O przynależności do PZPR, teczkach z dowodami, Łobżenicy sprzed lat, kandydowaniu na burmistrza, chorobie oraz niezałatwionych sprawach z powiatem pilskim opowiada Stanisław Jendrzejewski
Od jak dawna jest Pan związany z lokalną polityką? Z tego co mi wiadomo będzie to już kilkadziesiąt lat.
Zaczynałem w latach siedemdziesiątych. Byłem wówczas między innymi naczelnikiem gminy Łobżenica przez 7 lat. Kilkukrotnie zostawałem radnym gminnym. Należałem też jako radny do Wojewódzkiej Rady Narodowej w Pile. Nie wstydzę się tej przeszłości. Nie wstydzę się swoich poglądów i tego, że należałem do PZPR, z którego próbowano mnie wyrzucić w 1978 roku, gdzie walczyłem o to, żeby w partii zostać. To były trudne dla mnie czasy.
Dlaczego miał Pan zostać wyrzucony?
Bo zbyt często pokazywałem, że mam swoje zdanie i nie chcę się podporządkować odgórnym decyzjom, które nierzadko były błędne. Chodziłem też do kościoła, bo tak zostałem wychowany. To nie było mile widziane. Do dzisiaj, na pamiątkę, mam w domu dwie teczki: czerwoną, w której znajdują się materiały, donosy przeciwko mojej osobie i zieloną, tzw. pochwalną. Obie są tak samo grube. Rzecz w tym, że statut PZPR obowiązywał szeregowych członków partii, a tzw „aparat partyjny” miał zupełnie inne prawa.
[[reklama]]
Wielu mieszkańców miasta do dziś wspomina, że lata 60, 70 i 80-te to był prawdziwy rozkwit Łobżenicy, z którego dziś niewiele już zostało. To prawda?
Można tak na to patrzeć. W latach 60-tych obchodzone było 600-lecie. Jak wiele infrastruktury wtedy powstało, można by długo wyliczać: nowe bloki, ośrodek zdrowia, przeniesienie stacji benzynowej za miasto, odbudowa spalonych budynków liceum... Dużo tego było. Lata 70-te to też ożywienie, gdy powstało województwo pilskie. Pamiętam, że wtedy Łobżenicę nazywano „miastem kwitnących róż”. Te kwiaty były wszędzie. Opiekował się nimi śp. Antonii Sztuba. Byliśmy z tego słynni w województwie. Remontowano też wtedy elewacje kamienic, kościoły, Sanktuarium w Górce Klasztornej. Było schludniej, czyściej, ładniej, ale to nie kwestia tego, że działo się to w tamtym ustroju. Myślę, że ludzie bardziej się angażowali, czuli większą odpowiedzialność, większą obowiązkowość tego, że trzeba zadbać nie tylko o swoje obejście, ale też o miasto. Teraz tego brakuje. Dzisiaj ludzie stali się obojętni, roszczeniowi. Czekają, żeby ktoś zrobił za nich. Wymagają, rzadko dając coś od siebie.
Pomówmy o czasach bliższych współczesnym. Po zmianie systemu Stanisław Jendrzejewski nadal pojawia się w polityce, tym razem startując z ramienia SLD pod koniec lat 90-tych wygrywa wybory na burmistrza Łobżenicy. To była trudna kadencja?
Tak jak mówiłem, miałem już do czynienia z samorządem, więc nie martwiłem się o to, czy sobie poradzę. Trudno było o tyle, że... To tylko fragment artykułu Szymona Chwaliszewskiego z AL 21/2014, s. 29
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze