Cały ten ruch, przy wyłączonych światłach, odbywał się na dużym ryzyku, przechodnie czasami niemal „ślizgali” się na maskach samochodów – zauważa Piotr Wojtiuk, będący przeciwnikiem tego rozwiązania.

- Interweniowałem w GDDKiA i na policji. Wszyscy dziś wiedzą, że na wyłączanie sygnalizacji bez obecności policjanta wyznaczonego do kierowania ruchem mojej zgody nie ma – podsumowuje. Funkcjonariusz w białych rękawiczkach pojawia się więc za każdym razem, gdy na sygnalizatorach zaczyna pulsować żółte światło. Jak wskazuje rzecznik prasowy złotowskiej komendy, dzieje się tak od pierwszego weekendu wakacji do ostatniego, a w razie potrzeby również w inne dni. W sobotę policjant kieruje ruchem pomiędzy godzinami 8.00 a 14, w niedzielę zaś – od popołudnia do wieczora.

Reklama

Czy jest bezpieczniej? Pewnie tak. Czy sprawniej? Trudno ocenić – Jastrowie i tak „korkuje” się niemiłosiernie. Ostatni weekend znów równał się wielokilometrowemu zatorowi.

Dziwne rzeczy

Piotr Wojtiuk potrafi wskazać przyczyny powstawania uciążliwych „korków”. - Pierwszym „spowalniaczem” jest przejazd kolejowy na wojewódzkiej drodze numer 22 na trasie Ptusza-Jastrowie, przed którym stoi znak „stop” - wskazuje burmistrz. Druga rzecz: - Podporządkowanie „jedenastki” „dwudziestce dwójce” - dodaje. Kierowcy jadący z kierunku Ptuszy muszą ustępować pierwszeństwa tym, który poruszają się w kierunku Jastrowie-Wałcz i odwrotnie. - To droga krajowa, a nie wojewódzka, powinna być potraktowana priorytetowo – uważa Piotr Wojtiuk. - Niejednokrotnie sugerowaliśmy GDDKiA stworzenie pasa pozwalającego kierowcom poruszającym się „krajówką”, wolno ale płynnie, włączać się do ruchu, jednak ta propozycja nie została zaakceptowana – dodaje.

Reklama

Są też trzecia i czwarta przyczyna – sygnalizacja na głównym skrzyżowaniu miasta oraz ciągnący się przez kilka kilometrów obszar zabudowany, na którym kierowcy są zobowiązani zwalniać do 50km/h.

Handel wytrzyma

Obwodnica, o ile ta kiedykolwiek powstanie, jak twierdzi większość prowadzących punkty handlowe przy głównej ulicy miasta, raczej nie pogrąży ich biznesów. - Nie stracilibyśmy wielu klientów, bo głównie zaopatrują się u nas miejscowi. Przejezdni nie generują dużych obrotów, bo stają głównie na „cepeenach” albo przy marketach – wyjaśnia właścicielka sklepu monopolowego, dodając, że budowa obwodnicy, jej zdaniem, byłaby „wybawieniem” dla mieszkańców miasta. Pracownik sklepu spożywczego prezentuje podobny pogląd. - Odkąd powstały markety klientów „z trasy” mamy mniej. Jeśli już ktoś ma się w Jastrowiu zatrzymać, to staje raczej przy Tesco, na dużym parkingu – dodaje, zapewniając, że ewentualna budowa obwodnicy z pewnością nie grozi sklepowi plajtą.

Reklama

Leszek Mileszko, do niedawna pracujący w jastrowskiej kolekturze, jest innego zdania. Jak mówi, uruchomienie alternatywnej trasy z pewnością odbije się na ruchu w „totolotku”, w którym w dużej części pieniądze zostawiają przejezdni. I to niemałe – zdarzają się i tacy, którzy jednorazowo na różnego rodzaju zakłady potrafią wydać tysiąc złotych. - W rejonie kolektury są dwa parkingi, więc jest się gdzie zatrzymać – zwraca uwagę jastrowianin, dodając, że miejscowi gracze wydają zdecydowanie mniejsze sumy. - Dla miasta obwodnica z pewnością byłaby zbawieniem, ale dla żyjących z handlu mogłaby oznaczać tragedię – uważa. Słowa o wybawieniu powtarza Marian Klusek. - Obwodnica uratowałaby sytuację, bo nie tylko kierowcom jest ciężko. Tam gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej piesi mają problemy z przedostaniem się na drugą stronę ulicy – zauważa. - Ale czy zrobią tę obwodnicę? - zamyśla się. Dziś nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie jastrowianina.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama