Dlaczego spada liczba ślubów kościelnych? Jak Kościół traktuje rozwodników oraz czy można unieważnić małżeństwo zawarte przed ołtarzem - opowiada ks. Kazimierz Świderski MSF, rektor Sanktuarium w Górce Klasztornej
Czy na przestrzeni ostatnich kilku lat zauważa Ksiądz spadającą ilość chętnych do zawarcia związku małżeńskiego przed obliczem Boga?
Jako proboszcz tej parafii mogę się odnieść jedynie do dwóch lat wstecz, to znaczy do końca 2011 i 2012 roku. Nie przytoczę tu konkretnych liczb, jednak według mojej obserwacji liczba ta utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. Trudno tu mówić o rażącym spadku udzielanych ślubów.
Wynika to też pewnie z tego, że góreckie sanktuarium przyciąga nie tylko parafian czy okolicznych mieszkańców.
Tak faktycznie jest, bo zdarzają się pary mieszkające kilkaset czy w przypadku przybywających zza granicy kilka tysięcy kilometrów od nas. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że to sanktuarium, ma tak bogatą historię i tradycję oraz że nasz kościół się po prostu młodym i ich rodzinom podoba. Tu jednak zaznaczę, że świątynia, jej wnętrze, otoczenie nie powinny być traktowane jako dobre tło do zdjęć, które ładnie wyglądają i dobrze się w nim pokazać. Jest to miejsce, które wybrała sobie Matka Boża, w którym składa się ślub. Ślub, czyli przysięgę przed Bogiem i drugą osobą; miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej, do końca życia.
Jak kształtuje się ranga ślubu kościelnego na tle tego udzielanego w urzędzie, przez urzędnika?
Nie chcę wskazywać, który z nich jest ważniejszy, bardziej wartościowy, bo to rozpatrywanie indywidualnych przypadków. Szanuję uczucia religijne innych. Każdy musi we własnym sumieniu ocenić to co jest dla niego ważne. Jeśli ktoś nie wierzy w Boga, dopóki nie zmieni swojej postawy nie zrozumie i nie doceni tego, jak wiele łask bożych daje mu ten sakrament. Często jest tak, że młodzi biorą ślub cywilny, bo pracują zagranicą, bo chcą w jakiś sposób zalegalizować swój związek, kupić mieszkanie, wziąć kredyt, po czym za pół roku, rok, dwa lata pojawiają się w kancelarii z prośbą o udzielenie ślubu kościelnego. Czyli jednak z jakichś powodów jest to dla nich ważne. Chrześcijanin natomiast nie powinien mieć wątpliwości, jaką drogą podążać. Cóż, boli mnie to, że często młodzi ludzie chcą budować „swój dom”, szczęście rodzinne zaczynając budowę „od komina” a nie od solidnego fundamentu jakim jest sakrament małżeństwa, ale cieszy zarazem, kiedy powracają i chcą to wszystko uporządkować.
Kiedy narzeczeni przychodzą do kancelarii dostają w pewnym sensie listę obowiązków do wypełnienia. To ma ich utwierdzić lub zniechęcić do zawarcia związku?
Jest to sakrament, który się nie powtarza, to już jest i koniec, dlatego tak ważne z punktu widzenia Kościoła jest to, aby była to decyzja podjęta w sposób odpowiedzialny. Dziś tej odpowiedzialności brakuje, bo łatwiej jest powiedzieć „mam Cię dość, odchodzę” niż starać się wychodzić na prostą. Problemy zawsze się pojawią, mniejsze czy większe, szybciej lub później. Ważne, jak do nich podejdziemy. Ta lista obowiązków to między innymi kurs przedmałżeński. Na nim młodzi powinni dostrzec nie tylko swoje zalety, ale przede wszystkim wady. Często mamy bowiem różowe okulary i widzimy tylko to co dobre. Bywa, że łudzimy się, że przyszły mąż czy żona się zmieni, że przestanie pić, że nie będzie brał/brała narkotyków, że zmieni się jej/jego stosunek do życia, pracy, obowiązków. Podejmujemy to wyzwanie i bierzemy odpowiedzialność, więc nie powinniśmy się z niej wycofywać i być zdziwieni, że po ślubie wszystko nie zmieniło się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Dlatego czasem lepiej się wycofać jeszcze przed sakramentalnym „Tak”, jeśli nie mamy tej 100% pewności w stosunku do siebie czy drugiej osoby niż później przeżywać gorzkie rozczarowanie, że on się wcale nie zmienił, że ona taka po prostu była wcześniej a ja tego nie widziałem, a może nie chciałem widzieć. Kolejny obowiązek, wizyta w poradni życia rodzinnego, też uczy szacunku i odpowiedzialności za drugą osobę i wyzbycia się tak modnego dziś egoizmu. Sprawia, że myślimy najpierw „Ty”, a dopiero później „ja”. Trzecia rzecz to spowiedź święta - ona, jeśli jest odbyta uczciwie wobec Boga i przed swoim sumieniem, pozwala godnie przyjąć sakrament małżeństwa. To co też jest ważne, a czego nie ma na tej liście to błogosławieństwo rodziców. To oni przez lata kształtowali wiarę i postawę swojego dziecka i to oni otwierają tę dalszą drogę. Dużo od tego zależy, bo jeśli zamiast błogosławieństwa pojawi się przekleństwo, może to rzutować na związek przez wiele lat, prowadząc nawet do jego rozpadu.
[[reklama]]
Cały czas rozmawiamy tu o ludziach młodych. Jak dziś kształtuje się ta granica wieku?
Gdy zaczynałem swoją posługę kapłańską idący do ślubu mieli najczęściej od 18 do 22-23 lat. Teraz ta granica się przesunęła, bardziej w stronę lat 30-tu. Zdarza się też, choć są to raczej rzadkie przypadki, że przed ołtarzem stają ludzie w dojrzałym wieku. Bywa, że po wielu latach życia w związku nieformalnych dochodzą do wniosku, że jednak chcą wziąć ślub kościelny.
Czy Księdza zdaniem łatwiej dziś niż kiedyś starać się w Kościele o unieważnienie małżeństwa?
W Kościele katolickim nie ma rozwodów. Nie ma też unieważnienia małżeństwa jak to się potocznie mówi lecz orzeczenie, stwierdzenie o nieważności małżeństwa, czyli innymi słowy, że ten sakrament tak naprawdę w ogóle nie został zawarty bo czegoś tam zabrakło. Jest to może dziś o tyle łatwiejsze, że mając szeroki dostęp do informacji np. w internecie, w prostszy sposób można dowiedzieć się, jak przejść tę procedurę, gdzie ją zgłosić czy nawet jak napisać pozew. Większa jest świadomość ludzi. Forma natomiast się nie zmieniła. Powody to na przykład zatajenie przez jednego z małżonków jakiejś ważnej sprawy rzutującej później na przyszły związek. Po złożeniu stosownych dokumentów, które potwierdzą przedstawiany stan rzeczy, decyzję podejmuje Sąd Biskupi. Nie jest to raczej procedura krótkotrwała, choć może decyzje o stwierdzeniu nieważności zapadają częściej niż kiedyś. Pamiętajmy tu, że jeśli wiedzieliśmy wcześniej o tych wszystkich rzeczach, o których tu rozmawiamy, sąd taki, takiego stwierdzenia nam nie udzieli.
Jeśli nastąpi stwierdzenie o nieważności sakramentu, to czy można ponownie zawrzeć sakrament małżeństwa?
Tak, dlatego że Kościół ten poprzedni związek traktuje jako niebyły. Stwierdza, że był zawarty nieważnie. Nie ma go.
Inaczej sprawa ma się jeśli chodzi o rozwód cywilny.
Zdecydowanie. Przed Bogiem taka para jest nadal małżeństwem. W przysiędze małżeńskiej padają bowiem słowa: „nie opuszczę Cię aż do śmierci”. Decyzja o rozwiązaniu związku na drodze cywilnej niesie za sobą wiadome konsekwencje. Jeśli natomiast ktoś żyje tylko w związku cywilnym a bez sakramentu małżeństwa, czy też z przeróżnych powodów nie żyje w związku sakramentalnym ze swoją żoną, czy mężem, ale w drugim to tutaj też pociąga to za sobą pewne konsekwencje. Takie osoby nie mogą korzystać z sakramentu spowiedzi, nie udziela się im też Eucharystii. Jednak Kościół ich nie odtrąca. Stara się pomóc, powrócić na właściwe ścieżki. My, jako Misjonarze Świętej Rodziny, wychodzimy naprzeciw małżeństwom w kryzysie pomagając im naprawić i zrozumieć ich związek. Nazywamy to „Dialogami Małżeńskimi”. Ma to formę małych rekolekcji trwających 48 godzin. Żeby potwierdzić, że podjęcie walki o swoje małżeństwo zawsze ma sens przytoczę przykład pewnej pary. Było z nimi już bardzo źle, właściwie ruszyła już procedura rozwodowa. Ale ona poprosiła go, aby skorzystali z tych Dialogów. On z wielkimi oporami zgodził się, bardziej dla świętego spokoju niż dla ratowania związku. Gdy ruszali, stwierdził, że to bez sensu, chciał wracać. Ona suszyła mu głowę, że przecież się zgodził. Jechali dalej. W połowie drogi to ją dopadł kryzys. Stwierdziła „masz rację – to nie ma sensu”. On uniósł się teraz męską dumą, że są już taki kawał drogi od domu i nie zamierza zawracać. To teraz on zrobi jej na złość i właśnie pojedzie na to. Zdanie zmienił tuż przed bramą jednego z naszych ośrodków. Ale wtedy ponownie ona przekonała go, żeby jednak jeszcze raz spróbowali. Po dwóch dniach wyjeżdżali stamtąd jako inni ludzie. Świadomi swoich wad i niedostatków, jednak na nowo zakochani w sobie i chcący wziąć dalszą odpowiedzialność za siebie. Dziś śmieją się z tej historii i przekazują ją innym, mówiąc, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być lepiej. Jak ważne jest w takich momentach to, by siebie naprawdę wysłuchać, zrozumieć ale przede wszystkim wybaczyć sobie.
Czy według Kościoła jest jakiś przepis na udane małżeństwo?
Przepis to może za wiele powiedziane, ale są pewne reguły. Mówi się o nich, że są to reguły dobrego dialogu, który pomiędzy małżonkami powinien być częsty i polegać na słuchaniu przed mówieniem, rozumieniu przed ocenianiem, sztuce kompromisu i wybaczaniu. Stosując te zasady powinno być trochę łatwiej (śmiech).
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze