Dzwonią, proszą o wsparcie na rzecz szkoły. - Brakuje nam tylko 150 zł - słyszy w słuchawce właściciel firmy. Gorzej, że obecny dyrektor placówki, która ma otrzymać pomoc, nic o tym nie wie
- Owszem, finansowa sytuacja szkoły nie jest dobra, ale my w ten sposób nie zbieramy pieniędzy - zaskoczony informacją o próbach zbiórki pieniędzy na rzecz Zespołu Szkół Technicznych w Jastrowiu dyrektor Piotr Mańkowski dementuje jakoby szkoła wydała takie pozwolenie. - Ratujemy się jak możemy, sprzedajmy złom, organizujemy wieczorki poetyckie przy słodkim poczęstunku, który sami pieczemy, ale nie dawałem żadnej firmie przyzwolenia, tym bardziej z Rudy Śląskiej, na zbieranie w ten sposób pieniędzy - dodaje dyrektor.
Miła pani i mała pomoc
Kilka tygodni temu do jednego z właścicieli firm w Jastrowiu zadzwonił telefon. Bardzo miła pani poinformowała przedsiębiorcę, że pomagają Zespołowi Szkół Technicznych w Jastrowiu i proszą o finansowe wsparcie zakupu książek dla tej placówki. - Brakuje nam 150 zł - usłyszał mężczyzna w słuchawce i zgodził się na wsparcie akcji, w końcu chodziło o szkołę z jego miasta. Zgodził się również na przesłanie faktury pro forma z numerem konta, na który pieniądze należało wpłacić. - Minął jakiś czas, zapomniałem o tym, ale po pewnym czasie pocztą przyszła obiecana faktura - mówi właściciel firmy, który ze zdziwieniem odkrył, że siedziba firmy, której zgodził się wpłacić pieniądze, mieści się w Rudzie Śląskiej.
[[reklama]]
Pan czy pani dyrektor?
Nie wpłacił obiecanej kwoty, bo już wtedy takie działanie wydawało mu się co najmniej podejrzane. Po jakimś czasie ponownie otrzymał telefon od miłej pani, która przypomniała o terminie wpłaty, na fakturze był bowiem ustalony na siedem dni. Dopiero przy tej okazji mężczyzna, który chciał wesprzeć szkołę, zaczął pytać o osoby koordynujące akcją i dowiedział się, że jest to pani dyrektor. - Wtedy sprawa wydała mi się już bardzo podejrzana - opowiada, bo doskonale wiedział, iż dyrektorem szkoły jest mężczyzna. Dodatkowe pytanie o nazwisko dyrektora szkoły tylko utwierdziło go w przekonaniu, że pieniędzy lepiej nie wpłacać na podany numer konta.
Dyrektor szkoły Piotr Mańkowski nie kryje zdenerwowania takim telefonicznym nagabywaniem mieszkańców Jastrowia z prośbą o wsparcie na rzecz szkoły. - Jeśli proszę o wsparcie, to najczęściej robię to osobiście, nie zwalam na nikogo czarnej roboty. W moim imieniu może też występować Rada Rodziców, ale za każdym razem działanie takie opatrzone jest naszą pieczątką i moim podpisem - zapewnia dyrektor. - Takie akcje tylko psują reputację naszej szkole i zamykają nam drogę do zdobycia dodatkowych środków - ubolewa Piotr Mańkowski, dodając, że ani księgowość, ani pracownicy sekretariatu nie potwierdzają takiej współpracy za czasów poprzedniego dyrektora.
Trwa weryfikacja
Kontaktowaliśmy się z firmą, która w imieniu szkoły postanowiła zbierać pieniądze na zakup książek. Podczas pierwszej telefonicznej rozmowy dowiedzieliśmy się, że dzisiaj nie otrzymamy informacji o współpracy ze szkołą. Na taką weryfikację potrzebny był co najmniej dzień .Następnego dnia firma z Rudy Śląskiej zapewniła nas, że akcja dla Zespołu Szkół Technicznych w Jastrowiu była ustalona z poprzednim dyrektorem szkoły, a do placówki, jak informowała nas przedstawicielka firmy, był wysłany komplet lektur. - Mamy upoważnienie dyrekcji szkoły do prowadzenia akcji mającej na celu pozyskanie fundatorów tych pomocy dydaktycznych z terenu gminy i powiatu - zapewnia nas pisemnie przedstawiciel firmy z Rudy Śląskiej. Niestety na pytanie o ilość zebranych środków oraz liczbę książek przesłanych szkole nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Agnieszka Głyżewska - Klofik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze