Reklama

Potencjalne niebezpieczeństwo. Drzewa (nie) do wycięcia

01/09/2017 07:00
Gdy spadną na dom, mogą zabić domowników. Póki co nic złego się nie stało, państwo Sajnaj z Pniewa wolą jednak dmuchać na zimne. W końcu chodzi o ich życie

Jak zapewniają państwo Sajnaj, między nimi a właścicielem nieruchomości z naprzeciwka, Edwardem Klimiukiem, nie ma konfliktu. Jest jednak impas. Od lat nie potrafią dojść do porozumienia. Przeszkodą są przede wszystkim pieniądze, a dokładnie koszty związane z wycinką trzech jesionów, które mogą być potencjalnym zagrożeniem dla państwa Sajnaj.

Ja nie mówię nie. Nie jestem przeciwny wycince, ale się tego nie podejmę. To jest zbyt niebezpieczne. Najęcie firmy, z tego co się orientowałem, to natomiast koszt około 12 tys. złotych. Na ten moment nie stać mnie na to

Reklama

– mówi właściciel posesji, na której rosną drzewa. Problem trwa od blisko 5 lat. Jak zapewniają nasi rozmówcy, do tej pory dochodziło tylko do tego, że na ulicę upadały suche gałęzie. Na tyle niewielkie, że nie stanowiły zagrożenia.

Jak ktoś do nas przyjeżdża, to jednak woli mimo wszystko stawiać samochód z dala od drzew

– zauważa Małgorzata Sajnaj. Dmuchają na zimne, tak jak i nasi rozmówcy.

My za każdym razem, jak zrywają się wichury, truchlejemy o nasze zdrowie, życie i majątek. Czy naprawdę musi się stać coś poważnego, aby wreszcie ten problem był rozwiązany?

Reklama

– pyta pani Sajnaj. To samo pytanie zadaliśmy panu Klimiukowi. Jeśli bowiem dojdzie do tragedii odpowiedzialność, w głównej mierze, spadnie na niego. Właściciel drzew oczywiście zdaje sobie z tego sprawę, ale nie może teraz nic zrobić, bo go na to nie stać. Jest jednak otwarty na różne rozwiązania. Jest nawet skłonny oddać wycięte drewno fachowcom, którzy się tego podejmą.

Trzy jesiony po drugiej stronie ulicy to potencjalne niebezpieczeństwo dla domu państwa Sajnaj

Sami damy radę

Do pracy są chętni przede wszystkim pan Wiesław Sajnaj i jego syn. Obaj są wykwalifikowanymi pilarzami. Problem w tym, że drzewa znajdują się przy głównej drodze, biegnącej przez wieś. Ponadto sąsiadują z linią energetyczną.

Reklama

Bez wysięgnika zatem się nie obędzie

– zauważa pan Wiesław.

Gdyby samorząd nam go udostępnił, sami z synem moglibyśmy to zrobić

– mówi. Państwo Sajnaj nie zgadzają się natomiast na partycypację w kosztach związanych z wynajęciem firmy, która miałby się tym zająć.

Dlaczego mielibyśmy finansować coś, za co nie jesteśmy odpowiedzialni? Owszem, to zagraża nam, ale to nie my stwarzamy to zagrożenie. A jeśli coś się stanie? Koszty, i to nie tylko finansowe, sąsiad poniesie jeszcze większe

– zauważa pani Małgorzata. Państwo Sajnaj proszą, aby ktoś ich wreszcie wysłuchał. W domu mieszkają nie tylko oni, również synowa, syn i niespełna dwuletni wnuk. Patrzeć w przyszłość można, a nawet trzeba pozytywnie, ale wypadki się zdarzają. Lepiej zapobiegać, twierdzą, a nie czekać na najgorsze. Szczególnie teraz, gdy to zagrożenie jest większe ze względu na coraz częściej nawiedzające region gwałtowne burze i wichury. Nasi rozmówcy pomocy w znalezieniu rozwiązania upatrują m.in. w samorządzie. Zresztą, gdy kilka lat temu pojawił się problem, interweniowali u ówczesnego burmistrza Okonka. Nic jednak w tej kwestii się nie zadziało.

Reklama

Co może gmina?

Udaliśmy się zatem do Urzędu Miejskiego w Okonku. Burmistrz Małgorzata Sameć była zaskoczona otrzymaną od naszej redakcji informacją i stwierdziła, że w ciągu ostatnich trzech lat żadna ze stron nie zgłosiła się w sprawie wycięcia drzew do ratusza, w związku z czym oczekuje informacji przede wszystkim od osób zainteresowanych. Jeśli właściciel drzew ma potrzebę ich usunięcia, musi złożyć odpowiedni wniosek do urzędu. Burmistrz wyjaśnia również, że wynajęcie wysięgnika i firmy, która zajmie się wycinką, w tej sytuacji nie leży w kompetencji samorządu, a gmina nie może tak po prostu wejść na czyjąś posesję i wykonywać zadania za właścicieli nieruchomości. Gmina nie może także w żaden sposób przymusić właściciela drzew do ich usunięcia. Zapewnia też, że w najbliższym czasie do Pniewa pojedzie urzędnik, który dokona wizji lokalnej. Jeśli okaże się, że drzewa zagrażają znajdującej się w ich sąsiedztwie linii energetycznej, urząd skieruje stosowne pismo o interwencję w tej sprawie do energetyki. To wszystko co może, zgodnie z przepisami prawa, zrobić w tej kwestii.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    do wies - niezalogowany 2017-09-01 20:42:44

    Nie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wies - niezalogowany 2017-09-01 19:03:08

    Odłączyli mi wodę i prąd nie mam za co zapłacić, może ktoś mi pomoże???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Aaaa - niezalogowany 2017-09-01 18:24:32

    Podchodząc do tego tematu, to łatwo się mówi kiedy nie dotyczy to nas. Ale należało by tam na miejscu przyjrzeć się jak te drzewa rosną, i wtedy dopiero widzi się że to jest naprawdę zagrożenie dla tego budynku mieszkalnego. I wtedy dopiero pisać o Szyszce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości