Reklama

Posłuszni jak baranki

06/12/2011 00:00
Radny z Czernic przyznaje, że nie może zapomnieć sprawy likwidacji szkoły w Głomsku. - To zadra, która szybko z serca nie wyjdzie - ocenia. Winą obarcza przewodniczącego rady, z którym, jak przyznaje, mają na pieńku, bo ten podporządkował sobie innych radnych i uzurpuje monopol na rację. Z Zenonem Nowakiewiczem, zdaniem wielu największym raptusem tej kadencji, rozmawia Piotr Steffen

Jest Pan w gronie najbardziej charakterystycznych postaci Rady Gminy Zakrzewo tej kadencji. Do tego radnym, który ma opinię największego krzykacza, nerwusa i pieniacza. Zgadza się Pan z taką opinią?
Nie do końca, bo wychodziłoby na to, że moje wystąpienia są bez sensu, bo tak ocenia się działania pieniaczy. Uważam, że mówię zupełnie do rzeczy, a że jest w tym wiele emocji...? Tylko dlatego, że do pewnych spraw, które omawiane są na łonie tej rady, niektórzy radni podchodzą na zbyt dużym luzie, nie poświęcając im należnej uwagi, z kolei inni radni w ogóle nie wiedzą, o co chodzi. Żeby móc skutecznie przeciwdziałać takim postawom trzeba czasami bardziej emocjonalnej wypowiedzi, bo to chyba jedyny sposób, żeby dotrzeć do tych ludzi.

Których radnych ma Pan na myśli?
Powstała grupa, z przewodniczącym Antonim Łososiem na czele, którzy stworzyli sobie monopol na rację. W sumie to była grupa przewidziana dla innego wójta, bo innego kandydata popierała w wyborach, no ale wyszło jak wyszło. A to przekonanie o racji w praktyce różnie wychodzi, przewodniczący Łosoś też sobie czasami nie radzi, że przypomnę tylko sytuacje, kiedy nie potrafił policzyć głosów przy głosowaniach nad uchwałami albo wymyślił sobie, że jego głos liczy się podwójnie w sytuacji, gdy oddana została jednakowa liczba głosów.
[[reklama]]
Ale z tymi problemami z liczeniem to m.in., a może głównie, Pana zasługa. Obserwuję Pana i widzę, że podczas głosowań celowo szybciej opuszcza Pan rękę albo trzyma za nisko, żeby wprowadzić zamieszanie na sesji, żeby pomylono się w liczeniu. Mam wrażenie, że ma Pan z tego niezły ubaw.
Przewodniczący powinien sobie poradzić w każdej sytuacji, po to jest przewodniczącym. Zwłaszcza, jeśli uzurpuje sobie, że jest najważniejszy, choćby uważa, że jego głos liczy się podwójnie w spornych głosowaniach. A nigdy nie było, nie jest i nie będzie tak, że przewodniczący rady jest ważniejszy od szeregowego radnego.

Z tym ważniejszym głosem Pan przesadza. Sam Pan przecież żył w przekonaniu o tym, że zasada podwójnego głosu przewodniczącego obowiązuje w spornych głosowaniach. Dopiero przy okazji ostatniego szkolenia radnych dowiedzieliście się, że w takich sytuacjach głos przewodniczącego nie liczy się podwójnie. Zasada ta była praktykowana od lat.
Od tego jest się przewodniczącym, żeby wiedzieć takie rzeczy. Jest literatura, mógł zapytać pani sekretarz, ponoć jest też zatrudniony prawnik na pół etatu, więc było gdzie zasięgnąć opinii. Tym bardziej, że za pełnienie swojej funkcji Antoni Łosoś bierze całkiem przyzwoite pieniądze, niejeden pracujący tyle nie zarabia w miesiąc.

A wracając do sprawy głosowań, dodam, iż chodziło m.in. o głosowanie nad uchwałą związaną z nadleśnictwem, w którym pan przewodniczący wyżej postawił dobro Lasów Państwowych, których notabene jest pracownikiem, niż gminy. Ja w każdym razie odniosłem takie wrażenie, że w tym głosowaniu interes lasów był dla niego ważniejszy niż interes naszego samorządu.

Coś mi się zdaje, że najzwyczajniej w świecie nie lubi Pan Antoniego Łososia.
Do pana Antoniego jako osoby prywatnej nic nie mam, ale jeżeli chodzi o jego postępowanie jako przewodniczącego rady to owszem, mam. Przede wszystkim dlatego, że jeszcze jako przewodniczący komisji oświaty i kultury w poprzedniej kadencji znacząco przyczynił się do tego, że w Głomsku zamknięto szkołę. A ja w dalszym ciągu jestem przekonany, że to była bezsensowna decyzja. Do dzisiaj żadnych oszczędności z tego tytułu gmina nie zyskała.

Musi Pan jednak pamiętać o tym, że od początku mówiono, że z dokonywaniem bilansów należy poczekać dwa, trzy lata. Dopiero wtedy zapowiadano wymierne porównania.
Wymierne w kontekście finansowym, ale tak naprawdę nie ma nic bardziej wymiernego jak dobro dzieci. Dlaczego to one muszą cierpieć z tego powodu, że mamy głupich radnych?

Z informacji, jakie do mnie docierają wynika, że rodzice byłych uczniów głomskiej szkoły są zadowoleni z tego, w jakich warunkach i okolicznościach uczą się obecnie ich dzieci. Rozumiem, że Pan ma inne informacje?

Oczywiście, rozmawiam z rodzicami dzieci i wiem, że nie jest dobrze. Choćby z tego względu, że niektóre dzieci ponad godzinę wracają do domu, a normalnie odcinek trasy między ich domem a szkołą można przejechać autem zaledwie w kilka czy kilkanaście minut. Dostałem też sygnały, że dzieci zostawiane są w szkole, bo kierowca szybciej odjeżdża sprzed budynku. Ja nie wiem, kto personalnie za to odpowiada – kierowca, dyrekcja szkoły czy wójt. Ale takie sytuacje dowodzą, że system się nie sprawdza. A najgorsze jest to, że dzisiaj nikt nie ma pomysłu, co zrobić z budynkiem byłej głomskiej szkoły. Na początku kadencji zadałem zresztą przewodniczącemu pytanie w tej sprawie, do tej pory nie odpowiedział. Będę cierpliwie czekał. Problem w tym, że czas nieubłaganie leci. Dzisiaj okna i drzwi są pozamykane, grzyb w środku, kaloryfery porozwalane. Nie wiem, czy jest tam w ogóle piec, żeby to ogrzać. Jeszcze trochę i skończy się na tym, że trzeba będzie ten budynek rozebrać.

Nie ma Pan zamiaru podarować przewodniczącemu, w którym upatruje głównego inicjatora zamknięcia szkoły?

Anie trochę. Siedzi mi to w sercu, to taka mocna zadra, która chyba szybko stamtąd nie wyjdzie.

Czasami wydaje mi się, że podczas sesji rewanżuje się Pan za to przewodniczącemu. Celowo wprowadza zamieszanie, nerwy... Niejednokrotnie przecież wyraźnie podniósł mu już Pan ciśnienie.
Nie jestem w tej radzie po to, żeby komukolwiek się przymilać, a już na pewno nie przewodniczącemu. Jestem tam po to, żeby reprezentować interes gminy. Jeżeli ktoś ma dziwne pomysły, to ja muszę jakoś temu przeciwdziałać. Niekiedy nawet poprzez takie zachowywanie się na sesjach.

Jaki jest Pana nadrzędny cel jako radnego na tę kadencję?

Jeśli chodzi o moją miejscowość, najbardziej potrzeba nam teraz kompletnego oświetlenia na całej długości wsi. I chociaż wiem, że jestem wybrany z okręgu Czernic, to jednak pamiętam o tym, że radnym jest się dla całej gminy, a nie swojej wsi czy ulicy. Dlatego wszyscy za cel nr 1 powinniśmy postawić sobie zachowanie dobrego, solidnego budżetu na koniec kadencji. Pamiętam też o tym, że wybrano mnie do reprezentowania mieszkańców, dlatego staram się powstrzymywać niektórych radnych przed zbyt pochopnym głosowaniem za podnoszeniem podatków. Nie podoba mi się taka polityka samorządu.

Zdecydowana większość samorządów, a w naszym powiecie wszystkie, podniosły podatki.
Ale w rozsądnych granicach.

Wy też nie mieliście wysokiego skoku – średnio 5%.
Średnia to nie jest wymierne porównanie. Gdyby dokładniej przeanalizować, które podatki w jakiej wysokości, obraz nie byłby tak pozytywny.

Gdyby nie to, że nie jesteśmy w roku przedwyborczym, pomyślałbym, że rozpoczyna Pan kampanię.
To nie ma z tym nic do rzeczy. Tak uważam, takie jest moje zdanie na temat podatków i tyle. Mam wrażenie, że wójt postąpiłby słuszniej, gdyby zaproponował mniejsze podwyżki stawek podatkowych.

