Pod koniec roku w starostwie powiatowym odbyły się obrady Komisji Bezpieczeństwa i Porządku. Po pierwszym spotkaniu zdecydowano o zwołaniu w trybie pilnym posiedzenia Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w poszerzonym składzie, z udziałem przedstawicieli gmin powiatu. Powodem zwołania obrad była bardzo realna możliwość wystąpienia na naszym terenie ogniska ASF (afrykańskiego pomoru świń – nieuleczalnej choroby wirusowej świń i dzików). Spotkanie zwołano na wniosek Powiatowego Lekarza Weterynarii Marka Winiarskiego.
Zrobiliśmy symulację ogniska na terenie naszego powiatu. Chcieliśmy też omówić kwestie związane ze współdziałaniem służb
Reklama
– referuje Marek Winiarski.
Chociażby niedawny przypadek wystąpienia ogniska wścieklizny w gminie Jastrowie pokazał, że nie wszystko w tym względzie funkcjonuje jak powinno
– mówi powiatowy lekarz weterynarii.
Marek Winiarski przyznaje, że obecnie o pomorze afrykańskim świń mówi się w kategoriach profilaktyki, ale w nieodległej perspektywie to bardzo realne zagrożenie dla powiatu i okolic. Nie należy już o nie pytać: czy wystąpi, ale próbować szacować, kiedy do tego dojdzie.
Przez długi czas wirus udało się utrzymywać na wschodnim pasie, jednak od niedawna ASF jest już za Wisłą, po naszej stronie. Wszyscy myśleliśmy, że rzeka będzie naturalną granicą i ASF jeszcze długo będzie się trzymał po jej wschodniej stronie, tymczasem w bardzo krótkim czasie stało się inaczej
Reklama
– stwierdza. Jak podkreśla powiatowy lekarz weterynarii, rozmawiać trzeba, informować należy, bo, jak pokazuje praktyka, poziom wiedzy rolników i myśliwych jest w tym względzie bardzo zróżnicowany.
Niektórzy poważnie traktują te kwestie, inni podchodzą do nich lekceważąco. Są gospodarstwa, w których nie ma środka dezynfekcyjnego, a co dopiero mat zabezpieczających. Niestety, podczas licznych obecności stwierdzamy, że w gospodarstwach nie ma żadnych środków bezpieczeństwa. Co dziwi tym bardziej, że nawet w sytuacji zagrożenia te w gruncie rzeczy proste sposoby zabezpieczania znacząco zmniejszają ryzyko. Zwłaszcza rolnicy powinni zdać sobie sprawę, że podstawowa bioasekuracja zabezpiecza ich gospodarstwa
Reklama
– przyznaje Marek Winiarski.
Ideałem byłoby oddzielenie zabudowy gospodarczej, w której jest hodowla, od dostępu innych zwierząt, ale też od osób, od zabudowy domowej. W pierwszej kolejności należy bowiem pamiętać o naczelnej zasadzie niewpuszczania obcych osób do pomieszczeń gospodarskich
– powiatowy lekarz weterynarii podkreśla, że wirus nie jest groźny dla ludzi, ale dziesiątkuje trzodę i przynosi ogromne straty w hodowli. Nawet jeśli wirus nie dotknie danego gospodarstwa, ale znajduje się ono w rejonie objętym ogniskiem, skutki także będą odczuwalne dla rolnika.
Wieprzowiny z takiego obszaru ani produktów z niej praktycznie nie można sprzedawać. Następuje blokada, cena spada, to są bardzo poważne konsekwencje, na których wielu traci. Najdalej idącą sytuacją jest zdziesiątkowane stado czy konieczność wybicia pozostałych zwierząt
– Marek Winiarski widział miejsca, gdzie pomór afrykański niszczył hodowle. Czy taki wirus kiedykolwiek wcześniej dotknął nasz rejon?
Nie. Pamiętam natomiast dramatyczne skutki pomoru klasycznego, który wystąpił na naszym terenie przed laty
Reklama
– dodaje.
Jak wirus przedostał się na zachodnią stronę Wisły?
To są oczywiście domysły, ale najprawdopodobniej myśliwi przynieśli to na teren Puszczy Kampinoskiej, gdzie wystąpiło pierwsze ognisko, a za chwilę kolejne w innym miejscu
– stąd przekonanie powiatowego lekarza weterynarii, że działanie wirusa będzie się przesuwać na zachód.
Rozmawiałem o tym z Głównym Lekarzem Weterynarii, poruszaliśmy m.in. kwestie dotyczące działalności zamiejscowych kół łowieckich
– Marek Winiarski podkreśla, że działają one również na naszym obszarze.
Z tego co mi wiadomo, niebawem powinny pojawić się w tym względzie ministerialne wytyczne. Jest bowiem duże prawdopodobieństwo, że myśliwi, wędrując na tereny zamiejscowych obwodów łowieckich, roznoszą wirus. Byłoby inaczej, gdyby po każdym polowaniu rzeczywiście dezynfekowali odzież
– nasz rozmówca przyznaje, że rozsądku brak również po stronie rolników.
Jeden nierozważny krok może sprawić, że w ciągu krótkiego czasu wirus przeniesie się na znaczną odległość, kilkudziesięciu kilometrów czy więcej. Bywają przypadki, że powodem nie jest brak rozwagi, a zwykła głupota. Znam przypadek rolnika, który wiedział o zarażeniu swojej trzody, a mimo to sprzedał warchlaki. Wirus odpowiadający za ASF nie jest aerogenny, nie przenosi się przez powietrze. Jest roznoszony przez zwierzęta albo ludzi. Przy tak głupim postępowaniu, jak w przypadku tego rolnika, wirus dotrze do nas szybciej niż można się spodziewać
Reklama
– ocenia M. Winiarski. Na kiedy on szacuje pojawienie się ASF na Złotowszczyźnie?
Myślę, że mamy jakieś pół roku.
Gdy dojdzie już do takiej sytuacji, powiatowy lekarz weterynarii ma prawo zdecydować o konieczności wybicia całej trzody chlewnej w promieniu trzech kilometrów od ogniska choroby. W miejscach wystąpienia wirusa, w których Marek Winiarski widział, jak ASF dziesiątkuje trzodę chlewną, podjąłby taką decyzję.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mordowanie chłopskich świń - to prawda. W 2017 r. do września zlikwidowano już 12 tysięcy małych i średnich hodowli polskich rolników. Weterynarze powiatowi na polecenie ministra Jurgiela i Szyszki pod pozorem ASF(afrykański pomór świń) wybijają , w sposób okrutny, zdrowe setki, a czasem tysiace prosiaków w gospodarstwie bez śladu zarazy i wrzucają to w ziemię- setki tysięcy najlepszego polskiego mięsa . Informacja pochodzi ze starcia rolników z przedstawicielami ministrów w Sejmie z dn.12.09.w komisji rolnictwa. Viceminister rolnictwa E.Lach powiedziała w Sejmie, że muszą zniknąć małe hodowle, bo przez rozprzestrzenianie się ASF zagrażają przemysłowym hodowlom. Rząd chce ochronić przed ASF hodowle wielkoprzemysłowe ( czytaj-niemieckie ) w Polsce. Niemcy nie mogli sobie poradzić z ogromem odchodów i przenieśli je na polska ziemię+ tani robotnik), bo to są hodowle eksportowe. Rysuje się sens polityki „dobrej zmiany” wobec wsi i planowanego żywienia nas, ludu miast GMO. Nieprzemysłowy, niezależny mały i średni rolnik, ten co na śmierć i życie będzie bronił swej ziemi i dziedzictwa, obrońca nieprzekupny musi zniknąć metodami socjotechnicznymi, bez słyszalnego krzyku i zadymy. Nadchodzą nowi panowie, czyli MONSANTO, by bez kłopotów wziąć w posiadanie polską ziemię rolną. Szyszko i min.Jurgiel forsują w sejmie ustawę o uprawach GMO we wszystkich gminach. Wraz z Monsanto wejdą też modyfikowane świnie, koszt niemożliwy dla małych hodowców. Ogladajmy filmy o Monsanto i GMO, by wiedzieć co nas czeka.
ASF pewnie już jest, tylko żaden myśliwy nie ztgłosi padłego dzika
Panie Winiarski nie siej Pan propagandy - jak dziki leżały 4 dni na drodze przed Nowinami to Cię nie obchodziło - a teraz zgrywasz wielce zatroskanego!!!!
zamiast pozbyć sie dzików pozbędziemy sie wieprzowiny a konkurencja z dani hiszpani usa na to czeka(przywioza gotowe tzw ,,mieso")...a my swinie w muzeum bedziemy odladac.wirus jest od 4 lat w polsce i dopiero teraz mysli sie o budowie plotu na granicy troche za późno
Wojsko zwolac i wybic tą zwierzyne dac im miesiac i nie bedzie zadnego wirusa.
Propaganda nic innego.
Myśliwi roznoszą ASF ? Dobre sobie !!!!
Skoro myśliwi roznoszą ASF to dlaczego cała wina obarcza sie rolnika.To rolnik na końcu poniesie najwieksze straty.Na naszym terenie i tak juz praktycznie nie ma świń to ASF nie bedzie miał czego atakować.
Mordowanie chłopskich świń - to prawda. W 2017 r. do września zlikwidowano już 12 tysięcy małych i średnich hodowli polskich rolników. Weterynarze powiatowi na polecenie ministra Jurgiela i Szyszki pod pozorem ASF(afrykański pomór świń) wybijają , w sposób okrutny, zdrowe setki, a czasem tysiace prosiaków w gospodarstwie bez śladu zarazy i wrzucają to w ziemię- setki tysięcy najlepszego polskiego mięsa . Informacja pochodzi ze starcia rolników z przedstawicielami ministrów w Sejmie z dn.12.09.w komisji rolnictwa. Viceminister rolnictwa E.Lach powiedziała w Sejmie, że muszą zniknąć małe hodowle, bo przez rozprzestrzenianie się ASF zagrażają przemysłowym hodowlom. Rząd chce ochronić przed ASF hodowle wielkoprzemysłowe ( czytaj-niemieckie ) w Polsce. Niemcy nie mogli sobie poradzić z ogromem odchodów i przenieśli je na polska ziemię+ tani robotnik), bo to są hodowle eksportowe. Rysuje się sens polityki „dobrej zmiany” wobec wsi i planowanego żywienia nas, ludu miast GMO. Nieprzemysłowy, niezależny mały i średni rolnik, ten co na śmierć i życie będzie bronił swej ziemi i dziedzictwa, obrońca nieprzekupny musi zniknąć metodami socjotechnicznymi, bez słyszalnego krzyku i zadymy. Nadchodzą nowi panowie, czyli MONSANTO, by bez kłopotów wziąć w posiadanie polską ziemię rolną. Szyszko i min.Jurgiel forsują w sejmie ustawę o uprawach GMO we wszystkich gminach. Wraz z Monsanto wejdą też modyfikowane świnie, koszt niemożliwy dla małych hodowców. Ogladajmy filmy o Monsanto i GMO, by wiedzieć co nas czeka.
ASF pewnie już jest, tylko żaden myśliwy nie ztgłosi padłego dzika
Panie Winiarski nie siej Pan propagandy - jak dziki leżały 4 dni na drodze przed Nowinami to Cię nie obchodziło - a teraz zgrywasz wielce zatroskanego!!!!