A ja na podstawie obserwacji w ostatnich miesiącach mam wrażenie, że Pan nie ufa wójtowi, podobnie jak urzędnikom.
Może to słuszne wrażenie. Bo rzeczywiście nieco inaczej wyobrażałem sobie jego rządy. Wójt powinien być menadżerem.

Z takim hasłem Henryk Dobrosielski szedł do wyborów.
No właśnie, dlatego mam nadzieję, że to niespełnienie moich oczekiwań to wyłącznie efekt tego, że po prostu dopiero się rozkręca. I że będzie pamiętał o tym, iż bogactwem gminy Zakrzewo są nasi mieszkańcy i jeżeli im będzie się dokręcać śrubę, nie wyniknie z tego wiele dobrego. Nikt na tym nie skorzysta, ani samorząd, ani mieszkańcy tej gminy.

W ubiegłorocznych wyborach samorządowych głosował pan na obecnego wójta czy poparł Pan innego kandydata?
Głosowałem na Henryka Dobrosielskiego.

Mam rozumieć, że póki co jest Pan zawiedziony?
Nie, to byłoby za mocne słowo. Tak jak powiedziałem, czekam. Wierzę, że wójt się rozkręci. Biorę poprawkę na to, że wciąż musi się jeszcze uczyć.

Wspomniał Pan o grupie radnych trzymających władzę pod rządem Antoniego Łososia. Co jest przeciwwagą tej grupy?
Nie ma przeciwwagi. Jestem ja, Andrzej Ruta, ale indywidualnie niewiele możemy wskórać, zwłaszcza, gdy większość radnych głosuje mechanicznie, nawet nie zastanawia się nad czym. I nie ukrywam, że dziwię się radym z Zakrzewa, że też dali się w to wkręcić przewodniczącemu ze Starej Wiśniewki i siedzą posłuszni jak baranki.

Bliżej Panu do radnego Ruty?
Niekoniecznie. Z boku może czasami tak to wygląda, że gramy do jednej bramki, ale zapewniam, że nie ma miedzy nami żadnego porozumienia. Z żadnym radnym zresztą nie ma, bo co można zrobić, gdy po drugiej stronie ma się taką większość…

W wywiadzie na początku kadencji radny Ruta powiedział wprost, że byłby lepszym przewodniczącym niż Antoni Łosoś. Jak Pan ocenia takie porównanie po roku pracy rady?
Merytorycznie Andrzej Ruta jest lepiej przygotowany do pełnienia takiej funkcji. Siedzi w dokumentach, należycie przygotowuje się do każdej sesji...

...ale nie może Pan powiedzieć, że Antoni Łosoś się nie przygotowuje, bo tego Pan nie wie.

Rzeczywiście nie wiem, ale uważam, że z tego, co dzieje się na sesjach, jak w niektórych momentach przewodniczący Łosoś najzwyczajniej się gubi, mogę wyciągnąć taki wniosek.

A radny Ławniczak...

Ja nie wiem, w którym miejscu jest w tej radzie Andrzej Ławniczak. Zaczynał z grupą mającą większość, a czasami głosuje zupełnie inaczej, powiedziałbym całkiem rozsądnie. I dlatego nie wiem, co o nim, jako o radnym, myśleć.

Jak ogólnie po roku pracy ocenia Pan tę radę?
Są jednostki, które myślą samodzielnie, większość niestety nie działa autonomicznie. Podporządkowała się grupie, która chce rządzić tą gminą. Choć czasami jestem pozytywnie zaskoczony. Bywają sytuacje, kiedy radni pokazują, że przynajmniej próbują myśleć i dochodzą do przekonania, że to, co mówi przewodniczący, nie zawsze dobre jest dla tej gminy.

Jak radni Pana odbierają?

Nie wiem, mam nadzieję, że nienajgorzej. Miałbym być źle postrzegany tylko dlatego, że mówię, co myślę? Choć raz rzeczywiście zdarzyło się, że radny nie podał mi ręki, bo uznał, że przesadziłem wygłaszając swoją o nim opinię. A powiedziałem, że zagłosował bezmyślnie.

Nie tylko w radzie ma Pan opinię raptusa. Mówi się, że na pieńku ma Pan także z prezesem Jedności Zakrzewo Eugeniuszem Barabaszem.
Rzeczywiście denerwują mnie niektóre osoby, bo działaczom tym wydaje się, że Zakrzewo jest pępkiem świata, najważniejszy klub to Jedność, a pozostałe się nie liczą. Jednak personalnie do nikogo nic nie mam, do Gienka też nie.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości